Subskrybuj

Czy Helena Modrzejewska była rasistką? (antysemitką)

Ktoś kiedyś powiedział, że posiadała dwa geniusze – sztuki aktorskiej i charakteru. Była piękna i piękno to nie dotyczyło wyłącznie aparycji. Portretujący ją artyści stwierdzali, że otacza ją aura czegoś nieuchwytnego, jakiejś siły duchowej. Modrzejewską charakteryzowała ogromna siła woli i determinacja, która najpełniej objawiła się, kiedy wiadomo już było, że upada farma mająca być źródłem utrzymania dla garstki Polaków.

Pięć lat temu do polskiej prasy trafiła wiadomość, że Jerzy Skolimowski nosi się z zamiarem wyreżyserowania filmowej wersji powieści Susan Sontag In America z 2000 roku – zbeletryzowanej historii amerykańskiej kariery Heleny Modrzejewskiej. Projekt był zakrojony na dużą skalę: budżet – 20 milionów dolarów,  osiemdziesiąt ról mówionych, wśród aktorów m.in. Isabelle Huppert i Jeremy Irons. Przy okazji ujawniono, że Skolimowski nie był pierwszym polskim reżyserem zainteresowanym amerykańskimi losami Modrzejewskiej. Kiedy w 2000 roku Andrzej Wajda odbierał Oscara, Janusz Kamiński wyjawił chęć zrobienia z nim filmu. Dla Wajdy, który przymierzał się do eposu o ówczesnych przybyszach z Polski, projekt scenariusza napisał ponoć Paweł Huelle. Wajda nie wcielił jednak tego pomysłu w życie. Nie zrealizował go też Skolimowski.

W 2009 roku przypada setna rocznica śmierci aktorki. Modrzejewska nie ma szczęścia do „swojego” roku, który już dwa lata temu postulował senat Uniwersytetu Jagiellońskiego. W styczniu tego roku, podczas wystąpienia w Sejmie, minister kultury wspomniał jednak, że patronat państwowy z zasady obejmuje tylko jedno wielkie nazwisko. Rok 2009 został obwołany rokiem Juliusza Słowackiego, a dopiero w następnej kolejności (alfabetycznej?) wspomniano: Grażynę Bacewicz, Jerzego Grotowskiego, Mieczysława Karłowicza, Helenę Modrzejewską i Stanisława Ignacego Witkiewicza. Czyżby miał to być kolejny dowód na prawdziwość gorzkich słów samej Modrzejewskiej przestrzegającej pewną młodą kobietę, ktόra marzyła o scenie: zainteresowanie  aktorką ogranicza się do czasu jej sławy – kiedy da światu wszystko, co było w niej najlepsze, jest jak opróżniona flaszka – nikt już o nią nie dba.

A może w przypadku Modrzejewskiej mamy tu do czynienia z jakimś fatum? Po śmierci artystki jej postacią zajęła się nią amerykańska dziennikarka  radiowa B. Cosulish, ale wydaniu monografii przeszkodził kryzys ekonomiczny lat trzydziestych. Niedawno zmarła sędziwa już Ellen K. Lee, badaczka amatorka, znawczyni życia Heleny Modjeskiej (pod taką wersją nazwiska Modrzejewska jest znana za oceanem) i kuratorka fundacji zajmującej się podtrzymaniem pamięci po aktorce. To właśnie ona nakłoniła kalifornijskie władze lokalne do wykupienia w 1986 roku rezydencji artystki, Arden – nazwanej tak od lasu w Jak wam się podoba – która dziś jest na liście amerykańskich atrakcji kulturalno-krajoznawczych. Lee długie lata nosiła się z zamiarem wydania korespondencji artystki, co jednak nie doszło do skutku.

I tu ciekawostka. Listy pisane przez Helenę Modrzejewską do najbliższej rodziny po polsku, ocalały tylko w wersji anglojęzycznej. Profesor Emil Orzechowski we wstępie do ostatniego zbioru listów Heleny Modrzejewskiej  i Karola Chłapowskiego (wydanego w 2000 roku) stwierdza, żepamięć o Modrzejewskiej była „o wiele żywsza wśród Amerykanów aniżeli wśród Polaków, zwłaszcza tych, którzy konstytuowali amerykańską Polonię”. Istotnie, zastanawia, że nie spod polskiego pióra wyszły takie opracowania jak Miltona L. Kosberga The Polish Colony of California 1876–-1914” (praca magisterska, 1952), czy blisko tysiącstronicowa  praca Marion Moore Coleman Fair Rosalind. The American Career of Helena Modjeska (1969).  Profesor Arthur Coleman (mąż Marion i patron Pięknej Rozalindy) należał do pierwszego pokolenia amerykańskich akademickich polonistów, choć nie legitymował się polskim pochodzeniem.

Wspomniana wcześniej powieść Sontag wypełniła z pewnością pewną lukę w podtrzymaniu pamięci o Modrzejewskiej. To właśnie polski przekład In America zachwycił Krystynę Jandę, odtwórczynię  tytułowej postaci w serialu telewizyjnym Modrzejewska. Zupełnie inaczej zareagowała wspomniana już Ellen K. Lee, której życiową  pasją stała się dbałość, żeby „o Modjeskiej mówiono i żeby mówiono prawdę”[1]. W powieści Sontag Lee dopatrzyła się kilkunastu passusów, które uznała za plagiaty, głównie z Pięknej Rozalindy. Sontag zareagowała na zarzuty: chodzi przecież o powieść, twórcy wolno, czerpała z tych samych źródeł, więc nie musi robić odnośników i dziękować wcześniejszym badaczom. Na łamach nowojorskiego „Przeglądu Kulturalnego” reżyser, teatrolog i znawca postaci Modrzejewskiej Kazimierz Braun słusznie jednak zwrócił uwagę, że dziwna to powieść historyczna, w której zmienia się personalia głównych bohaterów dorabiając im, dodajmy, pikantne życie erotyczne. Wedle konwencji tego gatunku to w konkretny moment historyczny, z poszanowaniem realiów czyli faktów i postaci, twórca beletryzujący wkomponowuje postaci fikcyjne. Tymczasem Susan Sontag prawdziwe życiorysy po prostu wykorzystała literacko. Wydaje się, że autorka chciała wygrać modelowy paradoks: zjeść smakowite ciastko (dać upust licencji literackiej zaszyfrowując formalnie personalia) jednocześnie wcale owego ciastka nie tracąc (przewrotnie ujawniając tożsamość pierwowzorów). Jest to w istocie zuchwałość, która za życia danej osoby mogłaby przynieść zarzut publicznej obrazy jej dobrego imienia, połączony na domiar złego z podejrzeniem poszukiwania wymiernych korzyści. Na zakończenie swojej publicznej riposty Susan Sontag powiedziała: Myślałam, że ich [Polaków, amerykańskich wielbicieli Heleny Modrzejewskiej? – JPM] to bardzo ucieszy. Modjeska była całkiem zapomniana. To wielka postać. Zrobiłam z niej wspaniałego człowieka. Czego jak czego, ale nieznajomości przedmiotu Susan Sontag nie można zarzucić. Postać Modrzejewskiej, którą przestudiowała, modelowała świadomie. Co wobec tego znaczy, że „zrobiła z niej wspaniałego człowieka”? Czy inna ewentualność wchodziła w ogóle w grę? Helenę Modrzejewską uznano za jedną z najwybitniejszych aktorek XIX wieku. Naliczono 256 jej ról. Grała polskie sztuki narodowe, europejskie dramaty współczesne, ale zasłynęła głównie z ról szekspirowskich. Podczas gdy legendarne aktorki z jej pokolenia w teatrze posługiwały się językiem ojczystym – Sarah Bernhardt francuskim, a Eleonora Duse włoskim – ona Szekspira grała po angielsku, obcym dla siebie języku, który nakładem ogromnej pracy i determinacji opanowała mając już ponad 35 lat. Kunszt jej aktorstwa doceniali najwytrawniejsi recenzenci, publiczność ją uwielbiała. Co więcej, wśród aktorów wyróżniała się naukowym, wręcz badawczym podejściem w przygotowywaniu ról. Czytała bardzo wiele, interesowała się innymi dziedzinami sztuki. Wypowiadała się publicznie. Nie przeszła oczywiście studiów wyższych w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, ale poprzez konsekwentne samokształcenie stała się nie tylko wielką artystką, ale także teatrologiem oraz, co może ważniejsze, prawdziwą humanistką. Ktoś kiedyś powiedział, że posiadała dwa geniusze – sztuki aktorskiej i charakteru. Była piękna i piękno to nie dotyczyło wyłącznie aparycji. Portretujący ją artyści stwierdzali, że otacza ją aura czegoś nieuchwytnego, jakiejś siły duchowej. Modrzejewską charakteryzowała ogromna siła woli i determinacja, która najpełniej objawiła się, kiedy wiadomo już było, że upada farma mająca być źródłem utrzymania dla…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Piękna dwudziestoletnia. 1989-2009