Subskrybuj
b. redaktor miesięcznika „Znak”, współautorka książki Świat według Janki.

Reżim tożsamości

Tybetańska diaspora potrzebuje uciekinierów – legitymizują politykę rządu na uchodźstwie i jego roszczenia. Jednocześnie są oni w pewnym stopniu postrzegani jako ci, którzy burzą wyidealizowany wizerunek Tybetańczyka eksportowany na Zachód w celu pozyskiwania poparcia. Jawią się jako „niewystarczająco tybetańscy”.

Tybet sprzed chińskiej okupacji bywa często przedstawiany jako raj na ziemi, kraina otoczona białymi szczytami, w której każdy przeżywa duchowe oświecenie i gdzie między wszystkimi panuje pokój. Czy Tybet tak kiedykolwiek wyglądał?
A czy jakikolwiek kraj tak kiedykolwiek wyglądał? Poza tymi wyobrażonymi, wyidealizowanymi…

Co wiemy o – jak to Pani określa – tzw. dawnym Tybecie?
Należałoby zapewne zacząć od tego, jak definiujemy dziś historię – czy możliwe jest ustalenie faktów z przeszłości, czy raczej poruszamy się zawsze w sferze interpretacji? John Powers, autor książki History as Propaganda. Tibetan Exiles versus the People’s Republic of China(Historia jako propaganda. Tybetańscy uchodźcy kontra Chińska Republika Ludowa), pokazuje, że przeszłość jest współcześnie rozgrywana w konkretnych celach politycznych. Z jednej strony, mamy obraz podtrzymywany przez tybetański rząd na uchodźstwie, wyidealizowaną wizję kraju przesiąkniętego religią, zamieszkanego przez pokojowo nastawionych Tybetańczyków, którzy dbają o środowisko naturalne i dobre relacje ze wszystkimi. Z drugiej strony, władze Chińskiej Republiki Ludowej mówią, że Tybet wyglądał zupełnie inaczej: panowały tam feudalizm, zacofanie i konserwatyzm mnichów buddyjskich. Rzeczywistość, o ile w nią wierzymy, jest zapewne gdzieś pośrodku. Było różnie. To zależy, jaki okres mamy na myśli. Rok, dwa przed wkroczeniem Armii Ludowo-Wyzwoleńczej? Czy może 100 lat wcześniej? Czy historię jeszcze bardziej odległą? Początki państwowości tybetańskiej wyznaczone przez zwierzchnią władzę królewską sięgają VII w. i według historyków do IX w. Tybet był potęgą regionalną, która zawojowała okolice. Chińskie kroniki dynastii Tang opowiadają o strasznych barbarzyńskich hordach tybetańskich, które nazywano „czerwonymi twarzami”, ponieważ wojownicy malowali twarze ochrą. Warto to odnotować, ponieważ początek buddyzmu w Tybecie, który jest podawany przez stronę tybetańską jako moment, kiedy zapanowały pokojowe współistnienie, skupienie się…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Prawo do zabijania