Kiedy ostatni raz rozmawialiśmy w Polsce, mówił pan, że „linia zanurzenia” (tytuł powieści Jeana Hatzfelda – przyp. red.) to granica psychologiczna, za którą przestaje się odczuwać różnicę między byciem reporterem a uczestniczeniem w wojnie. Za tą granicą wszystko, co nie jest wojną, wydaje się mniej intensywne, mniej rzeczywiste. Czy zdarzyło się panu przekroczyć linię zanurzenia?Linia zanurzenia w żeglarstwie oznacza linię oddzielającą zanurzoną część kadłuba statku od części wynurzonej. Przy idealnej nawigacji pozostaje ona zawsze na powierzchni wody. Kiedy zniknie, znaczy to, że statek jest w niebezpieczeństwie. Korespondent w kraju ogarniętym wojną powinien zawsze dostrzegać ową linię. Jeśli straci ją z oczu, grozi mu oderwanie od rzeczywistości, izolację od czytelników i bliskich osób. Doświadczyłem tego w wielu miejscach, w których byłem, podobnie jak niejeden korespondent wojenny. Na szczęście za…