Sądzę, że teza przedstawiona w artykule prof. Krzysztofa Jasiewicza ,,Dzika” historia – ,,cywilizowana” współczesność (,,Znak” nr 621, luty 2007) domaga się jednej, niezmiernie ważnej korekty. Jasiewicz słusznie zwraca uwagę na to, że my z reguły jesteśmy omylni – toteż musimy się z tym pogodzić w naszym poszukiwaniu prawdy, również w poszukiwaniu prawdy historycznej. Co więcej – dodam od siebie – nieraz się zdarzało, że nawet formułowanie błędnej hipotezy przybliżało do prawdy: jeżeli pobudziło do poszukiwań, które w końcu i fałszywą hipotezę obaliły, i pozwoliły lepiej poznać, jak to było naprawdę. Toteż w zasadzie nie sposób nie zgodzić się z tezą artykułu: ,,My [historycy], zamiast zasady domniemania niewinności, obcej naszemu warsztatowi, (…) posługujemy się zasadą bezstronności”. Pragnę zwrócić uwagę na to, że ta – skądinąd słuszna zasada – nie dotyczy tych sytuacji, w których wszyscy ludzie, zatem również historycy, są zobowiązani do nieomylności. Są to sytuacje, w których pomyłka może kogoś zabić albo zadać jakąś inną potworną krzywdę. Na przykład, kiedy idziemy na grzyby, mamy ścisły obowiązek odróżnienia grzybów jadalnych od trujących, zaś myśliwi mają ścisły obowiązek nieomylnego rozpoznania, że dzik, na którego się zasadzam, nie jest człowiekiem. Do nieomylności zobowiązany jest każdy sędzia wydający…