I
Jesteś? Jesteś. Więc słuchaj: cela jest długa na siedem kroków, szeroka na sześć. Dokładnie siedem i sześć. W środku stół, łóżko, zieleń. Kolor przegniłej trawy. Psiakrew, obrzydliwy. Wszystkie ściany obrzydliwe. Obrzydliwie zielona podłoga, nawet okno. Tak, okno też zamalowano na zielono, więc i światło, które przez nie wpada jest obrzydliwie zielone. No, rzygać się chce. Tylko górna szyba czysta i lufcik można uchylić do połowy. Jak przystawić stolik i stanąć na palcach, to widać prawie cały dziedziniec. Ale w drzwiach jest małe, okrągłe okienko. Trzeba na nie uważać. Przez okienko spoglądają czasem żandarmskie oczy. Jeśli stoisz na stole, a drzwi się otworzą… Mogą się wtedy wydarzyć dwie rzeczy. To zależy.
Od tego, kto pojawi się w drzwiach. Czy jest pijany, czy trzeźwy. I jak długo tu pracuje. Czy już po obiedzie, czy jeszcze przed.
Od wielu rzeczy zależy.
Albo: wywlecze za nogi, metalowym knutem strzaska plecy – skóra będzie pękać i otwierać się jak przejrzały owoc, krew spłynie po drewnianej podłodze, wsiąknie w kamień.
Albo: splunie, a potem zamknie drzwi obrzydliwie zielonej celi, siedem na sześć.
II
Spisek zawiązał się w łukowskim gimnazjum, w starej szkole pijarów. Spiskowcami byli gimnazjaliści z Łukowa, studenci z Warszawy, urzędnicy, pomniejsi łukowscy oficjaliści. Na spotkania przychodził także nauczyciel miejscowej szkoły Jan Thierbach. Siadał w kącie i przysłuchiwał się dyskusjom. Broń miała pochodzić z prowincji. Planowali rozbroić stacjonujące rosyjskie oddziały. Jeśli zrobić to ostrożnie, naprawdę ostrożnie – by wieść nie rozniosła się zbyt szybko – mogłoby się udać.
Wszystkich aresztowano zimą. Dwieście osób. Jednego po drugim wskazał nauczyciel Jan Thierbach. Zapakowano ich w kibitki. Sznur wozów ruszył w stronę Warszawy. Skrzypiały koła. Było zimno, bolały kości. Widzieli, dokąd jadą. Przez kraty: w oddali, na stoku, wznosiły się ceglane mury. Cegła była czerwona, prószył biały śnieg.
Cytadela.
Śnieg skrzypiał, skrzypiały kibitki. Cytadeli nie zasłaniały ani drzewa, ani budynki. Gdy ją budowano dziewięć lat wcześniej, zburzono sto trzydzieści sześć domów i wydano zakaz stawiania nowych w promieniu dziewięciuset sześćdziesięciu trzech metrów. Pozostała pusta, naga przestrzeń z Cytadelą jak świętą górą.
Czternastkę z kibitek osadzono w celach X pawilonu. Organizatora spisku, Karola Levittoux, w celi z numerem 21. Był początek 1841 roku. Zanim spłonie, będzie jeszcze żył przez sześć miesięcy.
III
Tutaj, zobacz. „Koziczyńska, panna, ma lat 16”. Są też nagrobki, małe czarne krzyżyki, a nawet trumienki. Są napisy stare, już wytarte i są całkiem świeże. Litery koślawe, kreślone niepewną ręką i grube, mocne, litery jak manifesty. Napisy wyskrobane, wyrysowane, wykłute przez byłych więźniów na ścianach, na drzwiach. Ale ten jeden zastanawia najbardziej. „Koziczyńska, panna, ma lat 16”. Ko–zi–czyń–ska. Ma lat 16. A może miała? Nie jest dobrze z Imperium, skoro lęka się szesnastoletnich panien Koziczyńskich.
Kroki za drzwiami. Nierówne, żandarm znów popił.
Więc? Nie powiedziałeś, tak? Mogłeś powiedzieć. To proste pytania, są na nie proste odpowiedzi. A ty milczysz. Dlaczego milczysz? Jutro powiesz? Bo jutro znów będą pytać. I pojutrze. Zawloką przed komisję. W komisji zawsze są ci sami i pytania zawsze są te same. Tylko ty nigdy nie odpowiadasz. Kiedy nie odpowiadasz, oni mówią liczbę. Na przykład „20” albo „40”. Żandarm wyjmuje knut i zaczynać liczyć nim po twoich plecach. Knuty są różne: dłuższe, krótsze. Są knuty drewniane i knuty metalowe. Takie, które tylko obijają mięśnie i takie, które rozrywają skórę. Możesz krzyczeć. Krzycz. Mury są grube, wystarczająco grube, żeby dokładnie krzyk wytłumić. I w końcu odpowiesz.
IVOpowieść o więźniu celi numer 21 Karolu Levittoux tworzą przypadki. Zdarzenia błahe, niespodziewane. Albo z pozoru niezwiązane z opowieścią. Przypadek pierwszy. Francuz Pierre-Maturin Levittoux Desnouettes razem z wojskiem Napoleona rusza w 1812 roku na Moskwę. Kiedy cesarz zarządza odwrót, Pierre postanawia zostać w Polsce. Żeni się z Polką, Marią z Życińskich. Osiada w Kępkach, szlacheckim zaścianku (stan z 1827 roku: 31 domów, 147 osób). Karol rodzi się prawdopodobnie w 1820 roku. Przypadek drugi. W Łukowie, w gimnazjum pijarów, Karol poznaje Tytusa Gumowskiego i Stanisława Dubois. Razem czytają zakazane druki, interesują się polityką. W 1839 roku Levittoux zakłada w Łukowie tajną organizację – Związek Patriotyczny. Przypadek trzeci. Warszawskie filie Stowarzyszenia Ludu Polskiego i Konfederacji Narodu Polskiego, dużych organizacji spiskowych, zostają rozbite. Tworzy się luka w kierownictwie ruchu wyzwoleńczego. Na czoło konspiracji młodzieżowej wybija się więc łukowski Związek Patriotyczny, który wchłania resztki warszawskiej organizacji. Przypadek czwarty. Do organizacji przyjęty zostaje nauczyciel zdrajca, Jan Thierbach. Zaczynają się masowe aresztowania. Przypadek piąty. Szesnastego kwietnia 1841 roku Aleksander Nikołajewicz, carski syn, żeni się z Marią Hessen-Darmstadt. Z okazji ślubu władze ogłaszają amnestię. Z więzienia wychodzą łukowscy spiskowcy. Wszyscy oprócz Levittoux. Nie powodzi się próba ucieczki. Śledztwo trwa dalej. Levittoux jest głodzony. W nocy budzi się go, gdy tylko próbuje zasnąć. Jego plecy przyjmują dwa tysiące pałek. Czterysta co drugi dzień. Przypadek szósty. Mimo tortur Levittoux nie składa obciążających zeznań. Nie przyznaje się do winy. Milczy. Komisja decyduje o przerwaniu dochodzenia. Stwierdza prawdopodobnie, że skoro nie złamał się do tej pory, to nic się z niego już nie wyciągnie. Dwunastego maja zostaje wydane postanowienie o zesłaniu na katorgę. Namiestnik zwleka z podpisem, więc nikt nie ogłasza decyzji oficjalnie. Przypadek siódmy. Levittox jest wycieńczony fizycznie i psychicznie. Nie wie, że na biurku namiestnika leży dokument o zakończeniu śledztwa. Rozmyśla. Siódmego lipca od samego rana wyraźnie się niecierpliwi. Siedzący w celi naprzeciwko Jan Siesicki wspomina później: „Przez okienko więzienne…