Ale nie od dziś i nie tylko w Stanach Zjednoczonych sława jest wartością pożądaną. Fama czyli wieść, rozgłos, czasem jednak nawet plotka, już w łacinie nieco myliła się ze sławą. W pierwszym znaczeniu sławę rozumiemy jako „wielki rozgłos zdobyty talentem, wielkimi czynami, zasługami”. Dawniej sławę się zyskiwało, sławą można było zasłynąć, bywała wiekopomna. Istniała też niesława, zła sława. W zasadzie sławę odrόżniano od chwały, glorii. To chwała podążała za cnotą, gdyż gloria virtus umbra. Dziś wraz „chwałą” do lamusa wydają się odchodzić „bohaterowie i ich wielkie czyny”. Zmieniły się czasy – wspomnimy może przy okazji pogrzebu o jakimś „wielkim człowieku”, ale na co dzień otaczają nas celebrities, czyli osoby znane głόwnie z przemysłu rozrywkowego. Szkoda, że nie oddajemy tego określenia polskim zwrotem „osoby sławetne”. Znaczyłoby to, że nie oczekujemy od sławy, aby była pojęciem nacechowanym pozytywnie, wystarczy rozgłos, popularność, mόwiące tylko o tym, że ktoś jest znany dużej liczbie ludzi. Bardzo często w tekstach pisanych spotyka się nierozłączny tandem „sława-popularność”. Może to potwierdzać hipotezę o rozdwojeniu tego pojęcia. Czyżbyśmy podświadomie podejrzewali, że istnieje możliwość, iż sława z jej chwalebnością nie doczekała się albo nie ma szans doczekać się popularności? Pojawiło się też przy tej okazji pojęcie „rozpoznawalności”, od ktόrej zaczyna się nie tak całkiem łatwa do zmierzenia popularność. Ona właśnie opiera się na doznaniach wzrokowych.
Ponieważ wartość kobiet tradycyjnie określano w oparciu (choć nie wyłącznie) o walory wizualne, nie może dziwić, że popularność w przemyśle rozrywkowym interesuje w większej mierze kobiety.
Pojawienie się telewizji kablowej w latach 80. (niepotrzebne już stały się wieże transmisyjne) przyniosło gwałtowny rozwόj amerykańskiego przemysłu telewizyjnego. Ogromna liczba programόw do zrealizowania wiąże się z potrzebą fotogenicznych (telegenicznych) aktorόw, prezenterόw, prowadzących. Wszystko to składa się na poczucie, że sława jest dostępna niemal dla każdego. W tendencję tę świetnie wpisuje się gatunek reality show, ktόry zdaje się sugerować, że wystarczy być sobą, aby stać się popularnym. Właśnie reality shows wypierają dotychczasowe ambitniejsze pozycje programowe. Przewiduje się, że w przyszłości ich liczba będzie rosła, bo programy takie są znacznie tańsze niż inne, są łatwe w produkcji, powielaniu i eksporcie. Uczestnikom płaci się stosunkowo niewiele, więc zyski są pokaźne.
Narcyzm
Osoby zabiegające o sławę wyrόżniają się trzema cechami. Są to: wrażliwość na własnym punkcie (osławiona troska o self-esteem, łącząca w sobie cechy pozytywne, negatywną przesadę i egocentryzm), narcyzm oraz ekstrawertyzm. Badanie Cassandry Newson objęło porόwnanie testόw osobowości nastolatkόw z początkόw lat 1950. i końca 1980. Przy pozycji: „Jestem ważną osobą” w latach 50. tylko 12% młodzieży odpowiedziało twierdząco, w latach 80. około 80%, czyli blisko siedmiokrotnie więcej. Badania wykazały dobitnie, że troska o osławiony self-esteem, o ktόrym się tyle dyskutuje, wzrόsł w ostatnim pokoleniu dramatycznie.
W książce Generation Me (Free Press, New York 2006) Jean Twenge dochodzi do wniosku, że stało się tak za sprawą programόw szkolnych, ktόre stawiały sobie za zadanie wyrobienie w dzieciach owego self-esteem, „dobrego samopoczucia”, mającego być koniecznym warunkiem rozwinięcia ich potencjału. Sprawa ta znalazła się w centrum zainteresowania amerykańskiej pedagogiki w latach 80. i 90. Dzieci miały sobie powtarzać, że są wspaniałe i wyjątkowe. Owego wysokiego mniemania o sobie nie wiązano z osiągnięciami wynikającymi z rzetelnego wysiłku młodych ludzi. Dobre intencje proponentόw intensywnego „wyrabiania” self-esteem przeszły same siebie. Problem polega jednak na tym, że w ktόrymś momencie nie można już utrzymać stałego poziomu nic nieznaczących pochlebstw. Jeśli nie serwuje się ich ciągle więcej, przestają być skuteczne. Zjawisko to porόwnałabym do problemόw z antybiotykami, ktόrych przedawkowanie zauważamy. Zapanowała (nieuleczalna?) epidemia zadufania w siebie i narcyzmu.
Sława daje właśnie okazję do ciągłej pochwały i pochlebstwa. Narcyzem (według podręcznika wymieniającego zaburzenia psychiczne) jest ten, kto ma nadmierną i stałą potrzebę bycia podziwianym. Psychospołeczne pojęcie narcyzmu „unaukowiono” dopiero niedawno. Ankieta badawcza tego problemu istnieje w Stanach Zjednoczonych dopiero od roku 1988, nie można więc robić precyzyjnych porόwnań do lat wcześniejszych. Można jednak ustalić, że najwyższy wskaźnik osobowości narcystycznej charakteryzuje ludzi mających 35 lat i mniej, czyli tych, ktόrych objęło szkolenie w zakresie self-esteem. Keith Campbell, ktόry zajmuje się narcyzmem i rozplenionym poczuciem, że „się należy”, ustalił w oparciu o dane statystyczne, że amerykańskie nastolatki są bardziej narcystyczne niż starsi Amerykanie i młodzi ludzie z innych części świata.
Badania wydają się wskazywać, że narcyzm nie wzrasta z wiekiem. Pozwoliło to postawić tezę, że „osobnicy wchodzący do show-biznesu mają już osobowość narcystyczną”. Eksperci twierdzą jednak, że hucpa większości gwiazd wzrasta z czasem. Psychiatra pracujący ze znanymi sportowcami zaobserwował, że przebywanie z adorującymi ich kibicami w wielkim stopniu utwierdza u nich narcyzm. Zjawisko to nazwał „nabytym narcyzmem sytuacyjnym”.
Oznacza to, że jakkolwiek narcyzm u gwiazd jest często cechą występującą przed zdobyciem sławy, otoczenie przyczynia się w znacznym stopniu do jego pogłębienia. Na tę okoliczność Halpern przytacza następujący eksperyment nazwany „scenariuszem paznokcia”. Znany aktor idzie z przyjaciόłmi na kolację. Opowiada, że paznokieć u nogi tak go uwierał, że musiał szukać pomocy chirurga. Ktoś z towarzystwa przerywa informacją o swojej niedawnej operacji poczwόrnego bajpasu. Aktor zadaje parę zdawkowych pytań, po czym wraca do swojego paznokcia. W normalnych warunkach, ktoś może zwrόciłby uwagę, że nie warto o tym mόwić, ale ponieważ aktor jest sławny, płaci za kolację, a może jeszcze odwozi wszystkich limuzyną do domu, nikt się nie ośmiela. Po jakimś czasie i po wielu takich kolacjach aktor przestaje w ogόle przejmować się kimkolwiek innym w swoim otoczeniu.
W dzisiejszym pokoleniu zastanawia też wzrost liczby ludzi o temperamencie ekstrawersyjnym, na co zwrόcił uwagę Jonathan Rauch w artykule zamieszczonym w „Atlantic Monthly” w 2003 roku. Testy z rodzaju psychologii popularnej (jakie znajdują się często w magazynach kobiecych i poradnikach) wyraźnie sugerują, że typ rozbieganego ekstrawertyka jest pożądany, natomiast introwertycy to pesymiści, osoby krytyczne, nietowarzyskie i w sumie mniej lubiane, a co za tym idzie – mniej popularne.
Dzieci
Według badania opinii publicznej przeprowadzonego przez Washington Post/Kaiser Family Foundation/Harvard University w 2005 roku 31% amerykańskich nastolatkόw uważa, że kiedyś osiągną wielki rozgłos. Nie jest to bez związku z wpływem telewizji. Dzieci, ktόre oglądają programy o popularnych postaciach medialnych, częściej niż pozostałe uważają, że kiedyś same osiągną sławę. Na pytanie, jaki byłby ich wybόr, gdyby za naciśnięciem magicznego guzika mogły zmienić swoją sytuację, spośrod tych młodych, ktόrzy oglądają telewizję przez godzinę dziennie, około 15% wybiera sławę. Spośrόd tych, ktόrzy oglądają ją przez pięć godzin lub więcej, sławę wybiera 29% chłopcόw i 37% dziewcząt. (Do wyboru było pięć możliwości: „Chciał(a)bym stać się: 1. inteligentniejszy/a, 2. większy/a i silniejszy/a, 3. sławny/a, 4. fizycznie atrakcyjny/a lub atrakcyjniejszy/a, 5. nie odczuwam potrzeby poprawy w moim życiu).
W Fame Junkies Halpern zrobił założenie, że nikt bardziej szczerze od dzieci aspirujących do sławy w show-biznesienie wyjawi, dlaczego sława jest tak pożądana.Po nitce do kłębka trafił więc do prywatnych „szkόł talentόw”, przygotowujących dzieci do potencjalnej kariery aktorskiej, do ról modelek i modeli, a w każdym razie do kontraktόw reklamowych. Nie jest tajemnicą, że niektόre z takich szkόłek talentόw są czystym oszustwem. Żerują na naiwności ludzkiej. Według opinii znawcόw 80% dzieci z tych szkόł w ogόle w nich nie powinno się znaleźć. Ale przecież interes musi się kręcić.
Następnym jego krokiem była obserwacja przeglądów czy tzw. konwencji, będących w istocie aukcjami – miejscami spotkania tysięcy dzieci i kilku agentόw show-biznesu. Przy okazji Halpern odkrył, że są to bardzo intratne przedsięwzięcia obliczone na to, że rodzice tych dzieci gotowi będą wysupłać każdą kwotę. Rekrutowanie na takie imprezy zdarza się nawet w szkołach. Kiedy moja cόrka była mała, co parę tygodni przychodził list z „indywidualnym” zaproszeniem na dziecięcy konkurs piękności i talentu. Po podsumowaniu rozlicznych pozycji takiego przedsięwzięcia okazuje się, że opłaty za uczestnictwo wynoszą kilka tysięcy dolarόw.
Autorowi owa konwencja kojarzy się z targowiskiem, na ktόrym dzieci ogląda się i ocenia jak wystawione na sprzedaż zwierzęta. (Na marginesie trzeba zauważyć, że zauroczenie popularnością udziela się także owym agentom dokonującym selekcji, ponieważ oblegani są przez dzieci oraz ich rodzicόw, głόwnie matki, starające się każdym dostępnym sposobem zwrόcić na siebie uwagę). Wyszukujący talenty agent, rozmόwca autora Fame junkies, wyrόżnił przy tej okazji trzy grupy. W pierwszej umieścił dzieci, ktόrym zamarzyła się sława i molestują rodzicόw, aby im to umożliwili. Do drugiej…