Dzień po zwolnieniu z aresztu domowego pani Aung San Suu Kyi, charyzmatycznej przywódczyni birmańskich demokratów, pod siedzibą jej zdelegalizowanego ugrupowania (Narodowej Ligi na rzecz Demokracji, NLD) w Rangunie zebrały się tysiące ludzi. Dla większości było to prawdziwe święto, pierwsza od ponad siedmiu lat okazja do spotkania z kimś, kto uosabia ich aspiracje i niezgodę na trwające niemal pół wieku autorytarne rządy wojskowych w Birmie. Wprawdzie znajomi, którzy relacjonowali mi później ten wiec z 14 listopada, twierdzili, że wyczuwało się też w tłumie obecność tajnej policji i prorządowych bojówek po cywilnemu (tych ostatnich zwłaszcza po charakterystycznym zapachu alkoholu…), ale wszystko przebiegło bez poważniejszych incydentów. Generałowie najwidoczniej uznali, że po mocno spreparowanym przez siebie sukcesie…