Subskrybuj

Początek „krótkiego wieku”

I wojna światowa wykończyła stary świat. Wszyscy przyglądali się i bili brawo Europejczykom, którzy strzelali do siebie nawzajem. Skorzystali na tym inni. Z kolan powstali na przykład Azjaci: proces odrodzenia Chińczyków i Hindusów rozpoczął się właśnie w 1918 roku.

Jest taka znana fotografia z sierpnia 1914 roku przedstawiająca żołnierzy niemieckich w wagonie pociągu jadącego na front zachodni. Wyglądają na uradowanych, entuzjastycznie nastawionych do wojny. Wagon ozdobili wojowniczymi, antyfrancuskimi napisami. W jakim stopniu to zdjęcie oddaje nastrój, który zapanował na Zachodzie w chwili wybuchu wojny? 

Takich zdjęć wykonano wtedy mnóstwo: prawdziwa, niewymuszona euforia była rzeczywiście powszechna. Żołnierze czekali na wojnę i chcieli się bić. Na front pchały ludzi między innymi względy irracjonalne: radość z udziału w czymś niezwykle patetycznym. Wojna miała być odrodzeniem się ducha człowieka. Takie przekonanie to efekt wcześniejszej, wieloletniej pracy rządów i armii europejskich, której zasadniczym celem było wykształcenie u ludzi gotowości do udziału w zbiorowym zabijaniu. Najważniejsze państwa Europy stworzyły instytucje, których celem była wielka manipulacja. Chodziło o utrwalenie negatywnych stereotypów wroga jako postaci odrażającej, jako barbarzyńcy.

W dawnych wiekach, gdy na dziedzińcu Wawelu walczyłem ze swoim przeciwnikiem – rycerzem – miałem przed sobą jego twarz. Musiałem w którymś momencie podjąć decyzję, czy go zabić, czy nie. W wypadku tej wojny nie istniały tego rodzaju dylematy. Z okopów strzelałem do anonimowego przeciwnika. Armaty biły na odległość kilkunastu kilometrów, karabiny strzelały na trzy tysiące metrów. Nikomu nie patrzyłem w oczy. Nie wahałem się. Strzelałem „gdzieś”. To bardzo ułatwiło zabijanie.

Inny był, oczywiście, stan świadomości w neutralnej Skandynawii, a inny w państwach tworzących Trójprzymierze i Trójporozumienie, a także, na przykład, w krajach bałkańskich, które w ogóle były nastawione na bijatykę – kochały wojny i żyły z nich. Ludzie w Europie dojrzeli, by strzelać do bliźniego.

Mówi Pan o irracjonalnym impulsie, który wystąpił wśród mas. Jak w takim razie wyglądała reakcja na wojnę intelektualistów, ludzi, którzy powinni mieć szerszy ogląd tego, co działo się w Europie? 

Intelektualiści – poza wyjątkami – poparli wojnę. Jedni uczynili to w sposób ostentacyjny, inni bardziej umiarkowany, ale wszyscy uznali ją za swoją: za wojnę ich narodów, państw i rządów. Zawiedli. Kąpani od lat w ideach szowinizmu narodowego i nienawiści wobec wroga, nie byli w stanie oprzeć się presji tłumów. Tylko nieliczni mówili: „precz z wojną” – lecz wtedy tracili czytelników. Bertrand Russell i Romain Rolland byli w stanie powiedzieć „nie”. Ale w opinii ludzi – polegli, uznano ich za sojuszników wroga. Wtedy nie było łatwo opowiedzieć się za czymś innym niż solidarność z własnym narodem.

Przed wojną rywalizowały ze sobą dwie wizje świata. Wizja socjalistyczna – solidarność proletariatu – propagowała swoisty egoizm proletariuszy przeciwko klasie posiadającej. Nacjonalizm – czyli egoizm narodów – był kontrpropozycją. W końcu musiało dojść do konfrontacji: czy zwycięży internacjonalizm i przegra idea wojny, czy też zwycięży nacjonalizm i wojna się pięknie rozwinie? Internacjonalizm przegrał. Przed 1914 rokiem partie robotnicze zapowiadały, że wypowiedzą wojnę wojnie: żołnierze nie pójdą na front, będzie strajk generalny. Nic takiego się nie stało. Międzynarodówka socjalistyczna uznała, że jest coś ważniejszego niż solidarność robotników świata, a mianowicie: solidarność własnego narodu.

Czy świadomość społeczeństw kształtowała się głównie pod wpływem propagandy? 

W krajach, które uczestniczyły w wojnie, od dawna już obowiązywało nauczanie powszechne. W „obróbkę narodową” zaangażowały się Kościoły oraz prasa. Przykładowo: francuskie szkoły i gazety upowszechniały wizerunek głupiego, tępego i barbarzyńskiego Niemca, a Kościół dodatkowo akcentował, że jest wychowany w fałszywej – bo luterańskiej – wierze. W pewnym sensie powrócono do starych, siedemnastowiecznych pomysłów wojny religijnej. W zlaicyzowanej w dużym stopniu Francji próbowano czasami nadawać walkom wymiar wojny religijnej. „Walczymy z protestanckimi heretykami!”. A Niemcy z kolei głosili: „walczymy z papistami!”.

Po przykłady działania wojennej propagandy wystarczy sięgnąć do prasy, i to nie tylko satyrycznej. Rosjanin w gazetach niemieckich był przedstawiany jako Mongoł, Azjata, Kozak – nieumyty, brudny, śmierdzący… Wręcz czuło się te zapachy! Z kolei Francuz w prasie niemieckiej to bawidamek, panikarz, kombinator, cynik. Wojnę wspierały produkowane w tysięcznych nakładach plakaty i ulotki, pokazy filmów i organizowane na ulicach miast happeningi. Istotny wpływ na nastroje i świadomość społeczną miały prowojenne manifestacje, w których uczestniczyło nawet po kilkadziesiąt tysięcy osób.

Motywowanie nienawiścią

I wojna światowa w pewien sposób zaskoczyła samych wojskowych. Wcześniejsze konflikty, na przykład wojna prusko-francuska, były wojnami błyskawicznymi… 

W 1914 roku walkę planowano w nawiązaniu do dotychczasowych doświadczeń. Punktem odniesienia dla strategów były doświadczenia wojny francusko- i austriacko-pruskiej, wojen napoleońskich czy wojen prowadzonych przez Rosję w XIX wieku. Były to krótkie kampanie, dlatego w podręcznikach historii czytamy: taka a taka bitwa przesądziła o tym, że kraj przegrał wojnę. Również przed wybuchem I wojny światowej przewidywano krótkie walki. Jeszcze w sierpniu i wrześniu 1914 roku żołnierze pisali w listach: „Kochana żono, powrócę za dwa, trzy miesiące…”

Okazało się, że ta wojna jest inna. Choć niewiele brakowało, a rzeczywiście skończyłaby się błyskawicznie – gdyby tylko bitwa nad Marną okazała się zwycięska dla Francuzów! Ale stało się inaczej i lord Kitchener minister spraw wojskowych Anglii, musiał w grudniu 1914 roku powiedzieć do innych członków gabinetu, w tym do Winstona Churchilla: „Panowie, to się nie zakończy do połowy 1915 roku – to będzie trwało latami!”.

Dlaczego? Trójprzymierze równoważyło Trójporozumienie. Żadna ze stron nie miała zdecydowanej przewagi militarnej nad drugą. Powszechnie jednak sądzono, że jest inaczej. Na spotkaniach sztabowców, polityków i monarchów powtarzano: „jesteśmy lepsi”, „wygramy szybko”. I w to uwierzono!

Ile w tej wojnie było rzeczywistej nienawiści? Znane są opowieści o tym, że w czasie walk zimowych 1914/1915 w Karpatach po zapadnięciu zmroku żołnierze wrogich armii wychodzili z okopów, palili wspólne ogniska i pili alkohol… Kiedy papież ogłaszał świąteczny rozejm, dzielono się opłatkiem… 

Nie mamy żadnych narzędzi, które umożliwiłyby badanie stadiów nienawiści. Zresztą, w wypadku milionów ludzi, którzy zostali w 1914 roku wzięci do wojska, widziałbym to inaczej: oni raczej cieszyli się, że jadą na front. Ta nienawiść rozlewała się w czasie trwania wojny. Rządy pracowały nad tym, aby żołnierz był na froncie wydajny. A żeby tak się stało, musiał przeciwnika nienawidzić. Już nie powinien, tak jak na początku, kochać wojnę. Jak może ją kochać, skoro trwa już trzeci rok? Potrzebna była nowa motywacja – nienawiść.

Przywoływane przez Panów obrazy wspólnego Bożego Narodzenia są prawdziwe: zwłaszcza na początku wojny, zwłaszcza na froncie zachodnim. Trwała wojna pozycyjna, ludzie skrzykiwali się, wspólnie śpiewali kolędy: Niemcy, Francuzi, Belgowie, Brytyjczycy. A kolejnego dnia, albo po pierwszym stycznia, ruszała następna ofensywa. Wróg znów znikał w okopach…

Jak szybko zaczęto zdawać sobie w Europie sprawę z tego, na jak wielką skalę rozpętano konflikt? W jaki sposób docierało to do świadomości społeczeństw europejskich? Wydawałoby się, że powinno dojść do jakiegoś opamiętania… 

Po to funkcjonowała cenzura, aby prawdziwych informacji o działaniach wojennych nie ujawniać. Wiadomości napływające z frontu były ściśle reglamentowane. Cenzurowano listy od żołnierzy. Podobnie ingerencje cenzury w prasie silnie zniekształcały obraz wojny. Minimalizowano – co typowe – straty własne, maksymalizowano straty wroga. Zatem ludzie nie mieli oglądu całości. Żołnierz, który walczył w jakiejś miejscowości nie wiedział, co się dzieje dwadzieścia kilometrów dalej. O przebiegu walk wiedzieli sztabowcy, niektórzy politycy i monarchowie. Ale pozostali nie mieli o tym pojęcia. Mało tego: wracający z frontu żołnierze musieli podpisywać zobowiązania – wielu z nich stawiało tylko krzyżyki, bo nie umiało pisać – że nie będą w domu opowiadać o tym, co widzieli na froncie. Zatem społeczeństwa miały dalece niepełny obraz sytuacji, dodatkowo zniekształcony przez plotki.

Ta wojna była w pewnym sensie pierwszą wojną nowoczesną, w której  technika zdominowała nad człowiekiem. Z drugiej strony, była to wojna, którą wypowiedziały jeszcze domy panujące: „Boży pomazańcy”, przekonani o słuszności swojej sprawy, ludzie, którzy – tak to sobie wyobrażamy – wierzyli w pewien „bieg dziejów”. Czy nie tradycyjne obrazy wojny nie nakładały się na tę wizję nowoczesności? 

Pojęcie nowoczesności jest zawsze niejasne, bo każda kolejna wojna jest w pewnym sensie bardziej nowoczesna od poprzedniej. Natomiast możemy wymienić to, co wyróżniało Wielką Wojnę od wcześniejszych: propaganda i manipulacja na wielką skalę, agresywne oddziaływanie na psychikę ludzką, wkroczenie państwa w obszar życia prywatnego i codziennego. Państwa poprzez system aprowizacji, kartki żywnościowe i ustalanie cen decydowały o zaopatrzeniu gospodarstw domowych i jakości życia. Nazywano to „socjalizmem wojennym”. Nowoczesność to również nowe rodzaje broni: masowo produkowane karabiny maszynowe, szybkostrzelne armaty, haubice i moździerze. Niektóre z nich miały średnicę 45 centymetrów i strzelały na odległość nawet 50 kilometrów! Skuteczne okazały się zeppeliny a jeszcze bardziej – samoloty rozpoznawcze, myśliwskie i bombowe. Zastosowano czołgi, gazy trujące i drut kolczasty, który kiedyś wymyślili Amerykanie po to, by zwierzęta hodowane na farmach nie przechodziły na pastwisko sąsiada. Drut kolczasty okazał się niezwykle przydatnym narzędziem wojny. Dzięki niemu front został zadrutowany.

Czy panujący wtedy w Europie monarchowie mieli świadomość, że biorą udział w wydarzeniu dziejowym? Mówił Pan o pewnej afiliacji religijnej. Z jednej strony katolicki dom Habsburgów, z drugiej prawosławie rosyjskie i protestanckie Niemcy… Czy władcy mieli świadomość, że stoi za nimi siła wyższa? 

Wojna rozpoczęła się w imieniu panujących. Za ich zgodą w propagandzie wojennej wykorzystywano wątki religijne, próbowano wciągać Kościoły do polityki. Natomiast od sierpnia 1914 roku pozycja panujących słabła. Nawet ci, którzy mieli jakieś doświadczenie wojskowe, nie byli geniuszami wojny. Monarchów widzimy na zdjęciach w mundurach, obwieszonych medalami. I na tym kończyły się ich kompetencje militarne. Mikołaj II był niezłym dowódcą pułku, ale nie armii. Z kolei niemiecki Kaiser, świetnie wypadający podczas gier wojennych i parad, zupełnie nie znał się na sztuce wojennej i generałowie szybko pozbawili go władzy nad armią. Generalicja, szefowie sztabów zaczęli skutecznie wymuszać na panujących podpisy pod decyzjami wojskowymi, które w istocie nie były ich decyzjami. Wojna spowodowała zatem dewaluację wartości monarchicznych. Coraz więcej osób zaczęło zauważać, że monarchowie – tak pięknie wyglądający na balach w mundurze – absolutnie nie sprawdzają się w roli dowódców armii.

Czy miało to jakieś przełożenie na zmierzch społeczeństwa hierarchicznego w ogóle? 

Na pewno tak. Nastroje monarchistyczne osłabły. W 1914 roku w Europie istniały tylko trzy republiki: Francja, Portugalia i Szwajcaria. Zaraz po zakończeniu wojny systemy republikańskie bardzo się upowszechniły! Monarchowie, wierząc że wojna będzie trwała trzy-cztery miesiące, ruszyli na nią nie przewidując jej katastrofalnych skutków dla ich prestiżu.

I wojna światowa zmieniła także mentalność ludzi. W jaki sposób patrzono później na świat? Osłabły popularne w drugiej połowie XIX wieku idee liberalne. Ludzie przestali wierzyć w to, że człowiek jest w stanie sam wszystko rozwiązać. Przekonali się, że o jego sukcesie decyduje państwo i że musi być ono silne. Choć osłabł autorytet monarchy, państwo jako instytucja urosło w oczach ludzi. Pojawiło się przekonanie o potrzebie zaufania nowym autorytetom: postaciom wywodzącym się z ludu, obdarzonym charyzmą, tym, którzy sprawdzili się w czasie wojny. Społeczeństwa uległy demokratyzacji, osłabły różnice między ich warstwami. W okopach obok siebie byli chłopi i arystokraci, intelektualiści i robotnicy! Zmianą o kapitalnej wadze był wzrost znaczenia kobiet. Kobiety walczyły już o swoje prawa przez lata, ale stosunkowo niewiele osiągnęły. A teraz,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: I wojna światowa. Koniec czy początek Europy?