Mamy mieszane uczucia. To chyba jedyna rzecz pewna w dyskusji o współczesnej demokracji. Poza tym same pytania – czy chcemy więcej władzy czy przywilejów, więcej kontroli czy wolności, więcej debaty czy możliwości wypowiedzenia własnego zdania? Zdaje się, że na demokrację jesteśmy skazani, bynajmniej jednak z takiej formy musu zadowoleni nie jesteśmy. Pragniemy demokratycznego ideału, zapominamy o twardych faktach demokratycznego rządzenia.
Demokracja to – jak uczą filozofowie polityki – władza ludu. Znamy wszyscy tę formułę, choć niewielu z nas zdaje sobie sprawę z konsekwencji wprowadzenia w życie jej zasad. Bo co to właściwie znaczy, że rządzi lud? Samo słowo przywodzi na myśl raczej lud spod Racławic, co z Kościuszką i kosami walczył o wolność, niektórym kojarzy się może też z ludem Paryża stawiającym barykady, ewentualnie ludem germańskim czy galijskim. Ale co „lud” może mieć wspólnego z nami?…
Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum
- Pełny dostęp do wszystkich artykułów
- Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
- Archiwum numerów zawsze pod ręką
Artykuł pojawił się w numerze:
Jak pamiętamy o Żydach?