2 kwietnia
Rocznica dnia, który bardzo wielu pamięta. Już trzecia, dopiero trzecia. Nie zadaję sobie, ani nikomu, popularnego, ale bardzo niemądrego pytania: czy dzień śmierci naszego Papieża nas zmienił? Jest w nas wpisany – czy będziemy ten zapis odczytywać? Kiedy? W jakich krytycznych chwilach, wobec jakich wyzwań?
Warto byłoby to czynić wobec śmierci bliskich, wobec bliskości śmierci własnej.
Jan Paweł II, Karol z Wadowic, odprawił swoje umieranie z ogromnym, świętym wysiłkiem, aby pomóc ludziom w tych ostatnich, nieuniknionych krokach.
Mnie też była dana chwila wspólnoty z Nim i ze światem, gdy w studio telewizyjnym zgasły ekrany i jak kurtyna wszystko na chwilę okryła gęsta, namacalna cisza. Wracam do niej. I myślę też, że w tych dniach pamięci o odejściu naszego Bliskiego wszyscy powinniśmy zrobić coś dla idących za nim umierających. Tak czy inaczej, wesprzeć ruch hospicyjny wdowim groszem, jakąś pracą, przypomnieniem, że trudzący się tam pomocnicy są pamiętani, mogą liczyć na otaczające ich środowisko, na sąsiadów, kolegów ze zwykłej pracy.
To jeden ze sposobów obchodzenia rocznicy. Widzę jeszcze drugi: współmyślenie. Jeśli Bliski ma bliskim pozostać – to trzeba wracać do różnych rzeczy, których usiłował nas nauczyć. W ostatnich latach była to pokuta za wszystko, co obciąża sumienia nasze – jako Kościoła. Blisko Jego intencji byłoby powtarzanie milenijnego nabożeństwa pokutnego, rozwijanie go, wsączanie w siebie Ducha, ukazującego nam potrzebę wyrażania żalu i pokory wobec skrzywdzonych.
*
Cztery modlitwy pokutne Sługi Bożego Jana Pawła II
(fragmenty nabożeństwa w Bazylice św. Piotra, 12 marca 2000)
Te modlitwy i pełny tekst rozważania, któremu przewodniczył Ojciec Święty, jego projektodawca, to materiał do rewizji życia Kościoła i osobistej drogi wszystkich jego członków:
Panie, Boże wszystkich ludzi, w niektórych epokach dziejów chrześcijanie przyzwalali czasem na praktykę nietolerancji i nie kierowali się największym przykazaniem miłości, oszpecając przez to oblicze Kościoła, Twojej Oblubienicy. Okaż miłosierdzie swoim grzesznym synom i wejrzyj na nasze postanowienie, aby szukać prawdy i krzewić ją łagodnie i z miłością, w przekonaniu, że prawda nie inaczej się narzuca, jak tylko mocą samej prawdy.
Ojcze miłosierny, w przeddzień swej męki Twój Syn modlił się o jedność wierzących w Niego, oni jednak, sprzeciwiając się Jego woli, poróżnili się i podzielili, potępiając się wzajemnie i zwalczając. Wzywamy usilnie Twego przebaczenia i prosimy Cię o dar skruszonych serc, aby wszyscy chrześcijanie, pojednani z Tobą i ze sobą nawzajem, połączeni w jedno ciało i jednego ducha, mogli na nowo przeżyć radosne doświadczenie pełnej komunii.
Boże naszych ojców, który wybrałeś Abrahama i jego potomstwo, aby Twoje Imię zostało zaniesione narodom: bolejemy głęboko nad postępowaniem tych, którzy w ciągu dziejów przysporzyli cierpień tym Twoim synom, a prosząc Cię o przebaczenie, pragniemy tworzyć trwałą więź prawdziwego braterstwa z ludem przymierza.
Władco świata, Ojcze wszystkich ludzi, przez swojego Syna wezwałeś nas, byśmy miłowali nieprzyjaciół, dobrze czynili tym, którzy nas nienawidzą, i modlili się za naszych prześladowców. Wielokrotnie jednak chrześcijanie sprzeniewierzyli się Ewangelii i ulegając logice przemocy, pogwałcili prawa ludów i narodów, okazując pogardę dla ich kultur i tradycji religijnych: okaż się cierpliwy i miłosierny wobec nas i przebacz nam! Przez Chrystusa Pana naszego.
Godzina Hanny Malewskiej
Moja prywatna rocznica. Wspomnienia jej ostatnich dni otoczone szańcem prywatności. Nie przywołam jej ostatnich chwil, chociaż były ważne i wplecione są w sieć wdzięczności dla tych, komu dane mi było towarzyszyć. Gdzie i jakie są ślady, które odcisnęła za życia? Otwierając ten numer „Znaku”, wchodzicie na pole, gdzie jest tych śladów mnóstwo. Ten numer i każdy inny; wcale nie tylko numery z czasów, gdy codziennie siadywała za biurkiem w redakcji na Siennej 5, w okiennej wnęce starych murów kamienicy Arcybractwa Miłosierdzia ks. Piotra Skargi. Z tego okna widać było, kto do nas idzie Stolarską i czy już wraca kolega wysłany naprzeciwko po drożdżówki. Pani Hania przy tym biurku nad rozłożonym „brudasem”, kartą brystolu coraz gęściej zapisaną planami dalszych numerów, jakimiś przypomnieniami, przeniesionymi tu z tekturowych opakowań proszków od bólu głowy. Drugie biurko, mniejsze, wciśnięte naprzeciwko, w nim mój bałagan (tylko w środku, bo na wierzchu codziennie wszystko się sprząta i chowa, ponieważ po południu lokal przejmuje krakowski KIK). Raz po raz spotkanie redakcyjne skupia wokół tych biurek inne jeszcze postacie: Władysław Stróżewski, Stanisław Grygiel, ks. Józef Tischner, Bohdan Cywiński, Tomek Fiałkowski. Dołącza Franek Blajda, troszczący się o to, by Znak istniał nie w pomysłach tylko, lecz w druku. Robiło się miejsce dla gości czasem sławnych, jak profesor Henryk Elzenberg czy nasz wielki przyjaciel, doktor Antoni Kępiński. Poniekąd gośćmi bywali „nasi” – Stefan Wilkanowicz, Marek Skwarnicki. Notuję, co pokazuje film wspomnień, czując, że trzeba teraz sięgnąć wcześniej, żeby zobaczyć, jak „brudas” zapełnia się notatkami o propozycjach Anny Morawskiej, zawsze istotnych i wiernie przez nią realizowanych. To było dobre: nie było wtedy internetu, każdy musiał swój maszynopis przysłać, ale częściej – bezpieczniej – przynieść osobiście i porozmawiać z redakcją wokół biurka Malewskiej. Jej duchem nasiąkły mury na Siennej 5. Wiem jednak, że Pani Hania bez omyłki trafiłaby też do Dworku Łowczego, którego remontowanie zawsze popierała. Przeniesiona tu redakcja „Znaku” nie opuściła historycznego centrum Krakowa. Z nas wszystkich Malewska wydobywała to, co nazywała „refleksem Znakowym” – zdolność myślenia o piśmie, o tym, co by dziś nazwano jego „misją”. Tak, że liczne nasze kontakty, podróże, przeżycia, lektury, kompetencje już jakby mimochodem wzbogacały pismo. Myślę, że Pani Hania dba o to nadal, refleks Znakowy nadal…