Subskrybuj

Małomówny świat wczesnego chrześcijaństwa

Ponad dwadzieścia lat po ich premierze czytelnik polski dostaje do rąk dwie książki autorstwa Petera Browna, irlandzkiego historyka pracującego w Stanach Zjednoczonych. Zainteresowania badawcze Browna koncentrują się na okresie późnego antyku i dotykają różnorodnych zagadnień - od rzymskiej retoryki, poprzez ubóstwo i zamożność, aż po problematykę ciała i kultu świętych.

Wydane właśnie Ciało i społeczeństwo oraz Kult świętych to książki podejmujące próbę swoistego odczarowania epoki wczesnego chrześcijaństwa. Mozolne uwalnianie jej od „poczciwych i komicznych stereotypów” i „przywracanie atmosfery niepokojącej dziwności, która spowijała główne problemy i troski mężczyzn i kobiet pierwszych pięciu stuleci”[1] to remedium na uproszczenia i skrajne sądy wartościujące, jakie ciągle jeszcze funkcjonują w odniesieniu do starożytnego Kościoła. Od pierwotnej publikacji prezentowanych tomów w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku na pewno wiele się zmieniło. Badacze wczesnych dziejów Kościoła są bardziej wstrzemięźliwi w sądach, stroniąc zarówno od pamfletów, jak i hagiografii. Także Peter Brown ma swój udział w tym godnym pochwały ostudzeniu nastrojów i powolnym procesie porzucania przez historiografię dwudziestowieczną kokonu uprzedzeń.

Brown nie zatrzymuje się na powierzchni faktów i przekonań, ale stara się rozpoznać strukturę tworzącej się rzeczywistości społecznej. Obyczaje i instytucje są dlań wyrazem głębszych doniosłych przemian związanych z przeobrażaniem się społeczności pogańskiej we wspólnotę opartą na nowych wartościach. Natura tej ewolucji jest tym, co najbardziej interesuje irlandzkiego autora. „Główną zmianą, jaka nastąpiła u schyłku starożytności, było powolne przejście od jednej formy wspólnoty do drugiej, od starożytnego miasta do chrześcijańskiego Kościoła”[2], pisze w eseju zawartym w Historii życia prywatnego. Znamienne dla podejścia Browna jest to akcentowanie ciągłości dziejów, jakby ciągle nie dość mu było powtarzać, że podobnie jak natura, także historia non facit saltus.

Wczesne chrześcijaństwo to dla Browna zjawisko na wskroś starożytne, stąd wielokrotnie artykułowana troska o wyraźne odróżnienie go od katolicyzmu średniowiecznego. „Między chrześcijaństwem wczesnego i późniejszego średniowiecza (…) a chrześcijaństwem świata rzymskiego zieje przepaść równie głęboka jak ta, która chyba nadal oddziela nas od horyzontów moralnych jakiegokolwiek śródziemnomorskiego kraju islamskiego”[3], pisze w przedmowie do jednej z książek. To, co dla średniowiecza było jedynie translatum, ocalonym depozytem starożytnej mądrości, dla członków antycznego Kościoła było rzeczywistością, w której żyli. Starożytni chrześcijanie byli zanurzeni w tradycji klasycznej i czuli się nie jej dziedzicami, lecz współtwórcami. To wydaje się najważniejszym, a zarazem być może najbardziej osobliwym rysem Kościoła pierwszych wieków.

Obie książki ukazują złożoność, niejednoznaczność i paradoksalność wczesnego chrześcijaństwa, jednym słowem – traktują je w sposób wielowymiarowy. Ów efekt głębi osiąga Brown poprzez oddanie głosu szeregowym chrześcijanom: nie lekceważąc donośnych pouczeń kaznodziejów ani autorytatywnych twierdzeń przywódców ówczesnego Kościoła, koncentruje się na praktykach i przekonaniach religijnych zwykłych ludzi. Znajduje to odzwierciedlenie w doborze źródeł, który nie ogranicza się jedynie do pism Ojców Kościoła, ale obejmuje także inne świadectwa epoki, takie jak legendy, inskrypcje nagrobne, listy, architektura.

Zabieg powyższy jest poczyniony przez Browna świadomie i wiąże się ze sformułowanym przezeń w Kulcie świętych postulatem porzucenia „modelu dwupoziomowego”[4] w rozpatrywaniu zjawisk religijnych. „Model dwupoziomowy”, którego patronem jest Hume (choć sama idea jest o wiele starsza), zakłada rozróżnienie religijności ludowej i oświeconej. Prymat tej ostatniej marginalizuje wiele przejawów życia religijnego jako przesądy i zabobony, sytuując je na obrzeżach „religii właściwej”. Rehabilitacja religijności nazwanej „ludową” ma niebagatelne konsekwencje. Rezygnacja z modelu dwupoziomowego wiąże się z potraktowaniem „błędnych przekonań motłochu” jako integralnej części chrześcijaństwa, a to z kolei zmienia zarówno obraz samego chrześcijaństwa, jak i – w odniesieniu do okresu późnego antyku – jego relacji z pogaństwem.

Napełniliście świat grobowcami

Analizy literatury patrystycznej skłaniają do przekonania o radykalnej odmienności obrazu świata przyjmowanego przez pogan i chrześcijan. W dziele niemal każdego pisarza wczesnochrześcijańskiego odnajdujemy część stanowiącą odparcie pogańskich teorii. Bazując jedynie na pismach patrystycznych, można odnieść wrażenie, że świat późnego antyku był areną nieustannego konfliktu religijnego. Brown, wychodząc poza reprezentujące „religię oświeconą” piśmiennictwo Ojców Kościoła, wskazuje na wiele wspólnych rysów chrześcijaństwa i religijności pogańskiej. Religia u schyłku antyku w basenie Morza Śródziemnego, widziana nie z perspektywy doktrynalnej, ale w aspekcie praktyk religijnych, była do pewnego momentu jednym, dość spójnym, fenomenem. „Jej punktem wyjścia – pisze Brown – było przekonanie o pęknięciu biegnącym przez oblicze wszechświata”[5]. Świat podksiężycowy był domeną ciała, zaś strefa nadksiężycowa – siedzibą boskości i ostatecznym przeznaczeniem duszy. Po śmierci człowieka dusza znajdowała swe miejsce w górze, miejscem zaś ciała pozostawał grób. Chrześcijańska teologia pierwszych wieków znosiła tę granicę. Jednak choćby zachowane epitafia wskazują, że stary dualistyczny pogląd na świat nadal był dla przeciętnych wiernych naturalny i oczywisty[6].

Rodzenie się w IV wieku kultu świętych było jednym z przejawów tworzenia się nowego światopoglądu zrywającego z pogańskimi tradycjami i pojmowaniem świata. Kult świętych był fenomenem specyficznie chrześcijańskim. Jego rozpowszechnienie to symptom uniezależniania się chrześcijaństwa od pogaństwa w sferze popularnego światopoglądu i praktyki życia, co było procesem powolnym i pozostającym o krok w tyle za krystalizacją doktryny. Praktyki związane z kultem świętych budziły wstręt i napawały pogan lękiem oraz uprzytamniały im, jak dalece chrześcijaństwo jednak różni się od ich wierzeń. Łamały bowiem nieprzekraczalną granicę między żywymi a umarłymi, którzy mieli swoje ustalone miejsce na obrzeżach świata pogańskiego. Myśl o połączeniu rzeczywistości nieba i ziemi przy grobie łamała istotne tabu. Obrzędy odbywane przez chrześcijan przy grobach męczenników były niejako powtórzeniem skandalu Wcielenia i Zmartwychwstania w wymiarze obyczaju.

Sam kult wybitnych zmarłych jednostek nie był poganom nieznany – to, że chrześcijanie mają swoich „herosów”, byłoby do zaakceptowania[7]. Jednak materialne formy chrześcijańskiego kultu, a przede wszystkim odrażający proceder pozyskiwania i przemieszczania relikwii, budziły zdecydowany sprzeciw. Z oburzeniem pogan spotykało się utrzymywanie, że święci męczennicy, nawet nie pomimo, ale właśnie dziękiskalaniu śmiercią, mają łączność z boskością.

Emancypacja przekonań chrześcijan wobec pogańskiej wizji świata dobitnie zaznaczyła się w zmianach, jakie poczynił kult świętych na mapie starożytnych miast. Nawet jeśli cmentarz nadal pozostawał poza miastem, to częstotliwość i kształt chrześcijańskich praktyk związanych z grobami sprawiały, że zmarli zajmowali o wiele większą część przestrzeni publicznej niż to dawniej. „Dodajecie nowe zwłoki do tych już gnijących. Napełniliście cały świat grobowcami i cmentarzami”, grzmiał Julian Apostata, widząc na własne oczy, jak za sprawą chrześcijan zmienia się topografia kosmosu: znoszone są granice między światem żywych a wyklętą przestrzenią śmierci.

Łaskawi i możni

Powszechność i formy czci oddawanej przez chrześcijan świętym sprawiały, że byli oni niemal namacalnie obecnymi członkami społeczności. Zajmowali miejsca należne możnym patronom, a ich sanktuaria stawały się ośrodkami, gdzie chorzy poszukiwali uzdrowienia. Miejsca przechowywania relikwii danego świętego stawały się jego siedzibą. Pielgrzymi zdążający do sanktuariów nie podróżowali do jakiegoś miejsca, ale by odwiedzić niewidzialną osobę: Pana Marcina w Tours czy Pana Wawrzyńca w Rzymie.

Praesentia i potentia to słowa, które oddają charakter i rolę świętych w chrześcijaństwie późnoantycznym. Peter Brown, tytułując nimi dwa rozdziały Kultu świętych, pozostawia je w brzmieniu łacińskim i ma istotne powody, by tak uczynić. Praesentia wskazuje na nierozerwalny związek świętości z konkretnym miejscem. Świętość jest obecna w określonym przedmiocie materialnym (relikwi) znajdującym się fizycznie w pewnym miejscu. Część przestrzeni zostaje tym samym naznaczona świętością, która przestaje być ogólna, a staje się ograniczona, partykularna i dostępna tylko temu, kto w danym miejscu się znalazł. Odległość od świętości niesie z sobą radość zbliżania się do niej. Pielgrzymka to dla wiernych doświadczenie zbliżania się do przedmiotu pragnień i jednocześnie oddalania się od powszedniości. „Starannie podtrzymywane napięcie pomiędzy dystansem a bliskością gwarantowało jedną rzecz: praesentia, fizyczna obecność świętego, (…) była największym błogosławieństwem, jakim mógł się cieszyć chrześcijanin u schyłku antyku”[8], podsumowuje Brown. Jednak łacińska praesentia nie daje się przełożyć jedynie jako „obecność”. Praesentia oznacza także siłę oddziaływania połączoną z ochroną, pomocą i łaskawością. Święty jest praesens także w tym sensie, że jest pomocny, przychylny i łaskawy. Praesentia świętego spływa na dysponentów jego relikwii: oni także stają się praesentes, okazując hojność i łaskawość poprzez dzielenie się nimi i angażowanie wysiłku oraz środków w pozyskiwanie nowych. W translacjach relikwii – będących w pewnym sensie odwrotnością pielgrzymek – skrócenie dystansu dzielącego wiernego od świętości umożliwiały gesty łaski i obdarowywania: ludzie będący w posiadaniu relikwii dzielili się nimi, okazując łaskę i pomoc innym. Tego rodzaju gesty zgody i obdarowywania służyły budowaniu nowej jedności społecznej.

Potentia oznacza jednocześnie władzę i moc: święci byli prawdziwie możnymi późnego antyku. Stali się z jednej strony niewidzialnymi możnymi w drabinie społecznej, z drugiej zaś byli potentes jako pośrednicy Bożej mocy. Obu tych ról nie sposób od siebie oddzielić. W nich nadprzyrodzona moc została wprzęgnięta w społeczne relacje zależności i władzy. Także tworząca się u schyłku IV wieku nowa chrześcijańska elita potwierdzała i rozszerzała swój prestiż poprzez administrowanie sanktuariami i dysponowanie relikwiami.

Szczególną moc i władzę „przyjaciół Pana” ujawniały odbywane w sanktuariach egzorcyzmy. Ich uschematyzowana dramaturgia miała niebagatelne znaczenie dla tworzenia się określonego „wzorca działania mocy i obecności świętych w społeczeństwie późnorzymskim”[9]. Egzorcyzm przybierał formę przesłuchania sądowego, w którym niewidzialna moc reprezentowana przez ludzkiego pośrednika stawała do walki z demonami. To przesłuchanie – i powolna egzekucja połączona z torturowaniem diabelskich sił – było niejako odwróceniem procesu, męczeństwa i śmierci patrona sanktuarium. W ten sposób sprawiedliwość pośmiertna manifestowała się jeszcze w tym świecie, a rzeczywistość nieba znów jawnie wkraczała w obszar doczesny.

„Ludzie okresu późnorzymskiego czuli, że w ceremoniale otaczającym kult świętych mogą swobodnie szukać pozytywnej repliki stosunków społecznych, o które tak bardzo się troszczyli”[10], pisze Brown. Z kultem świętych – przynajmniej w omawianej przez autora jego łacińskiej wersji – związana jest zatem niebagatelna funkcja wspólnototwórcza: praktyki tego kultu wskazywały na pewien idealny model zależności społecznej oparty na więzach sprawiedliwości, miłosierdzia i solidarności. Dla współczesnego czytelnika ów model wydaje się mglistym nieosiągalnym marzeniem, zaś dla późnoantycznych chrześcijan był on być może bliski na wyciągnięcie ręki, albo przynajmniej nie bardziej odległy niż najbliższe sanktuarium niewidzialnego przyjaciela i opiekuna.

*

W Ciele i społeczeństwie Brown jest zasadniczo wierny sformułowanemu wcześniej w Kulcie świętych postulatowi porzucenia modelu dwupoziomowego. Trzeba jednak podkreślić, że charakter podnoszonych zagadnień znacznie utrudnia odwoływanie się do poglądów popularnych, które są prawie zupełnie niereprezentowane w dostępnych źródłach. W tej książce przewodnikami są z konieczności przedstawiciele światłej elity (nie tylko Ojcowie Kościoła, ale także herezjarchowie), a inne, nader skąpe, świadectwa jedynie wypełniają barwą wyraźny kontur zarysowany ich pismami. Świat wczesnego chrześcijaństwa Brown określa jako „małomówny”, tutaj tę małomówność dodatkowo potęguje natura tematu. Jak na to wskazuje tytuł książki, jej autora interesuje związek między ideą trwałego wyrzeczenia seksualnego i implikowanymi przezeń koncepcjami antropologicznymi i społecznymi. Przedstawiane studium obejmuje trzy tradycje Śródziemnomorza pierwszych pięciu wieków: grecką, łacińską oraz tę związaną z Ojcami Pustyni, a której kolebką był Egipt, choć kwitła ona także w wielu innych miejscach. Oparte na nowotestamentowych podstawach zalecenie wstrzemięźliwości płciowej było wspólne tym trzem nurtom, przybierało jednak w ich ramach kształty wielorakie. Wiązało się z różnymi wizjami człowieka i owocowało nieraz odmiennie zarysowanymi wizjami życia społecznego. Odwrócenie się od…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dzieci Boże z probówki. Chrześcijanie wobec in vitro