Zarzuty wysuwane wobec teorii gender można sprowadzić do jednego fundamentalnego: gender przypuszcza atak na człowieka. Jest to zarzut tak generalny i patetyczny, że wręcz groteskowy w swej wymowie. Jednak ujmując rzecz nieco przewrotnie, to właśnie ze względu na niego – niezależnie od tego, jak bardzo zafrasowani czy zażenowani bylibyśmy kształtem debaty o gender – spór o gender postawił przed oczami szerokich kręgów pytanie o naturę ludzką, w całej coraz mocniej targającej nami – chcemy tego czy nie – niepewności co do odpowiedzi na nie. Oskarżanie „ideologów genderyzmu” o zakusy na to, co w człowieku niezmienne, najwymowniej zdradza bowiem, że najbardziej zagorzali obrońcy natury ludzkiej, kwestionują ją w zasadzie na równi, a może nawet bardziej niż ich przeciwnicy – ich opór wyrasta przecież nie z czego innego, jak z przeświadczenia (nieuświadomionego, dlatego przejawiającego się w formie lęku), że ową naturę bardzo łatwo można zmienić za pomocą praktyk kulturowych. To o kulturę, a nie o naturę, toczy się więc bój.
Mozaika płci Dlaczego właśnie na teorii gender zogniskowały się lęki związane z naturą ludzką? Odpowiedzi pewnie może być kilka, spróbuję…