Subskrybuj

Milczenie i egoizm świata

Ze względu na to, jaką rolę odgrywają media we współczesnym świecie, bardzo ważne jest określenie ich misji. Jest to konieczne zarówno dla podjęcia świadomych działań w celu budowania sposobu rozwijania tej misji jak również dla określenia, w jakim kierunku misja ma kształtować postawy odbiorców i jaką świadomość ma budować.

Podstawą funkcjonowania i rozwoju mediów nie może być tylko osiągnięcie jak najwyższego nakładu, który jak najlepiej się sprzeda, najważniejszym celem nie może być zadowolenie gustów i potrzeb odbiorców, które wyrażają się w badaniach opinii publicznej i są bardzo często „usprawiedliwieniem” dla niskiego poziomu programów czy sensacyjności informacji przekazywanej odbiorcom.

Odpowiedź na pytanie czy media powinny kierować się gustami odbiorców czy też powinny mieć jasno określoną misję, której celem jest kształtowanie tych gustów, to odpowiedź, która decyduje zarówno o misji, jaką wyznaczają sobie media jak i o tym, z jakim społeczeństwem w Polsce będziemy mieli do czynienia. Bo temu, że media mają decydujący wpływ na kształtowanie opinii, zainteresowań i aktywności społecznej nikt nie może zaprzeczyć. Pomijam tę niewielką część społeczeństwa, która ma swoje, określone zainteresowania i wie gdzie szukać potrzebnych informacji.

Jakim społeczeństwem chcielibyśmy być? Jak chcielibyśmy być postrzegani przez innych? Czy jako świadome społeczeństwo, dokonujące świadomych wyborów, zaangażowane w lokalny rozwój, rozumiejące pojęcie dobra wspólnego, dobra ojczyzny, kierujące się wartościami, odpowiedzialne za siebie, otoczenie oraz za zadania nałożone przez wykonywana pracę, zainteresowane procesami zachodzącymi w świecie i potrafiące na nie wpływać? Czy też jako konsumpcyjne, żyjące serialową rzeczywistością, interesujące się sensacjami, aferami, niepotrafiące wybrać nawet władz lokalnych, obojętne na zło dziejące się wokół i niewidzące potrzeby pomocy bliźniemu nawet, jeżeli ten bliźni wyznaje inna religię, ma inny kolor skóry i mieszka daleko od nas? Czy chcemy być zaściankowym, egoistycznym społeczeństwem, myślącym tylko o sobie i swoich potrzebach?

Uważam, że na to, jakim społeczeństwem będziemy, ogromny wpływ maja media a zwłaszcza telewizja. To poprzez media dowiadujemy się o tym, co ważnego dzieje się na świecie i to media nadają wagę tym wydarzeniom. Nie musimy stykać się bezpośrednio z ofiarami walk w Kongo, czy z bezdomnymi na polskich ulicach. O ich sytuacji, problemach i sposobach pomocy dowiadujemy się lub powinniśmy się dowiadywać z mediów.

Śledząc ostatnimi dniami media na użytek tego tekstu (szczerze mówiąc, to, co się dzieje w polityce i rodzaj przekazywanych informacji zniechęcają mnie do czytania, oglądania i słuchania, wybieram sobie informacje sama omijając politykę polską), zastanawiałam się, jaka jest misja publicznej telewizji czy innych mediów.

Ostatnie wydarzenia polityczne, kłótnie polityków, wzniecanie przez nich kolejnych afer, informowanie, kto, na kogo jakie ma taśmy dominują w polskich mediach. Zastanawiałam się czy są to rzeczywiście najbardziej nas interesujące informacje? Zastanawiałam się, co by było gdyby dzeinnikarze nie wyczekiwały pod budynkiem w Koszalinie na słowa tego czy innego polityka, czy brak informacji o tym, co powiedzieli, rzeczywiście byłby istotnym brakiem informacyjnym, który wpłynąłby na świadomość i poziom kultury społecznej Polaków?

Ci, którzy decydują o tym, o czym poinformują nas codziennie, powinni wiedzieć, że informacja często powtarzana jest informacją, która żyje, która zajmuje i kształtuje umysły oraz wpływa na nasze działania. Myślę nawet, że kierujący informacjami doskonale wiedzą o tym fakcie. Zastanawiam się czy świadomie wybierają sensacje i afery, czy świadomie skupiają się na wydarzeniach politycznych ostatnio trącących tylko pomówieniami, oskarżeniami i kłamstwami i czy są przekonani, że to właśnie jest ich misją? Czy też nie myślą o misji a po prostu gonią za chwilą i sensacją, która sprzedaje się lepiej, a która za chwilę przestanie być aktualna, albo pojawi się inna, zupełnie sprzeczna z poprzednią?

Na tej właśnie zasadzie opierają się działania polityków, którzy wiedzą, że im częściej im więcej się o nich mówi, tym lepiej. Nieważne, co, ważne ile. W ten sposób przyciągają do swoich gier media, które czekają na każde słowo, które potem jest przetwarzane w wiadomościach, programach publicystycznych i dyskusjach dziennikarzy. I co najdziwniejsze, media, nawet te całkiem szacowne, dają się na to złapać. Obraz dziennikarzy oczekujących pod prokuraturą w Koszalinie budził mój niesmak. Czym tak bardzo się podniecaliśmy, czy to, co usłyszeliśmy od polityków było naprawdę tak istotne, że warto było poświecić na to cały dzień, wydać pieniądze na bezpośrednie relacje, na podróże etc.? A w nas, Polakach wytwarza się przeświadczenie, że skoro te sprawy tak wiele czasu zajmują w mediach, i taki tłum dziennikarzy napierał na wychodzących z prokuratury, to widocznie są one ważne.

W znakomitej większości media codzienne skupiają się głównie tym, co dzieje się w Polsce i to głównie w sferze politycznej. Dzień po rewelacjach Leppera, Ziobry i Karczmarka, w niektórych codziennych mediach przemilczano sprawę wyborów w Sierra Leone, fakt rozpoczęcia akcji rozbrojenia w południowym Sudanie, o koncercie rockowym w Kaszmirze, który miał „zagłuszyć” trwające od 20 lat odgłosy wybuchów i strzałów, o wydarzeniu związanym z handlem dziećmi w Gwatemali, o zawieszeniu przez Kongo operacji militarnych prowadzonych przez Tutsi przeciwko rwandyjskim Hutu, o rozmowach w sprawie Kosowa, nie wszystkie media poinformowały o bardzo ważnej wizycie prezydenta Pakistanu Pervez Musharrafa w Kabulu na wielkiej radzie pasztuńskich wodzów z afgańsko-pakistańskiego pogranicza, która choć była tylko aktem tylko politycznym, to świadomość konieczności takich wydarzeń jest ważna dla polskiego społeczeństwa, którego synowie walczą w Afganistanie.

Informacje z Afganistanu, Iraku zawężają się do informacji politycznych lub militarnych. Brak w naszych mediach debat o rzeczywistych problemach tych krajów, na rozwiązanie, których możemy mieć wpływ. Brak informacji, które pokazałyby, np., jaki wpływ mają wydarzenia w tych krajach na lokalne społeczności oraz na ich sytuację. Polacy bardzo mało wiedzą o życiu codziennym Afgańczyka czy Irakijczyka. Ich codzienność to nie wybuchy min pułapek czy strzelanina na ulicy, to walka o zdobycie wyżywienia i utrzymania przy życiu rodziny, to brak dostępu do pitnej wody, choroby spowodowane niedożywieniem, brak szkół, brak wykształconej kadry, brak perspektyw na lepszą przyszłość i poczucie bycia zbędnym i zapomnianym we współczesnym świecie. Czy nasze zaangażowanie w Afganistanie czy Iraku powinno ograniczać się tylko do interwencji militarnej? Poza środkami dostępnymi w ramach konkursów Polskiej Pomocy Zagranicznej MSZ, dzięki którym m. in. polskie organizacje pozarządowe mogą skutecznie pomagać lokalnym społecznościom w tych krajach (dostęp do wody, edukacji, opieki medycznej), nie ma innych. Próba nagłośnienia w mediach tragicznych problemów oraz potrzeby pomocy spotyka się z całkowitym brakiem zainteresowania. Społeczeństwo polskie nie ma nawet pomysłu żeby zorganizować jakieś przedsięwzięcia, które miałyby cel humanitarny. Dlaczego? Czy jesteśmy aż tak bezdusznym i egoistycznym społeczeństwem? Ostatnia akcja gazety Wyborczej na rzecz Darfuru i reakcja społeczeństwa na nią pokazuje, że nie jest z nami tak źle. To, czego nam brakuje to pełnej, rzetelnej informacji.

Zauważyłam też, że tego dnia poza bardzo nielicznymi wyjątkami, zapomniano w polskich mediach o zakładniczkach koreańskich w Afganistanie. Inne media BBC, CNN, Euronews, The New York Times, The Washington Post, Liberation mówiły i pisały o ich obecnej sytuacji. W polskich mediach tego dnia nie powiedziano nic, a jest to problem życia lub śmierci 24 osób, których dramat rozgrywa się na naszych oczach. W mojej opinii, informacja ta jest ważniejsza od tych, którymi raczyli nas w niedzielę 12 sierpnia politycy. Na kłótnie polityków i ich zachowanie nie mamy wpływu (możemy ich najwyżej nie wybrać i mam nadzieję, że nasze społeczeństwo w następnych wyborach to zrozumie), natomiast na to, co stanie się z koreańskimi zakładnikami mamy i powinniśmy wierzyć, że mamy wpływ. Możemy pisać listy, protestować, głośno o tym mówić. Czyż nie dzięki temu, że nie zapomniano o nich, 8 pielęgniarek bułgarskich odzyskało wolność? Tę wiarę w siłę społecznego czy po prostu ludzkiego protestu mogą i powinny w nas kształtować media, (jeżeli wcześniej nie zrobiła tego szkoła). Tymczasem niedzielne i poniedziałkowe media (12 i 13 sierpnia 2007) przekonywały, że najważniejszym wydarzeniem na świecie jest konfrontacja zeznań z prokuratury w Koszalinie. Kto nadaje tym wydarzeniom takie znaczenie? Sami politycy, bo oni tym światkiem żyją. Ale nie wiedzielibyśmy o tym, gdyby pod prokuraturą nie kłębiły się tłumy dziennikarzy zainteresowanych tym, co oni powiedzą. A może bardziej interesującą czołówką były by wydarzenia w  Mogadiszu, gdzie ludność cywilna jest narażona na egzekucje, bombardowanie domów i szpitali, ucieczkę z miejsc zamieszkania na skutek działań wojsk etiopskich, islamskich rebeliantów i wojsk rządowych. Co wiemy o konflikcie na, wskutek którego tylko w tym roku zginęło ok. 1300 osób a około 320 tys. osób uciekło z miasta i stało się uchodźcami? Dokąd uciekli, jakie są ich losy, w jakich warunkach żyją? To są według mnie istotne problemy tego świata, w którym żyjemy.

Amerykańskie pismo „Foreign Policy” stworzyło listę państw, w których istnieją największe zagrożenia. Brano pod uwagę „wskaźniki niestabilności”, m.in. stan gospodarki, nierówności społeczne, ochronę praw człowieka, liczbę uchodźców, siłę instytucji państwowych i zagrożenia zewnętrzne. Według kolejności to: Sudan, Irak, Somalia, Zimbabwe, Czad, Wybrzeże Kości Słoniowej, Kongo, Afganistan, Gwinea, Republika Środkowoafrykańska. Wg. monitoringu Reuters Alertnet http://www.alertnet.org, który monitoruje około 10 tys. źródeł medialnych z tym 107 tytułów anglojęzycznych na całym świecie, w ostatnim miesiącu ukazało się 1466 artykułów na temat Iraku już na temat Darfuru tylko 164, Somalii 41, Demokratycznej Republiki Kongo 29, Czadu tylko 8. Bardzo polecam ciekawą stronę, na której samemu można dokonać takich zestawień. Pokazują one, w jaki sposób media światowe traktują wydarzenia na świecie, nadając priorytet tym wydarzeniom, które najbardziej są powiązane z interesami lub są najbardziej sensacyjne, a które niekoniecznie są tymi najważniejszymi, które decydują o takim a nie innym kształcie świata. http://www.alertnet.org/thenews/newsdesk/FACTIVA/mediaindex.htm?rt=1&period=0&from=2006-09-21&to=2007-02-22&code=emergencycode&ngonetworkcode_unsel=&emergencycode_unsel=&begin=2006-09-21&yesterday=2007-02-22&submit=Generate%2520Graph&submit=Reset%2520options

Nie ma takiego zestawienia tematów w polskich mediach, (chociaż sadzę, że współpracujący z PAH Instytut Monitorowania Mediów takiego zestawienia mógłby dokonać), ale z ciekawości wrzuciłam słowo ‘Darfur” na stronie telewizji publicznej. W okresie od lipca 2004 do sierpnia 2007 problem Darfuru pojawił się 26 razy. Nie dziwi mnie więc, że dziennikarz Gazety Wyborczej, który kika dni temu zrobił małą sondę uliczną usłyszał od przechodniów z czym kojarzy im się słowo Darfur: Carrefour ? nowy produkt ?

Podobnie dzieje się w publicystyce, która jest całkowicie zdominowana przez bieżącą politykę polską. Np. w programie „Warto rozmawiać” w TVP2 ostatnie tematy to: Kto odzyska Ziemie Odzyskane?, Z tarczą, czy na tarczy?, Problemy z łącznością, Między lustracją a demokracją, Czego nie powie już Barbara Blida? etc. Na 106 programów tylko jeden był poświęcony problemom innego kraju (marzec 2006 Czeczenia). Czy naprawdę nie warto rozmawiać o tym, co dzieje się w świecie? Czy nie warto wyjść poza nasze polskie podwórko? Media zdają się zamykać nas w naszym egoistycznym światku, w tym, co się dzieje w i wokół polskiej polityki. Charakterystyczną cecha programów publicystycznych czy dyskusji jest też to, że najczęściej to dziennikarze zapraszają dziennikarzy, którzy komentują rzeczywistość. Pojawiają się eksperci, ale jest to zazwyczaj wąskie grono i zapraszane o wiele rzadziej niż dziennikarze. Najczęściej dyskutującymi głowami są dziennikarze i politycy komentujący bieżące wydarzenia polityki polskiej. A to właśnie dziennikarze powinni być pośrednikami pomiędzy nami a ekspertami, pokazywać różne punkty widzenia i rozszerzać nasze widzenie poza polską miedzę i poza problemy polityczne. Co media mogą i co media robią żeby poszerzać nasze horyzonty i wiedzę nie tylko o tym, co się w świecie dzieje ważnego, ale również o tym w jaki sposób można rozwiązać problemy tego świata i jak rozwiązują je ci, którzy sa zaangażowani w różnego rodzaju działania. Dlaczego my, Polacy mamy być np. nieświadomi tego, że kwietniowe negocjacje Unii z 75 krajami Afryki, Karaibów i Pacyfiku były właściwie naciskiem na te kraje, żeby ratyfikowały umowy handlowe niekorzystne dla gospodarek tego kraju (na apel PAH ok. 200 osób podpisało list do Angeli Merkel http://www.pah.org.pl/84265.html, od lutego do maja br. 21 tys. osób z Unii Europejskiej podpisało ten list), że z jednej strony Unia jest największym dawcą pomocy humanitarnej a z drugiej jej polityka chroniąca rynki europejskie m. in. dopłatami do produkcji żywności niszczy lokalne rynki w krajach afrykańskich. Nie można powiedzieć, że w polskich mediach całkowicie brak informacji i analiz na temat problemów dziejących się na całym świecie. Ostatnio nawet tych informacji, reportaży i dyskusji jest więcej. Poza tym, dla tych, którzy są zainteresowani istnieją strony internetowe lub tygodniki takie jak Economist, w którym można znaleźć bardzo ciekawe analizy, informacje, strony organizacji pozarządowych, które zajmują się ekologią, ofiarami wojen, bezdomnymi, zaginionymi, skutkami katastrof naturalnych, sprawiedliwym handlem etc. Zainteresowani tymi tematami bez problemu znajdą potrzebne informacje. I dlatego nie o braku dostępu do informacji piszę, ale zastanawiam się nad tym, jaka jest dzisiaj misja i rola mediów, jak ja wypełniają i jak wpływają na społeczeństwo. Media polskie były np. bardzo zaangażowane w pokazywanie tragedii ludzi po tsunami. Były nawet reportaże pokazujące rozmiary tragedii, losy ludzi, którzy stracili wszystko. Dzięki temu wiele organizacji zebrało bardzo duże środki na zorganizowanie pomocy. Ale na tym zainteresowanie mediów skończyło się. Zabrakło informacji o tym, co dzieje się z pieniędzmi zebranymi przez różne organizacje, co zostało zrobione, jaka pomoc została udzielona (a z mojego punktu widzenia jest to bardzo istotna rola mediów – patrzenie na ręce tym, którzy dysponują społecznymi środkami). Zainteresowanie mediów może być w takim wypadku wręcz czynnikiem uniemożliwiającym organizacjom na przekazywanie byle jakiej pomocy lub, co gorsza, użyciem tych środków w zupełnie innych celach. Zabrakło też informacji pokazujących nie tylko tragedię tsunami, ale problemy polityczne i społeczne krajów nim dotkniętych. PAH pracując na Sri Lance w rejonie Ampary (wschodnie wybrzeże) miała również do czynienia z problemami związanymi z konfliktem tamilsko-syngalezkim. Problem leży wg. mnie w tym, że informacje w polskich mediach związane z powyższymi problemami związane są raczej z wydarzeniami a nie z systematycznym budowaniem zainteresowania i analizą problemów. Takie tematy jak AIDS, woda, głód, edukacja na świcie, sprawiedliwy handel, wykorzystywanie pracy dzieci, handel ludźmi, efekty wojen i katastrof naturalnych etc. powinny być stałym elementem programów informacyjnych, reportaży, dyskusji etc. We wspomniane przeze mnie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Milczenie świata. Mass media wobec ludobójstwa