Subskrybuj

Dramat Messiusa, czyli o ulicach żywych i ulicach umarłych

Miasto zakładane na planie etruskim rozbudowywano wokół skrzyżowania dwóch głównych arterii: biegnącej z północy na południe cardo i wyznaczającego kierunek wschód-zachód decumanus. Orientacje pionowa i pozioma symbolizują dwa wymiary władzy królewskiej: król panuje nie tylko nad żywymi – jest także pośrednikiem między światem bogów i światem zmarłych.

Mit założycielski Rzymu opowiada o świętym kręgu wytyczonym przez Romulusa za pomocą pługu zaprzężonego w śnieżnobiałą krowę i takiegoż byka. Krąg ów, z łacińska orbe, da nazwę miastu właściwemu (urbs). W jego granicach obywatel rzymski powinien czuć się bezpiecznie niczym w świątyni. Bo istotnie Rzym w swoich ścisłych granicach wyznaczonych przez pomerium, świętą opaskę miasta, to nie tylko umowny obszar w zakolu Tybru: to miejsce nadprzyrodzonej opieki bogów, w którym mają oni swoje świątynie, w którym mieszka król, w którym nie wolno grzebać zmarłych i do którego wstępu nie mają zbrojne legiony. Pomerium – które w IV wieku przed Chr. wzmocni mur niesłusznie przypisywany Serwiuszowi Tulliuszowi – oddziela wyraźnie dwa elementy starożytnego życia: Urbs Romana i Ager Romanus: miasto i wieś rzymską.

Choć przekroczenie tej mitycznej granicy stanowi, jak wkrótce zobaczymy, przejście do zupełnie innego świata, miasto i wieś rzymska to organizmy ściśle ze sobą współżyjące. Oczywistym, choć nie jedynym, aspektem tego współżycia jest zasilanie miasta w produkty rolne i surowce naturalne. Trzeba pamiętać, że podmiejskie wsie otaczające Rzym, choć nie ucierpiały tak dotkliwie jak wieś północnoitalska podczas wojny z Hannibalem, mimo reformy Grakchusa z 133 roku przed Chr. przeżywały niemal nieustanny kryzys. Wieloletnie zaniedbania w polityce agrarnej zmuszały okołorzymskich rolników do odstępowania działek bogatym miejskim patrycjuszom, którzy – połączywszy kilka areałów w jedną posiadłość – wystawiali sobie potężne wille i pałace. Uciekali do nich chętnie od zgiełku wielkiego miasta. W ten sposób – już w II wieku przed Chr., kiedy to powstał traktat Katona O gospodarstwie wiejskim – najbliższa okolica Rzymu z typowej wiejskiej zabudowy zaczęła przekształcać się w imponujące centrum wypoczynkowe, gdzie produkcja rolna miała charakter niemal wyłącznie snobistyczno-hobbystyczny: skoro bogaty mieszczanin miał już swój pałac, chciał mieć także swoje sady owocowe i wino własnej produkcji, nawet jeśli te same produkty taniej byłoby mu zakupić na miejskim targowisku.

Legendarny założyciel miasta nie zapomniał wszakże i o tym, by tu i ówdzie na moment podnieść lemiesz. W miejscach, gdzie pług odrywał się od ziemi, miały stanąć cztery bramy miejskie. Nie ma wielkiej przesady w powiedzeniu, że w starożytnej urbanistyce rzymskiej ulice poprzedziły miasta. Miasto zakładane na planie etruskim rozbudowywano bowiem wokół skrzyżowania dwóch głównych arterii: biegnącej z północy na południe cardo i wyznaczającego kierunek wschód-zachód decumanus. Orientacje pionowa i pozioma symbolizują dwa wymiary władzy królewskiej: król panuje nie tylko nad żywymi – jest także pośrednikiem między światem bogów i światem zmarłych. Rzecz jasna wytyczenie głównych dróg całkowicie zgodnie z kierunkami świata musiało pozostać w większości przypadków czystą teorią – naturalny układ terenu, sąsiadujące wsie i miasta, wreszcie także względy zdrowotne wymuszały pewne mniejsze lub większe odstępstwa od mitycznych zasad. W praktyce chyba tylko te z miast, które wyrosły z wcześniejszych obozów wojskowych, mogą się poszczycić wyraźnym układem krzyżowym. Dziś stosunkowo łatwo odnaleźć cardo i decumanus starożytnej Ostii. Jeszcze mniej trudu będzie nas kosztowało rozczytanie planu Herkulanum – w odsłoniętej części miasta spacerujemy wyłącznie po trzech arteriach północnopołudniowych i dwóch wschodniozachodnich. Bo też w miarę rozwoju miasta nowe skrzyżowania dróg wyznaczały kolejne „centralne” miejsca. W starożytnych Pompejach najstarsze cardo stanowiła dzisiejsza ulica Rynkowa (wraz ze swoim przedłużeniem, ulicą Szkół), pierwsze decumanus zaś ulica Obfitości. Z czasem pojawiły się dwie nowe arterie, o wiele szersze i wygodniejsze: ulica Stabiańska i – nieco węższa – Nolańska, wyznaczające nowe serce miasta.

O wiele łatwiej odnajdywać główne ulice tam, gdzie budowano miasto, wzorując się – przynajmniej częściowo – na greckich zasadach Hippodamosa z Miletu, a więc sieci prostopadłych ulic tworzących potężną szachownicę z wydzielonymi, niemal identycznymi, kwartałami. I wspomniane Herkulanum, i Pompeje w swojej ogromnej części, odpowiadają urbanistyce hippodamejskiej. Jeśli chodzi o sam Rzym, ślady planu greckiego dają się odkryć jedynie lokalnie – miasto wielokrotnie odbudowywane i rozbudowywane, rozlokowane na zespole wzgórz i w zakolu rzeki, przez całe wieki pozostawało potężnym kłębowiskiem dość chaotycznie zbiegających się z sobą ulic.

Choć cardo i decumanus miały w zamyśle wyznaczać kierunki świata, precyzyjne ich rozlokowanie zostałoby uznane przez Witruwiusza, autora traktatu O architekturze, za zupełnie lekkomyślne, a to z powodów klimatycznych. Takim „lekkomyślnym” tworem była Mitylena na Lesbos, którą wielki architekt uważa za miasto „zbudowane wprawdzie wspaniale i okazale”, ale źle rozplanowane. „W mieście tym, kiedy wieje Auster, ludzie chorują, kiedy Korus – kaszlą, kiedy Septentrion – powracają wprawdzie do zdrowia, ale z powodu ostrego zimna nie mogą wytrzymać na ulicach i w zaułkach[1]”. Auster to wiatr południowy, Korus – północno-zachodni, Septentrion – północny. Wedle wskazówek Witruwiusza układ głównych ulic powinien być odchylony od osi północ-południe w prawo o szesnastą część okręgu[2], tak żeby najbardziej szkodliwe z wiatrów nie znajdywały sobie otwartych korytarzy, ale rozbijały się o ściany domów tracąc swój chorobliwy impet.

W miejscu, gdzie krzyżowały się w starożytnym mieście italskim pierwsze cardo i pierwszy decumanus, powstawało zazwyczaj forum – główny plac miasta. Jeśli chcemy przyjrzeć się codziennemu życiu mieszkańców rzymskiej metropolii, nie sposób go pominąć – tam bowiem toczyła się jego nadzwyczaj istotna część. Forum jest miejscem, gdzie spotkamy na co dzień nauczycieli otoczonych grupką dzieci powtarzających chórem tabliczkę mnożenia, polityków przemawiających na wiecach wyborczych, nierzetelnych przedsiębiorców poszukujących niedrogich adwokatów, żony poszukujące lekarzy dla swoich mężów, urzędników państwowych spieszących do kurii, comitium lub bazyliki, wreszcie tłumy niewolników udających się po zakupy, pragnących na życzenie swoich właścicieli sprawdzić dokładną godzinę lub wysłuchać najnowszych obwieszczeń herolda. Od święta forum zamienia się w miejsce uroczystych zgromadzeń – tu święcą tryumfy wodzowie, tędy przetaczają się barwne korowody podczas Saturnaliów, tu przyjmuje się zagraniczne poselstwa.

Do dziś podziwiać możemy to, co pozostało po uznawanym za najbardziej funkcjonalne w świecie rzymskim forum pompejańskim: imponującym swoją rozległością, idealnie rozplanowanym prostokątnym placu. W porównaniu z nim słynne Forum Romanum, choć lepiej zachowane i historycznie uświetnione, wydaje się ciasne i klaustrofobiczne. Podczas gdy łatwo wyobrazić sobie tłumy przechadzające się swobodnie po forum pompejańskim (wystarczy odwiedzić je w pełni sezonu), dwa autokary turystów wpuszczone na najstarszy plac Wiecznego Miasta wypełniają go szczelnie. Warto jednak pamiętać, że Forum Romanum, choć najstarsze i najdostojniejsze (to przy nim mieścić się będzie nieodmiennie kuria, czyli miejsce posiedzeń senatu rzymskiego) było jednym z wielu rzymskich forów: począwszy od Juliusza Cezara kolejni władcy Rzymu dobudowywali w jego bezpośrednim sąsiedztwie kolejne place: Forum Iulium (51 przed Chr.) ze świątynią Wenus Rodzicielki i cudownymi portykami, Forum Augusti (2 przed Chr.) wielkości współczesnego boiska piłkarskiego, ze świątynią Marsa Mściciela, następnie, dla odmiany, potężna Świątynia Pokoju Wespazjana (75), także pełniąca funkcję cesarskiego forum, wąskie i bardzo długie Forum Norvae (97), rozpoczęte jeszcze przez Domicjana, wreszcie najokazalsze i najpiękniejsze Forum Traiani (113), zaprojektowane przez samego Apollodorosa, którego główny budynek, Basilica Ulpia, zajmował obszar niemal równy całemu Forum Augusta. Apollodoros zerwał tu z dotychczasowym zwyczajem zamykania forum świątynią – miejsce kultu zastąpił największą w historii rzymskiej architektury bazyliką wzorowaną na principium – centralnym placu w rzymskim obozie wojskowym[3]. W miejscu przeznaczonym pierwotnie na wojskowe archiwa stanęła biblioteka, tam, gdzie mieściło się sanktuarium znaków legionowych, stanęła kolumna Trajana. W ten sposób największy plac Rzymu stał się symbolem jego militarnej potęgi.

Ruiny Forum Trajana umykają uwadze dzisiejszych turystów – może dlatego, że przebiega jego skrajem ruchliwa via Dei Fori Imperiali. Niewiele jest doprawdy zabytków tej wagi, przez które nieświadomie przejeżdżamy autobusami. Jeśli jednak uda nam się – przy odrobinie dobrej woli – odnaleźć podziemne wejście na forum, wysiłek zwróci nam się stukrotnie, a to za sprawą znakomicie zachowanej do naszych czasów… galerii handlowej z początku II wieku. Tak zwane Hale Targowe Trajana to półkolista konstrukcja tarasowa spływająca ze zbocza Awentynu niemal wprost na forum (choć od placu oddzielała go ulica) mieszcząca – bagatela – 150 sklepów i kantorów kupieckich rozlokowanych na pięciu kondygnacjach. Podobnie jak dzisiejsze supermarkety, Hale Trajana oferowały Rzymianom produkty wprost od hurtowych dostawców, po cenach niższych lub wręcz na zasadach rozdawnictwa organizowanego przez cesarskich urzędników. Na parterze sprzedawano najprawdopodobniej owoce i kwiaty, na loggiach pierwszego piętra mieściły się magazyny wina i oliwy, drugie i trzecie piętro oferowało produkty egzotyczne i przyprawy. Czwarte piętro mieściło urzędy cesarskiego rozdawnictwa, zaś na piątym, ostatnim, handlowano rybami wprost z betonowych basenów zasilanych wodą z akweduktu[4].

Chcąc choć pobieżnie przyjrzeć się metafizycznej perspektywie rzymskiego miasta, musimy raz jeszcze, na nieco dłużej, zatrzymać się przy jego bramach. Oddzielają one bowiem nie tylko Ager Romanus od Urbs Romana. Brama miejska stanowi nadto nader wyraźną cezurę między światem żywych i światem zmarłych. Podróżny przybywający do rzymskiego miasta, zanim dane mu będzie przywitać żywych jego mieszkańców, nieuchronnie – z którejkolwiek strony zamierzałby do miasta wkroczyć – najpierw zmuszony będzie wdać się w rozmowę z jego dawnymi, zasłużonymi obywatelami. A przynajmniej ich wysłuchać. Bezpośrednio bowiem za bramą miasta ulice żywych zmieniają się w ulice zmarłych: wzdłuż wychodzących z miasta traktów rozłożone są nekropolie (Prawo Dwunastu Tablic zakazywało chować zmarłych w obrębie murów miejskich[5]), których niezwykle malownicze pozostałości oglądać możemy do dziś na przykład w Pompejach. Z okazałych grobowców przemawiają więc do podróżnego epitafia, zmuszają do zatrzymania się, chwili refleksji, nawet właśnie swoistego dialogu: bywa, że epitafium zawiera już gotową odpowiedź, którą zmarły spodziewa się usłyszeć od przechodnia („Bądź pozdrowiony!” – „Ty także!”). Rzymskie epitafia w niczym nie przypominają naszych nagrobnych podpisów: zmarły nie prosi, by uronić łzę nad jego grobem i cierpieniem jego rodziny; raczej informuje podróżnego o swojej społecznej roli, osiągnięciach w życiu publicznym, dorodnym potomstwie i wojennych zdobyczach. Czasem o rachunkach, których nie zdążył przed śmiercią wyrównać: czytamy więc tu i ówdzie o wydziedziczonych synach, nieuczciwych wspólnikach, niewdzięcznych sługach, niewiernych kochankach i niegodnych zaufania przyjaciołach. Nierzadko zmarły daje żywym cenne rady. Najsłynniejsze chyba, najczęściej przywoływane epitafium, głosi na przykład: „Żyłem skromnie, póki życia starczyło, radzę przeto zażywać więcej uciech, niż ja to czyniłem. Takie to życie: dochodzimy tu, i nie dalej. Kochać, pić, iść do kąpieli – oto prawdziwe życie, potem nic już nie ma. Nigdy nie słuchałem żadnego filozofa. Unikaj lekarzy, to oni przyprawili mnie o śmierć”[6]….

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Dzieci Boże z probówki. Chrześcijanie wobec in vitro