Subskrybuj

Ludzie przeciwko zwierzętom

A może bardziej istotną przyczynę stanowił rustykalny charakter społeczeństwa staropolskiego: zaopatrzenie w dziczyznę odgrywało zbyt istotną rolę w pańskim, i nie tylko pańskim jadłospisie, jak również w aprowizacji wojska, aby można było nawoływać do rezygnacji z łowów. Zwierzyny było po lasach sporo, a wilki oraz dziki po dawnemu stanowiły zagrożenie dla ludzi i zbiorów.

Sposób traktowania zwierząt w Polsce nie doczekał się jak dotąd osobnego opracowania. Przed wojną jedyny Marian Zdziechowski (1861–1935) chyba wybitny filozof kultury poświęcił temu tematowi nieco miejsca w swych rozważaniach O okrucieństwie (wznowienie: 1993). Dopiero w r. 1980 doczekał się on osobnego rocznika „Etyki” (18). Na ogół jednak zajmowano się raczej stosunkiem do przyrody, przejawy okrucieństwa lub – humanitaryzmu wobec zwierząt opisując jedynie sporadycznie. Ich dręczenie nie było zresztą czymś kontrastującym z ogólnym postępowaniem wobec istot uzależnionych. Skoro bito dzieci, służbę, chłopów czy żołnierzy, trudno się dziwić, że w równie bezwzględny sposób były traktowane zwierzęta. Pośrednią zachętę po temu znajdowano w Biblii, zwłaszcza w Starym Testamencie, w którym Bóg mówi do Noego, ojca i synów: „Wszelkie zaś zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niech się was boi i lęka. Wszystko co się porusza na ziemi, i wszystkie ryby morskie zostały bowiem oddane wam we władanie” (Księga Rodzaju 9, 1–4). Już od co najmniej XVIII stulecia krytycy chrześcijaństwa zwracają uwagę, iż jego tryumfowi w Europie towarzyszyły niezliczone okrucieństwa, którym Kościół…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: O cierpieniu zwierząt