Subskrybuj

Trudne dziedzictwo Jana Pawła II

 Papieża nadal kochamy, rzadziej czytamy, jeszcze rzadziej uznajemy jego argumenty na rzecz bezwarunkowego szacunku dla życia od poczęcia do naturalnej śmierci.

 ,,Jestem chrześcijaninem dzisiaj. To jest jakaś przynależność.

To jest jakaś wartość, to jest przede wszystkim godność.

Dzięki temu jestem we wspólnocie. Nie jestem sam.

Na czym dzisiaj polegać miałaby ta nowa świadomość?

Że będę bardziej Chrystusowy, że bardziej świadomie

nawiążę z Nim kontakt osobisty, że będę żył wiarą,

która nakłada na mnie pewne zobowiązania”

(Jan Góra OP[1])

Gdyby Karol Wojtyła nie został papieżem, nie byłoby spotkań lednickich, gdzie młodzież jednoczy się wokół Chrystusa i manifestuje swój wybór. Czy będzie ona w stanie podjąć trudne zobowiązania na trwałe? Czas pokaże. Radosny rytuał przejścia przez bramę–Rybę nad Lednicą powinien być inicjacją w dojrzałość chrześcijańską (brama, drzwi i próg zawsze stanowiły ważne symbole w rytuałach przejścia). Jednak część ludzi boi się wiary powiązanej z silnymi emocjami, nie doceniając ich roli w mozolnym, ale nigdy  nudnym budowaniu autentycznej wspólnoty.

Masowe,  transmitowane przez media przeżywanie odchodzenia Jana Pawła II w 2005 roku, sprowokowało kolejne pytania o trwałość i siłę relacji wspólnotowych, jakie obudziły tamte niezwykłe, pełne emocjonalnych uniesień wydarzenia. Pomimo nadziei nie słabną obawy przed sekularyzacją, pustymi kościołami, seminariami i klasztorami. Polacy przywykli do liderów religijnych, takich jak prymas Stefan Wyszyński czy papież Jan Paweł II – do przewodników, ojców narodu. Dziś nie widać nikogo, kto swoim heroizmem i świętością chciałby tę pustkę wypełnić. Wobec niepewności pojawiają się reakcje skrajne: jedni popadają w fundamentalizm, inni w relatywizm. W tej sytuacji nie do przecenienia są badania społeczne realizowane w Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie oraz praca wielu innych socjologów. Dzięki ich projektom możemy dyskutować o faktach, zamiast tracić energię na jałowe spekulacje.

Socjologia postsekularna

Socjologia jako dyscyplina naukowa kształtowała się w XIX wieku na fali oświeceniowej wiary w to, że uda się zbudować doskonałe społeczeństwo dzięki poznaniu mechanizmów funkcjonowania życia społecznego. Wiedza o prawach społecznych miała zastąpić ufność w niesprawiedliwy, usankcjonowany tradycją, „naturalny” ład. Religia od początku znajdowała się w centrum zainteresowania socjologów, gdyż uznano ją za najważniejszy czynnik integrujący system społeczny. Władza i wiedza były legitymizowane religijnie. Emil Durkheim, Max Weber oraz ich uczniowie zakładali, że religia będzie zanikać wraz z rozwojem nauki oraz przyrostem racjonalizmu. Zgodnie z tą wizją społeczne funkcje religii przejmą inne instytucje. Proces dyferencjacji wewnątrz systemu, oddzielanie tego, co świeckie od sfery sacrum, autonomizacja i specjalizacja różnych dziedzin: nauki, etyki, prawa, gospodarki, medycyny itd., doprowadzą do redukowania roli religii. Miała ona służyć zaspokojeniu irracjonalnych potrzeb mitu, te zaś powinny zanikać razem z postępem naukowym i technologicznym.

Do lat sześćdziesiątych XX wieku socjologowie uznawali ten scenariusz za nieuchronny. Tak bardzo byli przekonani o jego urzeczywistnieniu, że ignorowali dane świadczące o nietrafności założeń przyjętych jako aksjomat. Kiedy więc przyszło im pogodzić się z faktem, że weberowskie „odczarowanie świata” było prognozą na wyrost, pojawiła się koncepcja prywatyzacji religii (od słynnej Niewidzialnej religii Thomasa Luckmana poczynając). W tym przypadku pogląd o  wycofywaniu się religii ze sfery publicznej został podtrzymany, ale „przebiło się” uznanie indywidualnych potrzeb kosmicznego uniwersum symbolicznego i sfery sacrum. Religia zyskała inne miejsce i rangę – mogła istnieć jako selektywna, prywatna duchowość (typu patchwork), osobisty system orientacji, ale nic więcej. Oskarżono ją o przemoc, wywoływanie konfliktów, ograniczanie rozwoju jednostek, nadmierną kontrolę.

Badacze religii coraz bardziej otwarcie zaczęli się jednak przyznawać do błędu. To, co kiedyś było oczywiste, stało się przedmiotem intrygujących polemik. Zwolennicy sekularyzacji i prywatyzacji religii powołują się na badania Ronalda Ingleharta, oponenci przypominają o przypadku Stanów Zjednoczonych, cytując znakomite badania José Casanovy. Ci pierwsi casus religii w USA uważają za wyjątek potwierdzający regułę, drudzy pokazują Europę jako kuriozum na tle innych kontynentów. Wszyscy są zgodni, że teza o sekularyzacji była latami ideologicznie ,,naciągana”. Dziś pytanie o przyszłość kultury i religii brzmi: jaką funkcję ma pełnić sacrum, gdzie jest jego miejsce w świeckim, obywatelskim, demokratycznym, pluralistycznym i wielonarodowościowym społeczeństwie?

Ronald Inglehart uważa, że religia ma się dobrze tylko w krajach, które zapewniają niski poziom poczucia bezpieczeństwa egzystencjalnego, i zanika wraz ze wzrostem poziomu dobrobytu. Dominacja wartości postmaterialistycznych, do których badacz ten zaliczył: autonomię, tożsamość, autentyczność, wolność ekspresji „ja”, seksualność, cielesność, zdrowie, jakość życia, pluralizm itd., ma oznaczać przejście od etapu przednowoczesności przez nowoczesność do ponowoczesności. Ma ona być aktualnym kryterium postępu i celem rozwoju. Warto jednak zauważyć, iż Polacy ceniąc sobie wartości „przednowoczesne” (naród, rodzina i religia) ale także materialne i ponowoczesne, wymykają się jednoznacznym typologiom.

Wiele osób uważa, że proces laicyzacji w Polsce nieuchronnie nastąpi, analogicznie do katolickiej Irlandii czy Hiszpanii. Pozostaje wątpliwość, czy badania naukowców wyznających tezę o sekularyzacji będą realnie oddawać procesy społeczne, czy tylko marzenia jej zwolenników? Z tej perspektywy badania społeczne Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie, realizowane przez zespół, w skład którego wchodzą: prof. dr hab. Krzysztof Koseła (UW), dr Tomasz Żukowski (UW; kierownik zespołu), dr Barbara Fedyszak-Radziejowska (PAN), dr Mikołaj Jasiński (UW) oraz Agnieszka Dobrzyńska i Paweł Gierech (Centrum Myśli Jana Pawła II), wydają się przedsięwzięciem godnym uwagi. Mariaż tej katolickiej instytucji z nauką znajduje oparcie w encyklice Fides et ratio – co nie oznacza, że wszystkie badania socjologii postsekularnej należy a priori uznawać za rzetelne.

Pokolenie czy społeczeństwo JP2?

Badanie religijności Polaków obejmuje wiele kwestii, między innymi wpływ wiary na moralność, system wartości czy postawy etyczne. Śmierć Jana Pawła II była silnym doświadczeniem zbiorowym, stała się też wyzwaniem dla  socjologów. Jednym z owoców błyskawicznej reakcji badaczy (z kręgu Collegium Civitas) jest książka JPII Pokolenie czy mozaika wartości? (pod red. P. Ruszkowskiego, J. Bielińskiego i A. Figiel; Poznań/Warszawa 2006). We wprowadzeniu do niej czytamy: 

Publikacja niniejsza zalicza się do tzw. gorącej socjologii. Jest to dynamiczna formuła poznawania wydarzeń niezwykłych, mających doniosłe znaczenie społeczne, a zarazem trudno uchwytnych dla badaczy ze względu na ich spontaniczny i nieprzewidywalny charakter. (…) Obserwując wydarzenia dotyczące śmierci Papieża Polaka, czuliśmy, że na naszych oczach dzieje się coś bardzo ważnego. Byliśmy świadkami swoistego fenomenu społecznego, który mógł w każdej chwili zniknąć. Intuicja socjologa podpowiadała nam, że trzeba działać szybko.

Pytanie o trwałość tego fenomenu powraca jak bumerang od kwietnia 2005 roku. Powołanie do życia Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie umożliwiło stworzenie projektu badawczego, który pozwala monitorować oddziaływanie osoby i nauczania Ojca Świętego na polskie społeczeństwo.

Pierwszy raport z badań Centrum: Jan Paweł II w opinii Polaków został opublikowany w marcu 2007 roku. Obejmował 31 stron (kolejny raport – z 2008 roku – ma już 84 strony), a jedne z najbardziej zaskakujących danych dotyczyły pytania o istnienie „pokolenia JP2” – wątek ten był istotny również dla autorów cytowanej książki. Okazuje się bowiem, iż pokolenie istnieje w świadomości zbiorowej, ludzie się z nim identyfikują (choć nie jest ono głównym wyznacznikiem ich tożsamości), ma jednak inne znaczenie, niż zwykło się potocznie uważać. Fakty przeczą popularnym mitom o młodzieżowym zrywie religijnym zainspirowanym spotkaniami z Papieżem: 

Identyfikacja „Czuję się osobą należącą do pokolenia JP2” obejmuje – w przeciwieństwie do pozostałych „polskich, pokoleniowych sztandarów” – praktycznie wszystkie generacje. Co więcej, nie dzieli ich wewnętrznie na różne strony przeszłych sporów i konfliktów. O swej przynależności do „pokolenia JP2” mówią cztery piąte nastolatków i dwudziestolatków, ale także dwie trzecie osób należących do pozostałych, starszych generacji. Czyni tak 76% zwolenników prawicy i 55% lewicy, 56% niepraktykujących oraz dwie piąte osób nigdy niebywających w Kościele.

Potwierdza się opinia, że Polacy są „federacją pokoleń Jana Pawła”, czy – co naturalne: grzesznym, niedoskonałym – „społeczeństwem JP2”[2].

O wiele bardziej medialny jest wizerunek pokolenia młodych, którzy zamiast ulegać sekularyzacji, chcą ewangelizować Europę i modernizować Kościół, czerpiąc zapał do zmian z nauczania II Soboru Watykańskiego. Oczekiwanie na przemianę skostniałej, hierarchicznej, klerykalnej instytucji broniącej tradycji w młodzieńczy powiew chrześcijańskiej duchowości daje się odczuć także w niektórych kręgach katolickich, zwłaszcza lękających się fundamentalizmu i ksenofobii. Tymczasem kolejne badania potwierdzają fakt, że pokolenie JP2 nie ma granic biologicznych, wiąże się natomiast z dużym zaangażowaniem religijnym, większym w populacji osób starszych. Młodzi ludzie poszukują nowych środków ekspresji religijnej, emocjonalnej, spontanicznej, są aktywni podczas marszów, koncertów, masowych spotkań, bardziej widoczni w przestrzeni medialnej i publicznej, ale nie wyczerpują formuły, jaką jest  „pokolenie JP2”. Nie buntują się przeciwko starszym, są niezwykle konserwatywni na tle młodzieży z innych krajów, ale też nie bezkrytyczni wobec nauczania Jana Pawła II.

Raport z badań z marca 2008 roku: Wartości Polaków a dziedzictwo Jana Pawła II[3] zawiera jednoznaczne konkluzje: 

Ponieważ młody wiek wiąże się ze słabszym zapałem do deklarowania związków z nauczaniem i osobą Papieża, nie ma dowodów, żeby określenie „pokolenie JP2” adresować do polskich nastolatków i młodych dorosłych (Krzysztof Koseła, Społeczne identyfikacje Polaków, s. 43).

Dwudziestolatkowie nie różnią się (…) istotnie od osób młodszych i starszych sposobem odpowiadania na pozostałe pytania dotyczące dzieł i zasług polskiego Papieża. Ogólnie rzecz biorąc, badanie z przełomu września i października 2007 roku zniechęca do utożsamiania „pokolenia JP2” z jakąkolwiek grupą wiekową (Krzysztof Koseła, Opinie o pontyfikacie Jana Pawła II,s. 67). Dokument ten stanowi kolejny etap programu badawczego realizowanego przez Centrum Myśli Jana Pawła II. Kwestionariusz badawczy obejmował kilka tematów (wiele zmiennych), a jego wstępna analiza daje pewien obraz społeczeństwa polskiego po śmierci Papieża, Część pytań została (w celach porównawczych) powtórzona za wcześniejszymi badaniami międzynarodowymi (głównie World Values Survey/European Values Survey) oraz polskimi (CBOS, OBOP i inne). Pojawiły się nowe hipotezy badawcze. Dane zbierano w dniach 26 września – 4 października 2007 roku na tysiącosobowej próbie losowo-adresowej osób powyżej 15. roku życia (realizację terenową przeprowadziła firma TNS OBOP). Opracowanie składa się z ,,noty metodologicznej” oraz sześciu części dotyczących sfery wartości, tożsamości Polaków, opinii o Kościele i pontyfikacie Jana Pawła II, ze szczególnym uwzględnieniem przeżywania ostatnich dni jego życia. Wyniki nastrajają mimo wszystko dość optymistycznie na przyszłość, choć od śmierci Papieża upłynęły niecałe trzy lata. Ukazuje się tu inny Kościół…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jan Paweł II. Żywa pamięć czy makatka