Grupa lewicowców ze środowiska okołoakademickiego spotyka się regularnie w domu na przedmieściach podczas wspólnych kolacji. W ich trakcie ubolewają nad sukcesami prawicy. Zauważają, że jej przedstawiciele są bezkompromisowi i amoralnie lojalni wobec własnych liderów. Tymczasem – przyznają przed samymi sobą – lewicowcy to „miękkie kluchy”, które upajają się moralną słusznością, bojkotami konsumenckimi i permanentnie kłócą się między sobą o najmniejsze transgresje. Wpadają więc na diaboliczny pomysł. Będą zapraszać na kolacje znanych w okolicy działaczy prawicowych, a jeśli w toku dyskusji goście nie zmienią zdania, to zostaną otruci. Ten plan wdrażają z sukcesem. W ogródku rosną kopce ze zwłokami. Wreszcie nadarza się im prawdziwa gratka. Popularny ultraprawicowy komentator telewizyjny Norman Arbuthnot szuka miejsca, gdzie mógłby poczekać na opóźniony lot i coś przekąsić. Rozmowa przy stole przybiera jednak zupełnie niespodziewany obrót. Zapytany o chrześcijańską prawicę Arbuthnot oznajmia, że owszem jest ona istotną częścią polityki: „ale ma znikomą władzę. To znaczy robi najwięcej hałasu, ale to centryści wykonują najwięcej pracy. Skrajności w obu partiach przyciągają uwagę. Lecz decyzje podejmowane są przez umiarkowanych”. Na pytanie o to, na jakim stanowisku sam stoi, odpowiada: „Słuchajcie. Ja sobie mogę pokrzykiwać i narzekać, ale jak inaczej będę usłyszany? Nie jestem wybranym przedstawicielem Republiki. Jestem tylko zatroskanym obywatelem, któremu nie podobają się pewne rzeczy, które chce zmienić. Dokładnie to jest najwspanialsze w tym kraju”. Zagadnięty…
Dr nauk politycznych, adiunkt w Instytucie Zdrowia Publicznego UJ CM. W 2020 r. opublikował książkę pt. Wszechstronniczość. O deliberacji w polityce zdrowotnej z uwzględnieniem emocji, interesów własnych i wiedzy eksperckiej. Zajmuje się też popularyzacją badań...