W ostatnich latach rośnie popularność Sørena Kierkegarda w Polsce. Dzieje się to także dzięki temu, że systematycznie przybywa polskich tłumaczeń. Pod koniec ubiegłego roku ukazał się zbiór kilku tekstów pod łącznym tytułem Pisma mniejsze (wybór). Całość przełożył i wstępem opatrzył Karol Toeplitz, znany i ceniony badacz myśli Kierkegaarda. Książka, która ukazała się w toruńskim Wydawnictwie Adam Marszałek, zawiera takie perełki jak: Johannes Climacus albo de omnibus dubitandum est (1842/1843), O różnicy między geniuszem a apostołem (1847), Uzbrojoną neutralność (1849) czy Dialektyczne stosunki (1848/1849). Nie bez znaczenia są również dwa końcowe teksty: Hiob (1843) oraz kazanie Demis Prædiken (1844).
Johannes Climacus albo de omnibus dubitandum est todziełko 29-letniego Kierkegaarda utrzymane w tonacji wspomnień z lat dziecięcych i studenckich. Na pierwszą część składają się autobiograficzne obrazki z dzieciństwa wraz z nader ciepłym wspomnieniem ojca, Michała Pedersena, który mocno zaważył na duchowym rozwoju chłopca. To on rozwinął w młodym Sørenie siłę wyobraźni, rozbudził upodobanie do abstrakcyjnego myślenia i wyostrzył poczucie rzeczywistości. Był także pierwszym mistrzem, który uczył syna intelektualnego fechtunku na słowa i argumenty. Te fragmenty Johannesa Climacusa czyta się z prawdziwą przyjemnością, należą bowiem do najpiękniejszych i najbardziej sugestywnych tekstów, jakie wyszły spod pióra Duńczyka – z powodzeniem można je zalecać jako dodatkową lekturę na lekcjach filozofii. Na swoim przykładzie Climacus pokazuje, jak rozbudzać wyobraźnię młodego człowieka.
De omnibus dubitandum est – druga część tytułu wskazuje już na ściśle filozoficzne konotacje. U początku swojej pisarskiej działalności Kierkegaard dokonuje pierwszego podsumowania dotychczasowych poszukiwań. Uświadamia sobie, że to, co w filozofii stanowiło dla niego główny problem, ogniskuje się wokół pytania o epistemologiczny sens wątpienia. Słuchając wykładów heglisty Martensena (1808-1884), dochodzi do wniosku, że teza, iż początek filozofii winien być poprzedzony wątpieniem we wszystko, co istnieje, rodzi poważne trudności w ustaleniu genezy samej filozofii oraz stosunku do niej konkretnego człowieka. Powszechnie znany fakt, że filozofia nowożytna bierze początek od Kartezjusza i jego metodycznego wątpienia, nie niesie z sobą informacji co do tego, jaki jest epistemologiczny status tego początku. Nie wiadomo bowiem, jak go potraktować: czy ma on charakter przypadkowy (określone zdarzenie historyczne) czy konieczny. Jeśli przypadkowy, to w początku filozofii nowożytnej nie ma nic interesującego, jeśli zaś konieczny, to dlaczego miałby on dotyczyć tylko filozofii nowożytnej, a nie filozofii w ogóle? Czy da się połączyć aspekt filozoficzny z historycznym? Czy to, że filozofia zaczyna od negatywnej zasady, czyli wątpienia, jest twierdzeniem historycznym czy filozoficznym? A jeśli filozoficznym, to jak jednostka powinna się zachować wobec owej „wiecznej” filozofii, która nie jest własnością żadnego człowieka? Taką wieczną filozofię uprawiał Hegel. Przez pewien czas Climacus sympatyzował z tym ujęciem. Zwracał uwagę na heglowskie pojęcie, które jest obiektywnym początkiem. Początek, jakim jest wyjście od nieokreślonego pojęcia bytu, jest zarazem początkiem aktywności świadomości. Hegel rozpoczyna swoją Fenomenologię ducha od tego, co bezpośrednio dane, od tego, co zmysłowe, przechodząc ku coraz wyższym sferom abstrakcyjnego myślenia. Climacus nie jest w stanie zrozumieć, jak filozofia mogłaby wychodzić od treści zmysłowych i jednocześnie wątpić w ich prawdziwość. Nie ma także podstaw, by wierzyć, że Kartezjusz, dokonując metodycznego wątpienia na początku swych medytacji, niejako zwolnił z tej procedury każdego filozoficznego następcę. Kierkegaard zadaje sobie pytanie: Jak konkretny pojedynczy człowiek, który przyjmuje określoną filozoficzną tezę, odnosi się do kogoś, kto ją sformułował? W matematyce na takie pytanie odpowiedź jest prosta, bo w niej ważne jest samo twierdzenie, a nie ten, kto je wygłasza. W Johannes Climacus albo de omnibus dubitandum est Kierkegaard buduje zręby swojej koncepcji świadomości oraz czegoś, co potem nazwie komunikacją pośrednią. W świadomości poszukuje „idealnej możliwości wątpienia”, która później doprowadzi go do pojęcia egzystencji. Świadomość bowiem to coś, co istnieje „pomiędzy” (inter-esse). Jest to pełna najwyższego napięcia relacja pomiędzy tym, co idealne (słowo, wyrażenie, ogólnie: język), a tym, co realne (to, do czego odnosi język), To napięcie wyraża u Climacusa słowo „interes”. Wątpienie ma swoje korzenie w owym interesie czy zainteresowaniu. Świadomość pojawia się dzięki zderzeniu tego, co realne, i tego, co idealne.
Zgoła inne znaczenie ma Uzbrojona neutralność albo stanowisko, jakie zająłem jako chrześcijański pisarz w chrześcijańskim świecie, napisana sześć lat później. Dla każdego, kto interesuje się myślą Duńczyka, ten tekst jest szczególnie ważny. Tam właśnie Kierkegaard w sposób jednoznaczny ujawnia cel swojej życiowej działalności. Jest nim zrekonstruowanie „idealnego obrazu bycia chrześcijaninem w każdy możliwy sposób, dialektyczny, patetyczny (uwzględniając różne postacie patosu), psychologiczny i zmodernizowany, mając stale na uwadze współczesny świat chrześcijański i zamęt wywołany przez naukę [heglowską]” (s. 73). Ten szczególnie w epoce Kierkegaarda zamazany obraz jest ściśle związany z rozumieniem Jezusa Chrystusa jako Wzorca do naśladowania i jako Przedmiotu wiary. Jego celem jest jakby oczyszczenie relacji: prawdziwy chrześcijanin-Jezus Chrystus z różnych teologicznych i filozoficznych naleciałości epoki. Kierkegaard z całym naciskiem zaznacza, że tę relację kreśli w sposób idealny. Rozwiewa przy tym wątpliwości, jakoby on sam miał być dla innych wzorem postawy chrześcijańskiej. Jest jednym z wielu. Nie może zatem występować w roli sędziego. O tym, kto jest prawdziwym chrześcijaninem, może rozstrzygać tylko Bóg Sędzia. Nie oznacza to jednak, że ten, kto egzystuje przed Bogiem, jest zwolniony od dawania chrześcijańskiego świadectwa, zwłaszcza tam, gdzie żąda tego świat wrogi chrześcijaństwu. „Zapewne tysiącom chrześcijan przytrafiło się to samo: wiedzieli oni z całą pewnością, że byli chrześcijanami, ale nie mieli pewności odnośnie do tego, co to znaczy być chrześcijaninem” (s. 84). W Uzbrojonej neutralnościKierkegaard potwierdza raz jeszcze, że między wiedzą a egzystencją nie ma…