Subskrybuj

O Leszku Kołakowskim, obiektywnie i subiektywnie

Ostatni raz widziałem Kołakowskiego dwa lata temu w Budapeszcie, tuż po wręczeniu mu doktoratu <em>honoris causa</em> na Central European University. Wymieniliśmy tylko kilka słów, ale powitał mnie jak zwykle serdecznie i z uśmiechem. Przypuszczam, że była to nagroda za to, co zrobiłem dla niego prawie 40 lat temu.

Leszek Kołakowski jawi mi się co najmniej w trzech odrębnych rolach, wybijając się w  trzech gałęziach sztuki czy raczej literatury – jako wybitny filozof, a także jako intrygujący pisarz i historyk kultury. Choć sam nie jestem filozofem, dzieliłem z nim pasję pisarską i naukową. Fascynacja jego dziełem zaczęła się jednak od jego esejów politycznych. Jak wiadomo, poglądy polityczne odcisnęły trwałe piętno na jego filozofii, co nie było znowu tak rzadkie w niespokojnym dwudziestym wieku.

Kołakowski jako eseista polityczny i rewizjonistyczny filozof zrobił na mnie wrażenie jeszcze w 1956 roku. To wtedy opublikował serię artykułów dla reformatorskiego tygodnika „Po prostu” i inne doniosłe eseje, które złożyły się na obszerną część anglojęzycznego tomu Marxism and Beyond (London 1968). Tenor tych tekstów był zdecydowanie antystalinowski i rewizjonistyczny, ponieważ kwestionował niektóre zasady marksizmu-leninizmu – na przykład w eseju Odpowiedzialność i historia Kołakowski rozważał temat moralnej odpowiedzialności jednostki za udział w szerzeniu historycznego „postępu”.  W innym eseju – Kapłan i błazen – kwestionował wszelkiego rodzaju ślepe zaangażowanie ideologiczne. Wczesne pisarstwo Kołakowskiego powinno być zapamiętane zarówno ze względu na wpisaną w nie aktualność, jak i z powodu potężnej politycznej „energii kinetycznej”, którą zawierało.

Po raz pierwszy spotkałem go we wrześniu 1967 roku w Warszawie, kiedy uczestniczyłem w kursie dla polonistów. Kołakowskiemu przedstawił mnie mój przyjaciel Wiktor Woroszylski. „Po prostu musisz poznać Leszka” – powiedział i choć w tamtych latach straciłem już zainteresowanie filozofią marksistowską, ruszyłem za nim. Od pierwszej wizyty towarzyszyło mi nieodparte wrażenie, że jeśli Leszek Kołakowski pozostawał marksistą, to z punktu widzenia kościoła marksistowsko-leninowskiego był z pewnością „protestantem”. Po wtóre, czytając jego dzieła, które ukazywały się już po książce o Spinozie (słyszałem o niej, ale jej nie czytałem), uświadomiłem sobie jego siłę jako otwartego i wyważonego historyka kultury. Ale zarazem czytając przypowieści biblijne i bajki filozoficzne, byłem zafascynowany jego umiejętnością analizowania pewnych mitów kulturowych ze wspaniałą ironią i niebywałym rozmachem. W końcu jednak jego odważne przemówienie, które wygłosił w 1966 roku na Uniwersytecie Warszawskim (dało ono początek tzw. sprawie Kołakowskiego, zachęcając wielu rewizjonistycznych pisarzy do opuszczenia PZPR), wzbudziło mój szczery podziw. A zatem w lecie 1967 roku byłem już przygotowany, by tłumaczyć Kołakowskiego (na węgierski[1]) i pomóc mu zyskać szerszy rozgłos w obszarze języka angielskiego.

Po zredagowaniu wschodnioeuropejskiego numeru amerykańskiego periodyku kulturalnego „Tri-Quarterly” (wiosna 1967, nr 9), który gromadził miedzy innymi utwory Witolda Gombrowicza, Czesława Miłosza, Jana Kotta i Mirona Białoszewskiego, znalazłem się w Evanston u naczelnego „Tri-Quarterly” Charlesa Newmana (jego żona była tancerką baletową i podobnie jak ja emigrantką węgierską z roku 1956; pewnie dlatego byłem mu bliższy niż inni Europejczycy wschodni). Newmana ucieszył sukces numeru wschodnioeuropejskiego „Tri-Quarterly”, który wywołał niemały ferment w Stanach Zjednoczonych i w Europie. Na fali tego zainteresowania otrzymał propozycję od Quadrangle Books z Chicago, by opublikować specjalny zbiór w formie książki. Tom ten: New Writing of East Europe, podobnie jak wspomniany numer „Tri-Quarterly”, zawierał esej Kołakowskiego zatytułowany Jezus Chrystus – prorok i reformator, przetłumaczony na angielski przez polsko-amerykańskiego językoznawcę i filozofa Henryka Hiża[2]. Był on dobry jako przykład tekstu o Jezusie zdeklarowanego eksmarksistowskiego ateisty – lecz jako że w tamtym czasie zapoznałem się już z innymi, świeższymi tekstami Kołakowskiego, kiedy siedziałem w styczniu 1969 roku w gabinecie Charlesa Newmana w Northwestern University w Evanston, a on zapytał mnie o kolejny możliwy projekt do zrealizowania, natychmiast zaproponowałem specjalny numer o Kołakowskim.

Muszę przyznać, że Newman, ambitny i impulsywny młody pisarz amerykański, był hojnym redaktorem. Kiedy usłyszał nazwisko Kołakowskiego (który w tym czasie opuścił Polskę i znalazł się w Kanadzie), od razu zgodził się ze mną, zadając kolejne istotne pytanie: „Ale gdzie on teraz jest?”. Wiedziałem, że Kołakowski jest w Montrealu na Uniwersytecie McGill, gdzie wykładał prawdopodobnie po francusku (angielski znał wtedy słabo), więc Newman sięgnął po słuchawkę, mówiąc: „Zadzwońmy do niego”. Taki był początek projektu, który w 1971 roku zaowocował dobrze ocenionym zbiorem zatytułowanym: Leszek Kołakowski Reader.

Idea przyświecająca temu wyborowi była prosta: zaprezentować anglojęzycznemu czytelnikowi wszechstronne uzdolnienia Kołakowskiego, tzn. pokazać go nie tylko jako filozofa rewizjonistę, lecz także jako pisarza wkraczającego na obszar etyki i historii kultury, jako krytyka modnych teorii, a wreszcie jako autora bajek, a nawet sztuk teatralnych. Zadanie zdawało mi się tak potężne, że nie mogłem podjąć się redakcji i wyboru tekstów w pojedynkę – potrzebowaliśmy profesjonalnego filozofa, którego znaleźliśmy w osobie George’a L. Kline’a z Bryn Mawr College. Kline miał zatwierdzić i zredagować filozoficzne eseje w zbiorze, całą resztę miałem zebrać sam z różnych źródeł i od rozmaitych tłumaczy. Przygotowania zabrały dwa lata, lecz ostatecznie myślę, że były warte długotrwałego wysiłku, który objął wielu tłumaczy oraz, na krótko, ożywioną korespondencję z samym autorem[3].

Pierwszy list z 11 lutego 1969 roku został wysłany przez Kołakowskiego z Montrealu (2400 Benny Crescent, Apt. 501). Najpierw dziękuje mi za pomysł wydania Leszek Kołakowski Reader, zgadzając się z moją sugestią, że powinniśmy przede wszystkim zlecić przekłady tych esejów, które nie były jeszcze dostępne po angielsku. Najbardziej zafascynował mnie pierwszy z nich – Psychoanalityczna teoria kultury –przetłumaczony przez Michaela Montgomery’ego[4], który bez wahania włączyłem do naszego specjalnego numeru. Kolejny, poświęcony Teilhardowi de Chardin, miał być raczej odrzucony, jako że Kołakowski przeznaczył go (jak wyznaje w liście) do księgi pamiątkowej  dedykowanej profesorowi Janowi Patočce. W odpowiedzi na moją sugestię, by dodać coś z fascynującego zbioru Rozmowy z diabłem (PIW 1965), Kołakowski zdecydował się na Stenogram z metafizycznej konferencji prasowej Demona… Przyjąłem to z entuzjazmem, ponieważ rzadko w historii filozofii (czy w tym przypadku teologii) zdarza się tekst, w którym diabeł tak przekonująco dowodziłby swego istnienia. W istocie na dziewięć pytań postawionych mu przez dziennikarzy odpowiada w duchu dialektycznym; szczerze mówiąc, niektóre z jego argumentów wydają mi się trudne do zbicia. Byłem pod tak wielkim wrażeniem tego eseju, że sześć lat po opublikowaniu go w brawurowym przekładzie Theresy Fand Prout przetłumaczyłem go i opublikowałem po węgiersku – jednak nie na Węgrzech, lecz w najbardziej niepokornym miesięczniku węgierskiej awangardy w Jugosławii[5].

W tym samym liście Kołakowski rekomenduje do Leszek Kołakowski Reader sztukę Żebrak i ładna dziewczyna, wcześniej opublikowaną w miesięczniku „Dialog”. Przystałem na tę propozycję i w 22. numerze „Tri-Quarterly” zamieściliśmy ją w przekładzie Nicholasa Bethella pod tytułem The Beggar and the Pretty Girl. Choć koniec końców jako dramaturga od Kołakowskiego wolałem Mrożka, pomyślałem, że uczciwość wobec tego pierwszego nakazuje, by pokazać możliwie najwięcej aspektów jego pisarstwa, a ta jednoaktówka dobrze przystawała do ogólnego obrazu.

W następnym liście (25 lutego 1969) Kołakowski uprzedza, że prześle mi kilka maszynopisów, i sugeruje, by przełożyć kilka następnych esejów.  Z tych tekstów odrzuciłem Wielkiego filozofa napisanego do Księgi pamiątkowej Tadeusza Kotarbińskiego, ale z przyjemnością zaakceptowałem dowcipną i łatwą w lekturze Epistemologię strip-tease’u („Twórczość” 1966, nr 4), której lekko skróconą wersję  opublikowaliśmy w Leszek Kołakowski Reader w przekładzie Louisa Iribarne’a z University of Toronto. (Iribarne zasłynął jako doskonały tłumacz NienasyceniaWitkacego, miałem więc…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Nieobecność Kołakowskiego