Subskrybuj
polski historyk, profesor nauk humanistycznych (specjalności historia Polski XIX–XX w., stosunki polsko-żydowskie). Pracownik Instytutu Historii Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz kierownik Katedry Kultur Mniejszości Narodowych Akademii Ignatianum w Krakowie

Dwie niepodległości

Dwukrotnie w minionym stuleciu Polacy odzyskiwali niepodległość, dwukrotnie też przystępowali  do budowy własnego państwa. Okoliczność ta, zwłaszcza w chwili  gdy  dwudziestoletni czas trwania obu państwowości się zrównał, w sposób naturalny zachęca do  ich porównania.

Oba wydarzenia dzieli w czasie 71 lat. To mniej więcej tyle ile  wynosi  obecnie przeciętna długość życia mieszkańca naszego kraju, jednak w  burzliwym biegu wydarzeń XX wieku daty te są  oddalone od siebie o dwie epoki, przedzielone  dodatkowo katastrofą wojenną.  Fakt ten trzeba na wstępie odnotować, rzutuje on bowiem w sposób istotny na sens i możliwość  dalszych porównań, które są raczej zestawieniem okoliczności niż ocen.

Wybuch „wielkiej wojny” a już na pewno jej  finał oznaczał koniec starej  Europy i prawdziwy początek Dwudziestego Wieku. Jego znamionami były  przyśpieszona industrializacja i urbanizacja, postępy liberalnej demokracji mierzącej się  już niebawem z wyzwaniami totalitarnymi, dalej początki społeczeństwa masowego, co wyrażało się m. in. w coraz szybszym obiegu informacji oraz możliwościach komunikacyjnych, poszerzającym się dostępie do edukacji i dóbr  kultury, nowym stylu życia czy obyczaju. Rok 1989 uważany bywa z kolei za może nieco przedwczesny kres  tego stulecia wyznaczony upadkiem komunizmu i  końcem dwubiegunowego świata będącego dziedzictwem drugiej wojny światowej. Równocześnie był to czas rozpoczynającej się ery postindustrialnej, globalizacji w jej różnorodnych  przejawach, narastającej sekularyzacji, dominacji kultury masowej, rosnącej potęgi mediów, zwłaszcza elektronicznych. Postępującej integracji europejskiej, która objęła również Polskę,   towarzyszy napięcie wywołane  przywiązaniem do tradycyjnej formuły państwa narodowego.

W takich to zgoła odmiennych warunkach Polacy wybijali się na niepodległość i rozpoczynali  budowanie państwa – Drugiej a potem Trzeciej Rzeczpospolitej borykając się z syndromem braku ciągłości bytu państwowego,  obarczeni (świadomi tego faktu bądź nie) skutkami wieloletniego zniewolenia. Na tle odmiennych okoliczności cechy trwałości wykazywało położenie geopolityczne Polski, choć w 1989 r. i kilku następnych latach upajając się nieco wizją  nowego europejskiego ładu  nie poświęcano  zbyt wiele uwagi problemom, jakie może ono generować.  Trzeba chyba też się zgodzić, że w obu tych momentach dziejowych,  mimo wszystkie dążenia i nadzieje,  niepodległość przychodziła nagle,  trzeba więc było improwizować. Szczególnie uwidoczniło się  w 1989 r., ale nawet  70 lat wcześniej żartowano: „Ni  z tego ni z owego mamy Polskę od pierwszego”. Wreszcie w obu  wypadkach odzyskanie niepodległości było wynikiem korzystnego splotu dwu  okoliczności.  Pierwsza, mająca charakter zasadniczo niezależny od polskich działań,  to kryzys bądź upadek zewnętrznych źródeł opresji (mocarstw zaborczych w 1918 r., ZSSR  i całego systemu komunistycznego w 1989/90). Okoliczność druga (dla wielu pierwsza w kolejności)  to wysiłki na jej rzecz samych Polaków.  W sierpniu 1914 r. niewielu było Polaków wierzących w możliwość szybkiego odzyskania niepodległości,  gotowych  przelewać dla niej krew lub pracować,  jednak w listopadzie 1918 r. stanowili  oni już  zdecydowaną większość. To był pierwszy i najważniejszy rezultat działań podejmowanych w latach pierwszej wojny przez  obozy Piłsudskiego i Dmowskiego  (inne ich efekty były już o wiele skromniejsze).  W drugim przypadku  przekonanie o  zależności PRL od Moskwy było mocno ugruntowane i nawet najbardziej buntownicze natury snując marzenia o wolnej Polsce rzadko tylko w myśleniu, nie mówiąc o działaniu, były zdolne do przełamania  tego paradygmatu

Polacy A.D. 1918  to zupełnie inne społeczeństwo/naród niż 70 lat później. Zasadnicze różnice widoczne były w  poziomie wykształcenia,  poczuciu tożsamości narodowej oraz stopniu wewnętrznej integracji  w wymiarze etnicznym,  kulturowym czy wyznaniowym. Inny był także społeczny zasięg  idei niepodległości  w obu tych momentach. Odzyskanie jej w 1918 r. przeżywane było jako wielki sukces, który  wyzwolił dużą energię społeczną,  a jej efekty  w Polsce Odrodzonej  ujawniały się w wymiarze wspólnotowym. Ówcześni obywatele Rzeczpospolitej byli   gotowi do działania na rzecz jasnego i wspólnego dla wszystkich celu – budowy niepodległego państwa polskiego, którego wcześniej nie było, a teraz powstawało  z niczego, od zera. Sprawdzianem postaw patriotycznych stały się pierwsze gorące miesiące, gdy o kształt Niepodległej trzeba było walczyć przez  blisko dwa lata  na różnych frontach. Najpierw było to usuwanie okupacyjnych wojsk niemieckich, potem powstanie wielkopolskie i trzy powstania śląskie,  dalej konflikt zbrojny z Czechosłowacją, wojna polsko – ukraińska o Małopolskę Wschodnią  i wreszcie najważniejsze doświadczenie:  wojna polsko- bolszewicka jako końcowy akord. To był czas prawdziwego egzaminu z polskości i patriotyzmu. Nikt w tej  sytuacji nie myślał o jakichś dodatkowych weryfikacjach. Zwycięski w powszechnym odczuciu wynik tych zmagań dodawał Polakom skrzydeł, wiary we własne siły. Pozwalał wreszcie w najważniejszych kwestiach, np. ustrojowych,  porozumiewać się i działać ponad  podziałami społecznymi i politycznynymi dla kraju, który wówczas uważany był powszechnie za wspólne dobro Polaków.  Choć budowanie podstaw państwosci  było procesem, który zakończył się dopiero w grudniu 1922 r.,  to jednak jego początek i kierunek  (demokratyczna rzeczpospolita) były jasne i powszechnie akceptowane, podobnie jak świadomość historycznego dziedzictwa,  z którego czerpie i do którego się odwołuje  nowa Polska.

W 1989 r. było inaczej.  Ów rok stanowił  zbyt długo odłożone w czasie i ciężko okupione zwycięstwo „Solidarności”, którego sens   nie był tak wyrazisty jak w 1918 r.  4 czerwca była tylko kartka wyborcza, znaczek „Solidarności”, determinacja  no i ostateczny rezultat wyborów zgoła odmienny od tego ustalonego przy „Okrągłym Stole”.  Próżno było więc szukać okupantów rozbrajanych na ulicach polskich miast lub pędzonych daleko na wschód.  Eksponenci systemu  komunistycznego i ich zaplecze pozostali  wewnątrz, stanowiąc poważny odłam polskiego społeczeństwa. Rozpoczynał się  czas wielkiej zmiany prowadzącej  ku wolności i demokracji, jednak ich wizja była raczej mglista. Dopiero kolejne wydarzenia jak powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego, któremu za podstawę działania służyła skądinąd koalicja z nieformalnym ale realnym udziałem PZPR, dalej zmiana konstytucji, wreszcie wybór Lecha Wałęsy na prezydenta i jego niebyt wówczas słyszalna proklamacja: „Z tą chwilą zaczyna się uroczyście Trzecia Rzeczpospolita Polska”, przy równoczesnym zakończeniu misji polskiej emigracji niepodległościowej, przybliżały Polakom sens dokonującej się zmiany. Zaś jej symbolicznym ale i realnym końcem, też nie docenionym należycie, był dzień 18 września 1993 r. kiedy to ostatni odział rosyjskiego wojska opuścił terytorium Polski. Dodajmy na koniec, że konstytucję tej niepodległej Rzeczpospolitej udało się z wielkim trudem uchwalić dopiero w 1997 r. Nic zatem dziwnego, że w momencie przełomowym a…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Piękna dwudziestoletnia. 1989-2009