Do owej prowokacji skłania wszakże lektura jednego z bardziej frapujących dzieł tamtego okresu, jakim jest niedawno opublikowana w polskim przekładzie praca Georga Simmla: Filozofia życia. Cztery rozdziały metafizyczne (Lebensanschauung. Vier metaphysische Kapitel). Postaci autora raczej nikomu przedstawiać nie trzeba. Niemniej bardzo trudno tę postać jednoznacznie zakwalifikować i nadać jej jakąś etykietkę. Nawet jeśli zdecydujemy się patrzeć na nią w pryzmacie podziału: Simmel socjolog / Simmel filozof wynikającego z rozległości i różnorodności zainteresowań tego autora, to musimy zdawać sobie sprawę, iż tak naprawdę podział ten nie ma właściwie zastosowania do jego praktyki pisarskiej. Analizy socjologiczne i filozoficzne bardzo często się u niego wzajemnie przenikają, tworząc jedną niepodzielną całość[1]. Zjawiskiem, które Simmla fascynowało i któremu poświęcił on wszystkie swoje twórcze wysiłki, było życie człowieka w różnorodności jego społecznych przejawów i niezmierzoności jego metafizycznych implikacji. Szukając jakiejś pojemnej formuły, która oddawałaby sprawiedliwość wszystkim tym aspektom twórczości Simmla, zaproponowałbym określenie: socjologiczna filozofia życia. Jednakże i ta formuła może budzić zastrzeżenia, abstrahując nawet od tego, iż kładzie większy nacisk na filozofię niż socjologię, jednoznacznie wpisuje całą Simmlowską spuściznę w samą filozofię życia rozumianą jako pewien określony nurt myślenia filozoficznego.
Simmel w powszechnej opinii uchodzi rzeczywiście za klasyka tego nurtu, tezę tę można zresztą bardzo łatwo obronić, analizując wysuwane przez tego autora argumenty i wyciągane przez niego wnioski. Powstaje wszakże pytanie, czy Simmel nie wymyka się również i tej próbie klasyfikacji. O trudności, jaka się tutaj pojawia, bodajże najlepiej świadczy to, iż już niektórzy jego współcześni zaliczali go nie do reprezentantów filozofii życia, a do grona neokantystów. Traugott Konstantin Österreich, prezentując swoją klasyfikację nurtów neokantowskich – która nota bene do dzisiaj uchodzi za najbardziej miarodajną – potraktował Simmla jako twórcę neokrytycyzmu relatywistycznego[2]. Recepcja pism Simmla od samego początku przebiegała więc niejako dwutorowo, tę dwutorowość czy dwuznaczność podkreśla zresztą sam tytuł interesującej nas tutaj pracy: Lebensanschauung. Jest on właściwie na język polski nieprzekładalny. Słownikowo można byłoby go tłumaczyć jako „pogląd na życie”, co w ogóle nie oddałoby wielu odcieni znaczeniowych tego wyrażenia tak ważnych dla analiz Simmlowskich[3]. Człon Lebens- (życie) jest tutaj w zasadzie bezproblemowy, wszystkie kwestie sporne, jakie się mogą pojawić, dotyczą natomiast rzeczownika -anschauung, który, poza wspomnianym poglądem, może oznaczać naoczność czy też intuicję – rozumianą albo po Kantowsku (jako aprioryczną formę poznania), albo po Bergsonowsku (jako intuicję bezpośrednich danych świadomości). I rzeczywiście postawę filozoficzną Simmela, co widać bardzo wyraźnie już w pierwszym rozdziale Lebensanschauung, wyznacza kontrowersja: Bergson kontra Kant.
Filozofia Simmla, i to jest bodaj jej cecha najbardziej charakterystyczna, okazuje się jedną z pierwszych na gruncie niemieckim i zarazem jedną z najbardziej oryginalnych prób przemyślenia twórczości Bergsona. Oryginalność polega na tym, iż Simmel czyta Bergsona Kantem i na odwrót: Kanta Bergsonem. Obaj autorzy wydają się wzajemnie kontrapunktować, dzięki czemu powstaje całkowicie nowa jakość – podejmowana przez Bergsona problematyka filozofii życia zostaje przeniesiona w obszar rozwiązań Kantowskich czy wręcz neokantowskich[4]. Przyjrzyjmy się pod tym kątem Simmlowskiej analizie pojęcia czasu:
Dopóki z pojęciową ostrością oddzielamy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, dopóty czas jako taki jest nierzeczywisty, ponieważ rzeczywisty zdaje się tylko nierozciągły, tj. nietemporalny moment obecny. Życie jest jednakże swoistym rodzajem egzystencji, do której ów podział nie ma zastosowania, dopiero post factum, w analizie, postępującej według mechanicystycznego schematu, mówimy w odniesieniu do życia o trzech formach czasu w logicznej separacji. Dla życia czas jest realny (cała idealność czasu u Kanta jest niewątpliwie zobowiązana mechanicznemu momentowi jego światopoglądu). Czas jest – być może abstrakcyjną – formą świadomości tego, czym jest życie samo w swojej niewypowiedzianej, danej jedynie w bezpośrednim przeżyciu konkretności. Czas jest życiem przy abstrahowaniu od treści owego; bowiem tylko życie potrafi transcendować w obu kierunkach bezczasowy moment teraźniejszy każdej innej rzeczywistości i dopiero dzięki temu, i jedynie dzięki temu, urzeczywistnia temporalną rozciągłość: czyli czas właśnie (s. 23).
Fragment ten zawierający, niczym w pigułce, wszystkie kluczowe idee Simmlowskiej Lebensanschauung można bardzo łatwo podzielić na dwie części. W pierwszej, zawierającej krytykę Kanta, jest mowa o tym, czym czas nie jest; w drugiej podana zostaje natomiast jego pozytywna charakterystyka. Pierwsza część jest niemal dosłownym powtórzeniem najważniejszych elementów krytyki doktryny Kanta dokonanej przez Bergsona w jego Ewolucji twórczej[5]. W drugiej części interesującego nas fragmentu Simmel nie przyznaje jednak całkowitej racji Bergsonowi. Pozostaje na stanowisku Kantowskim, choć jest to już stanowisko bardzo zmodyfikowane. Co wszakże najciekawsze, zaproponowana tutaj modyfikacja z jednej strony podąża za wskazówkami autora Ewolucji twórczej, z drugiej samą metafizykę Bergsona poddaje dość wyraźnej krytyce. Simmel pozostaje bergsonistą, gdy twierdzi, że życie jest czymś realnym i bezpośrednio danym świadomości. Pozostaje jednakże (neo)kantystą w momencie, gdy dowodzi, iż czas jest jego (tj. życia) abstrakcyjną formą. Przy czym forma życia nie jest czymś względem samego życia całkowicie obcym. To życie dokonuje aktu samotranscendencji, dzięki czemu przestaje być bezpośrednio dane w momentalnym (teraźniejszym i realnym) przeżyciu i nadaje sobie formę czasu, tj. formę ciągłości i – jak by powiedział Bergson – trwania. Bezpośrednie życie dane w intuicji domaga się więc samo z siebie swojej formy. Dzięki niej – nadając samemu sobie ciągłość – staje się, jak zauważa…