Filozofia, jak powieść i dramat, ma swoich bohaterów głównych i drugoplanowych. Wszyscy są ważni, choć każdy na swój sposób. Najwierniejszym z bohaterów Leszka Kołakowskiego jest kapłan, za nim idą kolejno błazen, postępowy wyzwoliciel i wreszcie sceptyk. Pozostałe liczne postaci jego opowieści zostawię na boku. Niegdyś twierdzono, że myśl Leszka Kołakowskiego rozpięta jest między postaciami kapłana i błazna. Pierwszy wierzył i utrwalał wszelkie religijne i świeckie absoluty. Przyjmował je bezkrytycznie. Był konserwatystą z nawyku i potrzeby ducha. Naprzeciw niego stawał błazen – ktoś, kto śmiejąc się, pozostaje najgłębiej poważny. Z natury był demaskatorem i istotą pełną niepokoju. Lubił spór, prawił impertynencje, przeciwstawiał się całemu światu. Błazen wedle Kołakowskiego był oczywiście bohaterem pozytywnym, przedstawionym jako istota obdarzona intelektem, wrażliwością, a do tego odwagą. Nie tylko dlatego, że nie bał się konfrontacji i wpisanego w taką sytuację ryzyka, ale też dlatego że miał w sobie wewnętrzną siłę, by rozpoznawać wokół siebie niesprawiedliwości, złudzenia. A rozpoznając je, bynajmniej nie pragnął wyrównania konfliktów i napięć. Tom esejów Kultura i fetysze (1967) i rozprawa Obecność mitu (napisana w roku 1966, wydana po raz pierwszy w 1972), w które się wczytywałem jeszcze na studiach, są znakomitym rozwinięciem szkicu Kapłan i błazen (publikacja w roku 1959). W roku 1967 roku ukazał się doniosły, a mało doceniany, szkic ukazujący opatrzoną cudzysłowem postać „wielkiego filozofa” („Wielki filozof” jako kategoria historyczna). Pojawienie się tej postaci wskazuje na to, że do języka teoretycznego wkroczyła nowa perspektywa intelektualna. Nie sposób mówić o wielkim filozofie, nie odchodząc od teorii redukcjonistycznych (w tym marksizmu czy psychoanalizy), jak i powszechnego wówczas historyzmu. Z niezwykłą skrupulatnością i starannością Kołakowski za Karlem Jaspersem przypomniał, że wielkość ma charakter przedmiotowy przez osiągnięcia, „ale staje się prawdą dzięki swojej jednorazowej niepowtarzalności”. Wielkość filozofii odkrywamy, medytując nad wielkimi dziełami filozofów. Nie sposób, powiadał Kołakowski, być poważnym myślicielem, nie podejmując rozmowy z wielkimi ideami wspartymi powagą tradycji, nie przyjaźniąc się z Erazmem z Rotterdamu czy Michelem Montaigne’em. Pisał tak, by w następnym już zdaniu niemal wprost stwierdzić, że rozmowa kapłana z błaznem jest w sumie mało twórcza, bo z tej konfrontacji nie jest się w stanie wywieść tego, co naprawdę ważne i twórcze. Z pewnością, edukacja historyczno-filozoficzna jest wielu nam bliższa właśnie przez swoją wstrzemięźliwość filozoficzną, nieufność sceptyczną do pozytywnych „systemów”. Jest atoli w owej nieufności jakby chęć ochrony przed „wielkimi pytaniami”, ucieczka od zaangażowania filozoficznego, lęk przed śmiesznością, jakie kryje w sobie wszelka pretensja do rozumienia świata. Warszawska „szkoła” historyków idei – o której przed laty pisałem – do czasu tego szkicu znajdowała się w pół drogi na etapie rozprawy ze stalinizmem i absolutyzmem i pozostawała w kręgu historycystycznego ideału. Od tego momentu szkoła – jeśli takowa była – całkiem zanikła. Mam wrażenie, że tymi namiętnymi słowami odkrywał autor swoją odmienną lub mniej publicznie znaną naturę, przekraczając dotychczasowe i nałożone na siebie samoograniczenia. Pojęcie absolutu przestaje być rodzajem „worka”, do którego wpadały ideologie marksistowska czy nacjonalistyczna, jak również religie i filozofie metafizyczne. Ten worek rozerwał się i nie wymagał załatania. Odtąd nie ma już powodu, by twierdzić, że poprzez myśliciela wyraża się epoka albo że nie jest istotne, co kto myśli, byle był krytyczny i błazeński. Jest „wieki filozof” tym, kto „udostępnia pewną twarz autentycznego bytu” i odkrywa nam, jakie idee są wartościowe, jakie pomniejsze czy kruche. Wielki filozof stawia pytania, dotyka kwestii fundamentalnych i bez jego świadectwa oraz nauk nie sposób poważnie filozofować ani dzisiaj, ani kiedykolwiek indziej. Razem z tym esejem kończy się – moim zdaniem – pokusa „uogólnionego relatywizmu”, który po latach nazywał sam Kołakowski sposobem na uświęcenie naszej obojętności. Wprowadzając kategorię wielkiej filozofii, Leszek Kołakowski przekonuje nas też do tezy, że wielka europejska filozofia wyrasta z chrześcijaństwa, a współczesne pytania filozofów dawnych i obecnych są zsekularyzowanymi wersjami zagadnień nurtujących mnichów i kapłanów przynajmniej od kilkunastu stuleci. Chrześcijaństwo pozostaje z nami (nawet bezbożnikami) jako seminarium europejskiego ducha. Można powiedzieć jeszcze mocniej: jest obecną Nicością (dodałbym – przez kabałę luriańską opisywaną Ain Sof). Można tę samą myśl wyrazić jeszcze inaczej: my nie żyjemy w epoce postnowoczesnej, posttradycyjnej, czasach rzekomo będących początkiem czegoś nowego, ale w epoce sekularyzacji, czyli myślimy przez odniesienie, spór, dialog z dziedzictwem wielkiej uniwersalnej religii. Leszek Kołakowski wiedział o chrześcijaństwie niemal wszystko. Mało go ciekawiły inne biblijne religie: tylko mimochodem zajmował się judaizmem oraz islamem. Rzadko zresztą podejmował się komentowania Biblii. Wracał tylko do kilku ewangelicznych przypowieści. Pisał tak, jakby czytanie Tory i ksiąg prorockich (Tanach), należało do prywatnego obowiązku myśliciela, a nie stanowiło przestrzeni, w której się poruszał i pracował. Jego filozofia pracowała – jeśli tak można powiedzieć – na ideach, na pojęciach, na historii ludzkich mitów, dogmatach, marzeniach zaświadczonych przez utopistów, bodaj nigdy nie wkraczając do doświadczeń i wydarzeń niezapośredniczonych ideami. Rzadko dotykał zapisanych w literaturze (a najważniejsza jest poezja) czy religijnych przypowieściach teoretycznie nieuporządkowanych zjawisk. Kołakowski pozostał wierny do końca warsztatowi historyka wielkich idei badającego ich antynomie i genealogie. Interesował Kołakowskiego spór między racjonalizmem i objawieniem tylko w nowożytnej wersji. Natomiast w najmniejszym stopniu obchodził go spór znany z pism Lwa Szestowa czy pism Leo Straussa między symbolicznymi stolicami Europy: Atenami i Jerozolimą. Racjonalizm nowożytny i nowoczesny, ten, który…
Dr hab., socjolog i historyk idei, znawca tradycji liberalnej, b. dyrektor Żydowskiego Instytutu Historycznego, komentator Biblii hebrajskiej. Autor książek m.in.: Pamięć po komunizmie (2005), Żydokomuna. Interpretacje historyczne (2012), Pięć ksiąg Tory. Komentarze (2012), Wieczny Hiob (2018)....