Termin „nowy feminizm” budzi kontrowersje, czemu trudno się dziwić, zważywszy na to, że nikt go nie zdefiniował. Większość katolików nie zna dokumentów Kościoła, w tym encykliki Evangelium vitae (1995), w której znalazło się to brzemienne w konsekwencje zdanie:
W dziele kształtowania nowej kultury sprzyjającej życiu kobiety mają do odegrania rolę wyjątkową, a może i decydującą, w sferze myśli i działania: mają stawać się promotorkami „nowego feminizmu”, który nie ulega pokusie naśladowania modeli „maskulinizmu”, ale umie rozpoznać i wyrazić autentyczny geniusz kobiecy we wszystkich przejawach życia społecznego, działając na rzecz przezwyciężenia wszelkich form dyskryminacji, przemocy i wyzysku (Evangelium vitae, 99).
Tylko tyle i aż tyle. Powyższe słowa wywołały zainteresowanie teolożek feministycznych, ale i zgorszenie wśród pozostałych feministek. Pierwsze podkreślają to, że „feminizm” znalazł w Kościele pozytywny wydźwięk, drugie oskarżają Papieża o zawłaszczenie nazwy do celów sprzecznych z ideą ruchu. Również katolicką recepcję trudno uznać za wyważoną. Działaczki ruchu pro-life redukują „nowy feminizm” do walki o obronę macierzyńskiej roli kobiety, pomijając fragmenty nowatorskie. Według integrystów nauczanie Jana Pawła II jest zbyt śmiałe, „skażone” otwartością Soboru Watykańskiego II, a przecież chrześcijanin, idąc pod prąd kultury, musi być otwarty na „znaki czasu”. Siłą czerpiącego ze źródła Objawienia Kościoła jest zdolność niesienia Dobrej Nowiny przez historycznie zmienne epoki. Nie wyklucza to korzystania z wiedzy naukowej. Rola kobiety nie już ani bezdyskusyjna, ani oczywista:
Kościół poprzez swoją wiarę, a także dzięki życiu wielu kobiet chrześcijańskich nie przestaje – i winien to czynić zawsze – odczytywać planu Boga względem kobiety. Nie można też zapominać o wkładzie, jaki wnoszą tu różne gałęzie wiedzy o człowieku i rozmaite kultury; mogą one przy właściwym podejściu dopomóc w uchwyceniu i określeniu wartości i wymogów należących do tego, co w kobiecie jest istotne i niezmienne, a także tych, które się wiążą z historyczną ewolucją tych kultur (Christifideles laici, 50)[1].
Nowe feministki pytają: kim jest kobieta? Wiele cennych wskazówek można znaleźć w książce Podróż kobiety Katriny J. Zeno – teologa i samotnej matki (jej małżeństwo unieważniono), która z pasją tańczy tango, publikuje, wygłasza rekolekcje i popularyzuje teologię ciała. W Stanach Zjednoczonych założyła ruch Women of the Third Millennium. W swojej książce, która ukazała się w Polsce dzięki współpracy Centrum Myśli Jana Pawła II w Warszawie i wydawnictwa „W drodze”, poruszyła wiele istotnych kwestii, odwołując się do osobistego doświadczenia kobiety.
Nowy feminizm po amerykańsku
Książka Katriny Zeno jest przeznaczona dla tych, którzy wychodzą poza stereotypowe schematy myślowe. Nowy feminizm w wydaniu autorki jest szaloną przygodą w poszukiwaniu sensu bycia kobietą i mężczyzną. Nie ma tu prostych recept, są za to nieodkryte wyspy i zakopane w pamięci archetypy. Zeno była wzorową uczennicą, ukończyła szkołę z wyróżnieniem, w wieku 19 lat wyszła za mąż za swoją licealną miłość, ukończyła college na trzecim miejscu pod względem wyników na roku i otrzymała nagrodę dla studenta ostatniego roku teologii. Mąż założył firmę, ona urodziła syna. Kiedy okazało się, że mąż ma problemy osobowościowe i małżeństwo zaczęło się rozpadać, rozsypał się też cały klarowny, zaplanowany świat. Została samotną matką, jej katolicka wspólnota nie przetrwała, rodzina mieszkała daleko. Autorka opisuje, jak bardzo cierpiała z powodu pęknięcia tożsamości. Walka, jaką stoczyła, aby ją odbudować, ukształtowała dojrzałą kobietę, która potrafi dać przekonujące świadectwo życia, wiary i spełnionej kobiecości.
Katrina Zeno pokazuje nauczanie Jana Pawła II z perspektywy młodej Amerykanki, dla której prawa człowieka, wolność i sprzeciw wobec dyskryminacji są czymś oczywistym. Recepcja jej książki zależy w pewnym stopniu od kontekstu kulturowego. Amerykanki mają za sobą rewolucję seksualną, kontrkulturę, drugą falę feminizmu z lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Polki w tym czasie tkwiły za żelazną kurtyną: nasza tradycja od wieków podporządkowywała dobro jednostki wspólnocie narodowej i rodzinnej, zaś realny socjalizm zaszczepił w nich mentalność kolektywistyczną. Pojęcia poświęcenia i służby są wpisane w polską martyrologię. Polki często rezygnowały z samorealizacji i szczęścia osobistego na rzecz bardziej wzniosłych celów, bardziej dbając o innych niż o siebie.
Dwie inne rzeczy odróżniają jeszcze Podróż kobiety od rodzimego „nowego feminizmu”. Po pierwsze, nowy feminizm jest tu pokazany jako kontynuacja rozważań zapoczątkowanych w teologii ciała (co jest w pełni zgodne z intencjami Jana Pawła II), nie zaś jako kompilacja feminizmu i katolicyzmu lub sposób legitymizacji teologii feministycznej. Po drugie, przymiotnik „nowy” nie zmienia faktu, że nadal chodzi tu o feminizm, czyli ruch społeczny, którego celem jest poprawa sytuacji kobiet i budowa kultury sprzyjającej tak zwanym kobiecym wartościom.
Kobieta i mężczyzna
Podróż w poszukiwaniu tożsamości jest doświadczeniem wielu współczesnych kobiet:
W wyniku umniejszania wartości kobiety współczesny świat utknął pomiędzy dwoma skrajnymi stanowiskami. Z jednej strony mamy do czynienia z kobietami niezauważającymi żadnych większych różnic pomiędzy obiema płciami i twierdzącymi, że wszelkie rozbieżności należy ignorować. Z drugiej strony są kobiety, których zdaniem różnice pomiędzy płcią męską i żeńską są fundamentalne, przy czym tę drugą uważać należy za doskonalszą.
Znalazłam się dokładnie w tym miejscu – w samym środku walki płci. Czy kobiety i mężczyźni są tacy sami, czy też różni? Czy płeć została nam narzucona przez kulturę, czy jest raczej częścią naszego jestestwa? Czy mężczyźni pochodzą z Marsa, a kobiety z Wenus? … albo z jeszcze innej planety?
Na szczęście nie musiałam toczyć tej walki samotnie – przede mną do boju ruszył Jan Paweł II (s. 29-30).
Według Katriny Zeno kobieta i mężczyzna są równi, gdyż dzielą tę samą naturę, lecz równocześnie różni, bo zostali powołani do zjednoczenia i komunii. Punktem wyjścia tożsamości kobiety jest „córostwo”: zanim stała się kimkolwiek innym, była córką Ojca. Już to czyni książkę wyjątkową – przeciwnikiem ruchu feministycznego jest przecież patriarchat (system władzy ojcowskiej). Bóg Katriny Zeno nie jest kontrolerem, policjantem ani sędzią, lecz Osobą ciepłą i bliską. Na tyle bliską, że nie polega ona na własnych siłach, lecz ufa Jego trosce. Bóg chce być obecny w naszych konkretnych, codziennych problemach. Trzeba wiele pokory, by przyjąć tę pomoc, uznać swoją zależność.
Kobieta jest także oblubienicą i matką, a jej powołaniem jest miłość i tworzenie kultury miłości. Dar z siebie nie może być bezsensowną ofiarą, wymaga siły i umiejętności mówienia „nie” w sytuacji, gdy ktoś chce z kobiety uczynić wycieraczkę (Tylko nie wycieraczki! to jeden ze śródtytułów książki), wykorzystywać, bić, poniżać. Aby zmienić kulturę rywalizacji na taką, w której wszystkie kobiety będą mogły bezpiecznie być sobą i uczyć innych szacunku dla słabszych, trzeba kobietom: – otworzyć na oścież świat, czyli zapewnić jak najszerszy dostęp do wszystkich sfer kultury, gospodarki, polityki itd., – otworzyć na oścież Kościół, czyli umożliwić wykładanie teologii, uczestnictwo w służbie liturgicznej, radach duszpasterskich i administracyjnych, synodach diecezjalnych, kuriach i sądach kościelnych itd., – otworzyć na oścież dom, a więc umocnić ich rolę w rodzinie i stworzyć warunki do aktywnego udziału w budowaniu społeczeństwa, aby nie odbywało się to kosztem najbliższych. Zeno, wbrew stereotypom, pisze, że zarówno wyjątkowość indywidualna, jak i relacyjność są cechami obu płci. Rozważaniom o męskiej naturze poświęciła najciekawszy według mnie rozdział książki, uzupełniając przy okazji lukę w kościelnym nauczaniu: Często otaczają mnie kobiety, które pytają: „A co z mężczyznami?”. Miałam nadzieję, że Jan Paweł II mnie wybawi z…