Subskrybuj

Życie wieczne jako rzeczywistość wiary. Filozoficzna uwaga na temat idei nieśmiertelnosci

Człowiekowi pozostaje wybór między wiarą a niewiarą w niezniszczalność swego bytu. Wybór między obydwoma światami, którego nigdy nie będziemy w stanie racjonalnie uprawomocnić, jest wyborem o charakterze ostatecznym i całościowym, jest wszak wyborem pomiędzy wiecznością naszego ja a zgodą na jego ostateczną zagładę.

Idea życia wiecznego

W śmierci, oznaczającej nieuchronny kres istnienia, można upatrywać bądź to przekleństwa rodzaju ludzkiego, odbierającego naszemu życiu wszelki sens, bądź też ostatecznego wyzwolenia człowieka z nędzy życia i związanych z nim cierpień. W pierwszym przypadku – śmierć jawi się jako brutalna i niezrozumiała siła niszcząca nasze jedyne istnienie, w drugim –okazuje się wiecznym odpoczynkiem, na który zasłużyliśmy po trudach ziemskiej wędrówki. Wspólnym elementem obu perspektyw jest odniesienie do wieczności, która – niezależnie od tego, jak jest pojmowana – stanowi (zgodnie z ludzkimi wyobrażeniami) ostateczny sens, dzięki któremu ani życie ziemskie, ani śmierć nie są na próżno. Perspektywa wieczności jest bowiem perspektywą zbawienia, czyli bytowania wolnego od wszelkich braków i ułomności.

Życie wieczne można interpretować w różny sposób – zarówno realistycznie (rzeczywiste trwanie naszego ja po śmierci), jak i metaforycznie (urzeczywistnienie przez nas w życiu ziemskim wartości odpornych na niszczący upływ czasu). Zwykle obie wizje są traktowane jako opozycja rzeczywistości i fikcji, realności i złudzenia, w gruncie rzeczy jednak przeciwstawienie takie nie jest zasadne, ponieważ metaforyczny model życia wiecznego również może człowiekowi gwarantować pewną formę realnej nieśmiertelności. Sugerowana opozycyjność obu modeli znika wtedy, gdy umieścimy je w – najwłaściwszym dla idei życia wiecznego – kontekście wiary. Wiary nie rozumiemy tu jednak wyłącznie jako przeświadczenia o prawdziwości określonych twierdzeń religijnych, lecz przede wszystkim jako egzystencjalne doświadczenie wieczności, dostępne ludziom już w życiu doczesnym. Inaczej mówiąc, wiara nie jest akceptacją określonych dogmatów, lecz specyficznym sposobem życia oraz postrzegania świata, w wyniku którego istnienie wieczne może być dane człowiekowi jako bezpośrednio przez niego doświadczana realność.

Taka interpretacja wiary w życie wieczne nie jest oczywiście ideą oryginalną. Jedną z jej głównych inspiracji jest Wittgensteinowska koncepcja religii jako formy życia[1]; z poglądu tego będziemy jednak korzystać krytycznie i wybiórczo, formułując także wnioski, których Wittgenstein z pewnością nie uznałby za słuszne. Uwagi autora Traktatu logiczno-filozoficznego potraktujemy bardziej jako hipotezy heurystyczne, zwracające uwagę na specyfikę doświadczenia wiary, aniżeli w pełni trafne jej opisy. Drugą inspiracją koncepcji bronionej w obecnym artykule jest idea weryfikacji eschatologicznej, najpełniej sformułowana przez Johna Hicka, w obecnych rozważaniach ograniczymy ją jednak do kwestii możliwości osiągnięcia życia wiecznego, pomijając spory na temat racjonalności zdań religii czy istnienia Boga[2].

Ideą przewodnią artykułu jest teza, że jedyną płaszczyznę, na której da się zasadnie postawić problem nieśmiertelności, stanowi wiara rozumiana jako doświadczenie wieczności. Doświadczenia nie zawężamy tu, rzecz jasna, do wymiaru poznawczego (ani tym bardziej do sfery poznania zmysłowego), lecz traktujemy je jako specyficzną formę życia i obecności człowieka w świecie. Doświadczenie wieczności staje się tym samym kategorią bardziej egzystencjalną niż epistemologiczną, oznacza bowiem określony sposób ludzkiego bytowania. Określając je mianem wiary, nie mamy na myśli wyłącznie wiary religijnej, lecz każdą postać wiary w życie wieczne, nawet jeżeli nie przybiera ona postaci w jakikolwiek sposób zinstytucjonalizowanej czy skodyfikowanej. Doświadczenie wieczności może mieć charakter pozytywny (wiara w istnienie życia wiecznego dostępnego człowiekowi) bądź negatywny (wiara w niemożliwość jakiejkolwiek formy życia wiecznego dla człowieka).

Doświadczenie to, poza którym, jak stwierdziliśmy, nie da się w ogóle problemu nieśmiertelności sensownie postawić, jest dla człowieka doświadczeniem istotnym (może nawet najważniejszym), wpływa bowiem decydująco na kształt całego życia. Z tego powodu wiarę w życie wieczne (bądź jej negację) mamy prawo uznać za jeden z najważniejszych fundamentów ludzkiego życia w wymiarze indywidualnym. Mimo to w sporach dotyczących idei życia wiecznego perspektywa doświadczenia bywa najczęściej pomijana, dyskusje zaś ograniczają się do analizy argumentów formułowanych bądź to na korzyść jakiejś formy życia po śmierci, bądź też przeciw niej[3]. Taki jednak sposób postawienia problemu wydaje się zasadniczo błędny, żaden bowiem konkluzywny dowód nieśmiertelności nie jest możliwy (podobnie zresztą jak ewentualny dowód negujący istnienie życia wiecznego); wszelkie możliwe argumenty i kontrargumenty wzajemnie się równoważą (a tym samym znoszą). Co więcej, bez odniesienia do doświadczenia czysto rozumowy spór o istnienie bądź nieistnienie życia wiecznego okazuje się niezrozumiały; jeśli bowiem nie dostrzeżemy, że sama idea nieśmiertelności rodzi się z doświadczanego przez ludzi pragnienia nieskończonego trwania, to wszelkie formułowane na ten temat hipotezy (czy próby ich uzasadnienia) będą zawieszone w próżni. Gdyby zaś nawet (wbrew powyższym twierdzeniom) udało się sformułować przekonujący dla większości ludzi dowód na rzecz istnienia życia wiecznego (chociażby w postaci jakiegoś Kantowskiego postulatu czy Pascalowskiego zakładu), to i tak trudno przypuszczać, by miał on jakikolwiek wpływ na ludzkie życie (czy wręcz – by został zaakceptowany w sytuacji, w której danej osobie brakowałoby wiary w nieśmiertelność). W sporach na temat życia wiecznego rozstrzygające okazuje się jedynie doświadczenie wiary, stanowiącej gwarancję, że idea nieśmiertelności nie jest pusta. Co więcej, wiara nie tylko gwarantuje, lecz również uobecnia życie wieczne, dzięki czemu wierzący już teraz prawdziwie uczestniczy w nieśmiertelności.

Sens wiary 

Wierzyć w istnienie życia wiecznego to przede wszystkim wierzyć, że dane nam życie jest w swojej najgłębszej istocie niezniszczalne. W tym kontekście śmierć przestaje być rzeczywistością ostateczną i nieodwracalną, nie jest bowiem w stanie unicestwić prawdziwego życia. Skoro tak, to człowiek, który wierzy w życie wieczne, w rzeczywistości już teraz w nim uczestniczy, z perspektywy jego doświadczenia bowiem śmierć nie jest słowem ostatnim. Może ona oczywiście być nadal bolesnym dramatem i nieuchronną koniecznością, która nikomu nie zostanie oszczędzona; może też być boleśnie przeżywana jako wielorakie rozstanie człowieka ze światem, zwłaszcza zaś z ludźmi, których kochamy. Z tego powodu wiara w życie wieczne nie musi bynajmniej uwalniać ludzi od lęku przed śmiercią; przeciwnie, lęk ten może okazać się równie dramatyczny jak w doświadczeniu człowieka pozbawionego wszelkiej nadziei na życie wieczne. Mimo to – z perspektywy wiary w nieśmiertelność – śmierć nie oznacza ostatecznego kresu istnienia, człowiek doświadcza bowiem siebie jako istoty niezniszczalnej i wiecznej.

Jeśli opis ten jest trafny, to nie ulega wątpliwości, że każdy, kto rzeczywiście wierzy w życie wieczne, żyje w radykalnie innym świecie aniżeli ten, kto w życie wieczne nie wierzy. Wbrew niektórym jednak sugestiom Wittgensteina, obaj – wierzący i niewierzący – nie tylko spełniają odmienne rytuały, lecz także inaczej interpretują świat, wyznając różne (w wielu punktach wzajemnie przeciwstawne) ontologie, życie zaś każdego z nich ma inną strukturę, funkcje oraz cel. Wiara w życie wieczne odsłania wszak przed człowiekiem zupełnie nową perspektywę egzystencjalną, w świetle której jego istnienie jawi się jako niezniszczalne. Znaczy to, że ten, kto wierzy we własną nieśmiertelność, już teraz – właśnie dzięki swej wierze – owej nieśmiertelności rzeczywiście dostąpił, jest ona bowiem aktualnie przeżywaną przez niego realnością.

Jest oczywiste, że doświadczenie wieczności, o którym tu mowa, jest doświadczeniem z perspektywy pierwszej, a nie trzeciej osoby, nie polega ono bowiem na zewnętrznej obserwacji obiektywnych faktów, lecz na subiektywnym (i głęboko angażującym) przeżywaniu niezniszczalności własnego ja. Sytuacja ta nie zmienia jednak podstawowego faktu, że życie wieczne dostępne jest osobie wierzącej jako rzeczywistość obecna tu i teraz. Doświadczenie to z oczywistych względów nie ma charakteru dowodu, stąd bowiem, że ktoś wierzy w życie wieczne, bynajmniej nie wynika, że ono faktycznie istnieje (ani też, że stało się jego udziałem). Wiara ta ma jednak ogromne znaczenie egzystencjalne dla człowieka, stanowiąc fundament jego życia. Co więcej, z perspektywy wiary pytanie o prawdę obiektywną traci sens, kto bowiem autentycznie wierzy w życie wieczne, już tego życia rzeczywiście dostąpił w swoim subiektywnym doświadczeniu. Subiektywizacja doświadczenia nie oznacza jednak, że mamy tu do czynienia wyłącznie z metaforycznym modelem wieczności, polegającym na specyficznej interpretacji życia ziemskiego. Przeciwnie, doświadczenie wieczności (wiary we własną nieśmiertelność) jest doświadczeniem na wskroś realnym, dzięki któremu ten, komu zostało ono dane, już teraz przeżywa swe istnienie jako wieczne; to zaś oznacza, że w gruncie rzeczy wierzący nie tylko ma nadzieję na przyszłą nieśmiertelność, lecz w rzeczywistości już teraz żyje wiecznie.

Zarysowane rozwiązanie problemu życia wiecznego ma niewątpliwie charakter Wittgensteinowski, wiara w nieśmiertelność nie jest bowiem traktowana jako teoria opisująca świat, lecz jako specyficzny sposób ludzkiego istnienia. Wiara ta nie opiera się przy tym na żadnych świadectwach empirycznych (ani argumentach spekulatywnych) mających dowodzić jej słuszności; jest raczej określoną formą doświadczenia świata i ludzkiego losu. Z tego powodu jest również odporna na każdą próbę jej falsyfikacji odwołującą się do określonych zjawisk empirycznych mających przeczyć możliwości życia wiecznego (rozkład ciała po śmierci, zależność życia psychicznego od mózgu itp.). Ten przecież, kto wierzy w życie wieczne, kto już dziś (dzięki swej wierze) doświadcza wieczności, żyje w zupełnie innym świecie, w którym wymienione fakty nie są w ogóle brane pod uwagę bądź też tracą wszelkie znaczenie. Z tego powodu jakakolwiek demaskacja wiary w nieśmiertelność jest z definicji niemożliwa, musiałaby bowiem polegać na wykazaniu, że przeżywane przez wierzącego doświadczenie wieczności jest iluzją, z której nie potrafi się on wyzwolić. Problem w tym, że nikt – mocą swej wiary doświadczający realności życia wiecznego – nie jest w stanie (z wnętrza swego doświadczenia) tej iluzji dostrzec. Jeżeli bowiem rzeczywiście jego doświadczenie było pomyłką, to w chwili śmierci – bez względu na swoje wierzenia – człowiek ten przestanie istnieć na zawsze, w związku z czym swojej pomyłki nigdy nie odkryje. Skoro zaś do końca głęboko wierzył, że jego życie jest wieczne, to dopóki żył – żył w świecie, w którym był nieśmiertelny, z chwilą zaś, gdy umarł, przestał również istnieć świat jego subiektywnych wyobrażeń czy iluzji. Dopóki bowiem doświadczenie wieczności istnieje, jest doświadczeniem realnym, wyznaczającym specyficzny świat przeżywającej go osoby; z chwilą natomiast, gdy dobiega ono kresu z powodu śmierci podmiotu – nie istnieje nikt, kto mógłby iluzoryczność owego doświadczenia stwierdzić. Widać tym samym, że demaskacja wiary w życie wieczne z perspektywy pierwszej osoby jest niemożliwa. Wprawdzie może się zdarzyć, że osoba wierząca w nieśmiertelność jeszcze przed śmiercią porzuci dotychczasową wiarę i zacznie doświadczać swego życia jako nieuchronnie skończonego, nie będzie to jednak obalenie wiary (przez wykazanie jej fałszywości), lecz nawrócenie na inny typ wiary, która w równej mierze, co poprzednia, będzie jedynie subiektywną formą doświadczenia. W takim zaś razie teza, że wykazanie iluzoryczności wiary w życie wieczne z perspektywy pierwszej osoby nie jest możliwe, pozostaje w mocy.

Co więcej, falsyfikacja wiary w życie wieczne nie jest również możliwa z perspektywy osoby trzeciej, czyli z punktu widzenia obserwatora zewnętrznego. Jeżeli bowiem nawet ktoś ma przekonanie, że wszyscy wierzący w nieśmiertelność ulegają złudzeniu, to nie jest w stanie ich iluzji zdemaskować. Nawet jeśli byłoby mu dane obserwować śmierć człowieka wierzącego w życie wieczne, to obserwacja ta nie wystarczyłaby do sfalsyfikowania wiary zmarłego. Zewnętrznemu obserwatorowi dane są bowiem wyłącznie zdarzenia empiryczne, konstytuujące śmierć w sensie procesu biologicznego lub nawet mineralizacji ciała, nie może on jednak zaobserwować śmierci jako ostatecznego kresu istnienia. Śmierć jawi się jako dynamiczna i wieloraka przemiana człowieka, który wcześniej był żywy, w żadnym jednak momencie tego procesu nie można zaobserwować faktu ostatecznego i nieodwracalnego unicestwienia; unicestwienie jest bowiem pojęciem czysto spekulatywnym, którego wiarygodności nie mogą potwierdzić żadne fakty[4]. W takim zaś razie, jeżeli nawet zewnętrzny obserwator czyjejś śmierci uważa, że dana osoba przestała istnieć, to jest to wynik nie obserwacji obiektywnych faktów, lecz jedynie subiektywnej wiary. Znaczy to, że oba wykluczające się doświadczenia – doświadczenie życia jako wiecznego oraz doświadczenie życia jako nieuchronnie skończonego – mają charakter subiektywny, sytuując przeżywających je ludzi w dwu radykalnie odmiennych światach (bądź to w świecie życia wiecznego bądź w świecie życia skończonego).

Doświadczenia te należy traktować jako wzajemnie równoważne, nie ma bowiem żadnych podstaw, by którekolwiek z nich uznać za uprzywilejowane i bardziej wiarygodne (w sensie obiektywnym) od drugiego. Mamy tu do czynienia z sytuacją analogiczną do tej, jaka zachodzi w przypadku obserwacji dwuznacznych rysunków (na przykład kaczki i królika), do których odwoływał się Wittgenstein w Dociekaniach filozoficznych. Każdy obserwator jest w stanie w jednej chwili widzieć tylko jedną postać – albo kaczkę, albo królika – nigdy zaś obu na raz; warunkiem dostrzeżenia drugiej postaci jest radykalna zmiana sposobu patrzenia, w wyniku której dotąd widziana figura całkowicie znika. Podobnie rzecz się ma z wiarą i niewiarą w życie wieczne: każdy z nas może aktualnie zamieszkiwać tylko jeden świat – albo świat życia wiecznego, albo świat życia skończonego, nigdy zaś obydwa na raz. Jeżeli jednak mieszka w jednym świecie, to nie jest w stanie dostrzec, że świat ten jest iluzją; aby to odkryć, musiałby dotychczasowy świat porzucić i zamieszkać w drugim. Taka jednak demaskacja nadal będzie oparta wyłącznie na czysto subiektywnym doświadczeniu, nie zaś na rozstrzygających argumentach, dowodzących pozorności jednego ze światów. Znaczy to, że wprawdzie wiarę w życie wieczne można porzucić na rzecz wiary w nieistnienie życia wiecznego, nigdy jednak nie można jej obalić.

Jeśli wniosek ten jest trafny, to jasne się staje, że jedynym kluczem do nieśmiertelności jest wiara, która nie tylko daje nadzieję, obietnicę czy gwarancję życia wiecznego, lecz sama stanowi (w sensie najbardziej dosłownym) dar życia wiecznego. Ten przecież, kto wierzy w nieśmiertelność, dzięki swej wierze sam staje się nieśmiertelny i dopóki tej wiary nie utraci, dopóty dostępne mu życie wieczne nie będzie mogło okazać się iluzją ani pozorem; doświadczenia wieczności nie można bowiem zakwestionować od wewnątrz. Gdyby zaś nawet (przynajmniej z perspektywy obiektywnych faktów) nieśmiertelność była iluzją, to i tak podmiot – o ile tylko nie utraci swej wiary – nigdy nie będzie w stanie owej iluzji rozpoznać.

Możliwość iluzji 

Zaproponowana wykładnia idei życia wiecznego oraz jego realności nie jest oczywiście wolna od rozmaitych trudności. Podstawowym kłopotem jest to, że nieśmiertelność pojętą wyłącznie jako funkcję wiary bardzo łatwo uznać za subiektywne złudzenie niektórych ludzi. Jeżeli bowiem zgodzimy się, że wiecznie żyje tylko ten, kto wierzy w swoją nieśmiertelność (mimo, iż prawdziwości tej wiary nie jest w stanie obiektywnie dowieść), to przysługujące mu życie wieczne okazuje się złudzeniem. Wbrew swoim przekonaniom, nawet najgłębiej zakorzenionym i niepoddawanym w wątpliwość, człowiek ten bynajmniej nie żyje wiecznie a tylko wierzy, że żyje wiecznie, stając się ofiarą fundamentalnej pomyłki.

Z pozoru zarzut ten może się wydawać rozstrzygający, w rzeczywistości jednak opiera się na nie zawsze oczywistych założeniach. Należy bowiem zwrócić uwagę, że w omawianym kontekście jednoznaczne i konsekwentne odróżnienie między subiektywną wiarą w życie wieczne a realnym życiem wiecznymnie jest do końca możliwe (ani zasadne). Nie ulega przecież wątpliwości, że wiara jako doświadczenie własnej nieśmiertelności nie jest bynajmniej fikcją, lecz realnym faktem psychologicznym. Co ważniejsze jednak, treść tej wiary (niezależnie od jej obiektywnej prawdziwości) skutkuje w ludzkim życiu, podmiot zaś traktuje ją nie jako iluzję, lecz wierne odzwierciedlenie świata i jego praw. Z tego powodu trafne jest stwierdzenie, że ten, kto wierzy we własną nieśmiertelność, żyje w zupełnie innym świecie aniżeli ten, dla którego śmierć jest ostatecznym kresem istnienia. Ludzie nie czynią odróżnień pomiędzy tym, czego doświadczają (świat dla nas), a czysto obiektywnym światem faktów, które mogą być zupełnie różne od ich doświadczeń (świat w sobie); odróżnienie takie zresztą nie wydaje się możliwe, świat w sobie bowiem z…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Śmierć i co dalej? Co wiemy o życiu wiecznym