Z cierpieniem zwierząt mam do czynienia bardzo często. Może nie jest to codzienność jak w wypadku lekarzy weterynarii, ale to, że mieszkam w lesie i trafiają do naszego domu zwierzęta młode i porzucone, chore lub kalekie sprawia, że widok cierpiącego zwierzęcia nie jest dla mnie egzotyczny, nie powoduje, że zamieram z przerażenia. Zresztą nie dotyczy to tylko naszych podopiecznych, o których wspomnę za chwilę. Dosłownie parę dni temu jechałem na rowerze po zakupy. Naszą wieś Teremiski dzieli od Białowieży, gdzie można się w miarę dobrze zaopatrzyć, 7 kilometrów. Jadąc na rowerze, widzi się znacznie więcej niż z okna samochodu. Tak zobaczyłem zaskrońca. Te najpospolitsze polskie węże dość często, szczególnie w słoneczne dni,…