Slavoj Žižek wystąpił ostatnio W obronie przegranych spraw. Książka ta, najnowszy[1] zbiór esejów słoweńskiego filozofa-psychoanalityka, zaczyna się od bardzo dosadnej deklaracji, która rzuca istotne światło na całość jego rozważań. „Tam, gdzie tak naprawdę mój przeciwnik gówno mnie obchodzi, mówię, że istnieje między nami drobne nieporozumienie” (s. 16). Žižkowi chodzi o „nowe teoretyczno-polityczne pole walki”, którego stawką jest otwarcie zupełnie nowego rozdziału w myśleniu o sprawach społeczno‑ekonomicznych. Zmierza on do przekroczenia tego, co w przestrzeni idei może się wydawać wciąż najnowsze i obowiązujące, czyli myśli postmodernistycznej. Wedle Žižka postmodernizm jako teoria słabego podmiotu jest społeczną ideologią prowadzoną na smyczy globalnego kapitalizmu. Ogłaszając kres mocnych i totalnych prawd (wielkich „metanarracji”), a tym samym ograniczając jednostkę do jej lokalnych, niepewnych sądów i tworząc przestrzeń nieredukowalnego pluralizmu i radykalnej względności, postmodernizm ma być doskonałym sposobem na stworzenie ludzkiej zbiorowości, w której radykalna, totalna Zmiana będzie zupełnym niepodobieństwem. Będzie bowiem uznawana przez postmodernistyczne, stanowiące większość tej zbiorowości podmioty, za próbę restytucji totalitarnej z gruntu, a więc „niebezpiecznej” i „zakazanej” całościowej perspektywy, odwołującej się do jakiejś nadrzędnej sprawy, do jakiejś „naprawdę prawdziwej” prawdy.
Žižek uznaje dlatego postmodernizm „za idealny przykład >>pieprzenia<<”, a jego szeroko rozpowszechnione reperkusje światopoglądowe nazywa „niewiarygodną ilością bredni” (s. 10). Deklaracja, że to właśnie teoria postmodernistyczna g…obchodzi Žižka, stawia go jednak w bardzo kłopotliwej, by nie rzec „perwersyjnej”, sytuacji. Albowiem rozważań tych (i samego Žižka jako ich autora) nie można sobie wyobrazić bez postmodernizmu. Swoisty, lewicowy „post-postmodernizm”, o który chodzi słoweńskiemu myślicielowi, nie jest prostym powrotem do czasu „sprzed”. Mówiąc wprost to, czego sam Žižek explicite nie przyznaje, co bezwzględnie jednak zakładają jego analizy: postmodernizm trzeba uznać nie tyle za imperialną broń w walce z lewicową, nowoczesną ideologią równościowej emancypacji, ale za (słuszną koniec końców) reakcję na XX-wieczne, totalitarne próby jej realizacji. Jako próbę samoobrony przed kolejnymi, wyzwoleńczymi (rewolucyjnymi) ideologiami, które miały radykalnie ulepszyć świat, tymczasem z reguły przynosiły plon złowrogi. Obsceniczna „perwersja” Žižkowego położenia polega zatem na tym, że próbując zaprojektować i zainicjować nowy lewicowy zryw społeczny, musi cały zanurzyć się w postmodernistyczne „ekskrementy”. Musi posługiwać się wprawnie, a więc z pewną dozą upodobania i przyjemności(!), postmodernistycznym, „przykrym w zapachu i konsystencji” myśleniem i słownikiem, dyskutując z czołowymi przedstawicielami postmodernizmu i jego spadkobiercami.
Książkę Žižka można więc czytać jako próbę przezwyciężenia postmodernizmu od wewnątrz. Co, paradoksalnie, można określić również jako próbę zmierzającą do pomyślenia i stworzenia postmodernizmu na nowo; dokończenia lub poprawienia, a może w ogóle stworzenia go po raz pierwszy. Otwierając go w ten sposób na przyszłość, w której trzeba się będzie zmierzyć raz jeszcze ze sprawami przegranymi w nowoczesnej przeszłości – lub raczej z jedną społeczną Sprawą, przegrywaną na różne sposoby już po wielokroć. Można to samo powiedzieć w jeszcze inny sposób: stawką, o którą walczy Žižek, jest „lewicowy postmodernizm”, a więc de facto być albo nie być radykalnej lewicy w ponowoczesnym świecie.
Powtórzenie
Jak od wewnątrz podważyć postmodernistyczny „koniec historii”? Žižek nie ma wszak wątpliwości, że paradoksalnie to właśnie teza Fukuyamy najlepiej streszcza sytuację świata słabych podmiotów, które nie wierząc już w żadną nadrzędną prawdę, nie są w stanie podnieść ręki na najwyższą, wszechświatową regułę kapitalizmu z jego liberalno-demokratyczną nadbudową, co czyni je ostatnim akordem dziejów Zachodu. Należałoby się spodziewać, że Žižek posłuży się do realizacji tego celu przede wszystkim myślą Lacana. Dopiero jednak odwołanie do kategorii „powtórzenia”, wziętej tak, jak rozumie ją Heidegger, pozwala stworzyć mu ogólną ramę post-postmodernistycznego przedsięwzięcia.
Stawką przezwyciężenia postmodernizmu jest wedle Žižka możliwość przyszłości, czyli szansa zupełnie nowego otwarcia w przestrzeni zachodniej (dziś już globalnej) kultury. To nowe otwarcie ma mieć charakter rewolucyjnej zmiany globalnych stosunków społeczno-ekonomicznych. Ma być takim wydarzeniem, które zainicjuje nową erę w globalnych stosunkach społecznych, doprowadzając do pozytywnego zwieńczenia proces równościowej emancypacji. Chodzi więc o tego rodzaju społeczny zryw, który doprowadzi do ostatecznego przesilenia, a w efekcie do zniesienia starego, kapitalistycznego porządku, uniemożliwiając raz na zawsze jego przywrócenie. Sęk w tym, że w dzisiejszej świadomości człowieka zachodniego idea takiego rewolucyjnego zrywu jest zbyt obciążona poprzez historyczne asocjacje, aby można ją było traktować poważnie. Žižek doskonale zdaje sobie sprawę, że propagowanie idei lewicowej rewolucji społecznej dzisiaj, jeśli w ogóle ma być możliwe, musi wystrzegać się dwu zasadniczych strategii. Z jednej strony powrotu do dotychczasowych doświadczeń rewolucyjnych, bo oznaczałoby to powtórzenie również ich spektakularnego, strasznego w swoich przejawach, fiaska (wystarczy przywołać tu stalinizm oraz rewolucję kulturalną). Z drugiej strony strategii zapomnienia, która miałaby umożliwić dokonanie rewolucji zupełnie od nowa, bez „zbędnych”, odbierających animusz i polot, historycznych obciążeń. I tu ryzyko popełnienia tych samych błędów byłoby bowiem ogromne.
Žižkowa wizja zglobalizowanego świata ponowoczesności jest skrajnie negatywna. Pierwsza część książki, zatytułowana Stan rzeczy,opisuje położenie większej części ludzkości doby „płynnej nowoczesności” w sposób pozbawiony jakichkolwiek złudzeń. Dlatego tak ważne jest dla Žižka odnalezienie trzeciej strategii, która otworzyłaby na nowo możliwość rewolucyjnej, wydarzeniowej zmiany. Tą strategią ma być właśnie powtórzenie. Sens tego zabiegu można wyjaśnić w następujący sposób: wyciągając wnioski z historycznych doświadczeń, nie można dziś naiwnie wyobrażać sobie rewolucji, która będzie wolna od terroru płynącego z totalności Sprawy. Tym bardziej nie można w imię jej nadrzędności rozgrzeszać terroru w formie zapamiętanej przez historię. Można jednak spróbować inaczej zaprojektować ową rewolucyjną przemoc, próbując odnaleźć jej prawdziwe, emancypacyjne sedno, i wtedy dopiero terror ów powtórzyć. W takiej sytuacji powtórzenie nie będzie odtworzeniem tego, co było, ale zrobieniem tego samego „na nowo”, czyli w inny niż dotąd, nowy sposób, sięgając być może po raz pierwszy niezrealizowanej istoty (ukrytego potencjału) rewolucyjnej zmiany. Wymaga to jednak najpierw możliwie wnikliwego studium znanych z historii odsłon rewolucji i próby odszukania w nich tych prawdziwych, niewyzyskanych dotąd, rewolucyjnych znaczeń i sensów. Temu właśnie podporządkowana jest druga część książki, zatytułowana Lekcje z przeszłości, w której Žižek dokonuje między innymi bardzo śmiałej reinterpretacji pism Stalina i Mao-Tse Tunga.
Możliwość rewolucji dzisiaj
W esejach składających się na ostatnią część książki, zatytułowaną Co robić?, Žižek próbuje określić, na czym może (powinno) polegać powtórzenie rewolucji dzisiaj. Žižek podkreśla w dyskusji z Negrim, że celem rewolucji nie może być zniesienie władzy państwowej jako struktury reprezentacji na rzecz „pełnych rządów produktywnej ekspresji” spontanicznych ruchów społecznych. Dlatego podstawowym celem lewicowej myśli, przygotowującej nadejście Nowego, powinno być rozważenie pytania, „jakiego rodzaju reprezentacja powinna zastąpić istniejący liberalno-demokratyczny model państwa przedstawicielskiego” (s. 334). W szczególności nie może więc chodzić również o proponowany przez Badiou „dystans wobec formy państwa (…), gest >>wyłączenia<< siebie z formy państwa, ale bez niszczenia jej” (s. 359). Stanowisko Badiou jest w tej mierze dla Žižka wciąż nazbyt zbliżone do typowo „postmodernistycznego” ekskluzywizmu jednostkowej, względnie wspólnotowej samoobrony (poprzez nomadyzm, transgresję etc.) przed systemem „demokratycznego totalitaryzmu”. Badiou zakłada że „ktoś inny weźmie na siebie sterowanie machiną państwową, byśmy mogli oddawać się krytycznemu dystansowaniu wobec niego” (s. 360). Nie oznacza to jednak, że Žižek odrzuca w całości strategię politycznego „oddzielenia” w ramach liberalnego państwa. Chce je jednak traktować jako zaczyn nowego porządku, w żadnym razie zaś jako wyraz skrytej kapitulacji, której wyrazem jest uznanie dzisiejszego globalnego porządku kapitalistycznego za nieprzekraczalne tło wszelkich możliwych działań emancypacyjnych.
Zmierzaniu do zniesienia państwa na rzecz bezpośredniej ekspresji względnie do oddzielenia od systemu i do budowania w jego obrębie „wyłączonych” nisz, przeciwstawia Žižek powtórzenie…