Słysząc dźwięki ragtime’u wydobywające się ze świetlicowego pianina, zajrzały do sali nawet siostry zakonne. Grał Maciej Kierył, anestezjolog ze szpitala w Międzylesiu, sąsiadującego z ośrodkiem opiekuńczym dla dzieci z upośledzeniem intelektualnym. Siostry wezwały lekarza do krztuszącego się dziecka. Po udzieleniu pomocy, nie chcąc bezczynnie spędzać czasu na obserwacji pacjenta, obowiązkowej po medycznej interwencji, zaczął grać. Dzieci pojawiły się momentalnie. Tańczyły, śpiewały do samodzielnie ułożonych słów, nuciły, krzyczały do rytmu. Przy jazzowych kawałkach nawet te spośród nich, które słyszały źle albo bardzo słabo, były już na pełnym śpiewaczym rozruchu. Stawały blisko pudła rezonansowego instrumentu, a odbierany ciałem rytm pozwalał im włączyć się do zabawy.
Był rok 1970. Sytuacja, która pozwoliła lekarzowi i jego słuchaczom poznać terapeutyczną moc muzyki, wytworzyła się spontanicznie. Po doświadczeniu w domu pomocy doktor eksperymentalnie zaczął włączać muzykę podczas operacji.
…