Subskrybuj
Dziennikarz, zastępca redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego”. Od początku europejskiego kryzysu migracyjnego w 2014 r. zajmuje się głównie tematyką związaną z uchodźcami i migrantami. W latach 2005–2010 redaktor miesięcznika „Znak”.

Pamiętnik dziwnego czasu

Dziewiątego listopada tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego dziewiątego roku, w dniu, w którym w Berlinie zawalił się komunizm, amerykański dziennikarz Robert D. Kaplan był w Prisztinie, głównym mieście Kosowa, wówczas jeszcze w granicach socjalistycznej Jugosławii.

W ciągu dnia obserwował zamieszki między Albańczykami i serbską milicją; wieczorem usłyszał w Radiu BBC, że podział na demokratyczny Zachód i komunistyczny Wschód właśnie przestaje obowiązywać. W chwili, gdy w Europie kończyła się zimna wojna, wiedział, że sam znajduje się już na froncie następnej. Zaślubiony uprzednio z Bałkanami (jego żoną jest Greczynka), gdzie mieszkał przez kilka lat, pamiętał o – destrukcyjnej tam jak nigdzie indziej – sile historii; przekonany zaś o tym, że w regionie nie ma ona charakteru linearnego, lecz „przeskakuje z miejsca na miejsce i zatacza koła”, a wydarzenia z przeszłości stają się przedmiotem publicznej dyskusji w najmniej oczekiwanych momentach, postanowił wyruszyć w kolejną podróż po krajach półwyspu.

Owocem tych wizyt stała się książka: Balkan Ghosts. A Journey Through History. Skończona w 1990 roku, a wydana po raz pierwszy trzy lata później, stała się dla czytelnika z Zachodu czymś więcej niż tylko pierwszym przewodnikiem po regionie oczyszczonym z komunizmu. Dzieło Kaplana wywarło wielki wpływ na świadomość dotyczącą Bałkanów. To w dużej mierze za jego pośrednictwem amerykańscy dziennikarze i politycy w ekspresowym tempie przyswajali sobie wiedzę o regionie w czasach, w których wszystko działo się tak szybko. Najbardziej znana anegdota dotycząca Balkan Ghosts głosi, że to pod wpływem jej lektury prezydent Clinton powstrzymał się od decyzji o nalotach na pozycje serbskie w Bośni w 1993 roku. Richard Holbrooke, współtwórca amerykańskiej polityki wobec krajów byłej Jugosławii, przywołuje wspomnienia byłego wydawcy sarajewskiego dziennika „Oslobođenje”, zdaniem którego książka Kaplana wpłynęła na pogląd Clintona, że w Bośni nic nie można uczynić, „dopóki tych ludzi nie zmęczy wzajemne zabijanie się”; twierdzi również, że dwa lata później stała się ona przedmiotem dyskusji w amerykańskim Senacie1.

Niezależnie od dystansu, jaki wobec traktowania książek podróżniczych jako źródła informacji dla polityków okazywał sam autor („nic nie jest tak potężne i niebezpieczne jak książka” – pisał Kaplan w czasie natowskich nalotów na Jugosławię w 1999 roku; „pierwsza książka na jakikolwiek temat przytłacza czytelnika, ale już lektura dziesiątej z kolei pomaga tę pierwszą umieścić we właściwym kontekście”2), oraz pomimo wielokrotnych zapewnień, że popierał amerykańskie zaangażowanie wojskowe w byłej Jugosławii, zawarta w Balkan Ghosts teza o przemożnej, ubezwłasnowolniającej mocy historii, wobec której polityka Zachodu pozostaje bezsilna, do dziś stanowi argument w rękach tych, którzy na Sawie i Dunaju chcieliby widzieć granicę oddzielającą Bałkany od kierujących się w polityce zasadami logiki państw prawdziwej, cywilizowanej Europy.

To dobrze, że wydawnictwo Czarne zdecydowało się na polski przekład tej książki. Szkoda tylko, że dzieło Kaplana stało się u nas powszechnie dostępne dopiero siedemnaście lat po pierwszym wydaniu. Wyposażeni bowiem w wiedzę na temat wydarzeń w byłej Jugosławii, Rumunii czy Bułgarii po 1990 roku, zupełnie inaczej, niż czynilibyśmy to wtedy, odczytujemy słowa autora. Dziś jest to rzeczywiście „dziesiąta” książka o Bałkanach. Spory na temat historycznych uwarunkowań tamtejszej polityki toczyły się na łamach prasy przez całe lata 90. i przeciętny polski czytelnik może czuć się nimi znużony. Nigdy jednak nie jest za późno na poznawanie tego regionu – w przypadku Bałkańskich upiorów. Podróży przez historię przyjęcie perspektywy amerykańskiego dziennikarza, streszczającego w jednym tomie wielowiekową historię kilku państw (i cywilizacji), nie oznacza wcale, że prawdy tu podane mają naiwny charakter. Siłą Kaplana są właśnie krótkie i celne stwierdzenia-syntezy, w rodzaju tego, że każdy naród bałkański domaga się przywrócenia mu takich granic, w jakich istniał, kiedy jego własne imperium osiągnęło szczyt rozwoju terytorialnego, co miało zwykle miejsce w głębokim średniowieczu (s. 117), lub poniższego, jakże trafnego, wyjątku z opisu Rumunii:
Rumunia była odbiciem świata Dostojewskiego: upiorną bizantyjską ikoną, pełną cierpiących i rozgorączkowanych postaci, których umysły spaczył gniew i wiara w obłędne półprawdy i spiski (s. 297).

Wszystkie te stwierdzenia są w równym stopniu banalne, co oddające prawdę.

Historia na gorąco

Książka Bałkańskie upiory. Podróż przez historię ma jeden podstawowy walor: utrwala specyficzny moment w historii regionu, ów dziwny czas pomiędzy, kiedy ekipy telewizyjne zdjęły już kamery ze statywów na ulicach Bukaresztu, ale jeszcze nie zdążyły ich zainstalować w Sarajewie. Wciąż federacyjna, choć coraz mniej socjalistyczna Jugosławia ciągle istniała (Zachód miał zresztą głęboką nadzieję, że będzie istnieć długo), przyszłość Rumunii po egzekucji Nicolae Ceauşescu rysowała się bardzo niepewnie (autor znakomicie opisuje ówczesne rumuńskie „upiory”: strach przed Węgrami, rządzącym Frontem Ocalenia Narodowego, będącym w istocie partią komunistyczną w nowym przebraniu, czy agresywnym nacjonalizmem, dziedzictwem faszystowskiego Legionu św. Michała Archanioła), zaś Bułgaria i Albania były dopiero na początku długiego procesu uzdrawiania swoich struktur państwowych.
Był to również czas, w którym izolowane dotąd za sprawą zimnowojennych podziałów konflikty zyskały nowy, międzynarodowy wymiar. Przykładem służy choćby sprawa Macedonii, której dążenia do niepodległości ożywiły historyczny spór między Macedończykami, Grekami i Bułgarami, a także tzw. kwestia albańska. Oprócz żelaznej kurtyny, która „zapadła do Triestu nad Adriatykiem” były też inne, bałkańskie mury: ten na przykład, który odzielał titowską Jugosławię od poststalinowskiej Europy Wschodniej, czy te, które izolowały Albanię Hodży i Rumunię Ceauşescu od jednego i drugiego. Upadek lokalnych dyktatur obnażył te państwa przed ich sąsiadami, a podróże Roberta D. Kaplana przypadły na czas budowania nowej tożsamości, w dużej mierze opartej na niezabliźnionych ranach z przeszłości. Czy więc autor tego chciał czy nie, w warstwie sprawozdawczej jego książka stała się czymś w rodzaju „pisania na gorąco” Timothy’ego Gartona Asha i bałkańską wersją jego History of the Present. Kaplana od Asha różni jednak cel podróży: podczas gdy brytyjski historyk, przyjaciel Michnika i Havla, nie tylko świadkował, ale i uczestniczył w środkowoeuropejskich rewolucjach 1989 roku, Amerykanin na Bałkany przyjechał już po upadku komunizmu. Jak sam pisze, jego celem nie była obserwacja rewolucji, ale okresu tuż po nich, kiedy ludzie zaczynali dostosowywać się do życia w nowych warunkach. Wbrew jednak tej deklaracji, wizyty Kaplana w Chorwacji, Serbii, Albanii i Macedonii przypadły bardziej na okres „szykowania się do” niż „dostosowywania się po”, zaś opis Bułgarii oparty jest w dużej mierze na wspomnieniach jeszcze z lat 80. Tak naprawdę dziennikarz osiągnął swój cel tylko w przypadku Rumunii, do której przybył kilka miesięcy po egzekucji „Słońca Karpat”.

Opisowi Rumunii – podobnie jak Grecji – poświęcił Kaplan obszerną część Bałkańskich upiorów.To ciekawe, zważywszy na fakt, iż oba te kraje stanowią dla badaczy zajmujących się regionem największe wyzwanie klasyfikacyjne: często podważa się ich przynależność do regionu, w przypadku pierwszej wskazując na silne związki z kulturą romańską i węgierską, w przypadku drugiej – na spuściznę antyku i kulturowo-polityczne powiązania z Zachodem. Być może zresztą to właśnie Rumunia jest w książce przedstawiona najmniej sprawiedliwie: za podstawę jej opisu służy autorowi podróż odbyta tuż po rewolucji. Rumuńskie fabryki „wydawały się należeć do niższego kręgu piekieł” (s. 187), kontrola celna zawsze była „nieprzyjemna”. Robert D Kaplan nie pozostawia żadnych wątpliwości, które kraje przypadają mu do gustu, a które nie. Opis pobytu w Rumunii rozpoczyna od przedstawienia czytelnikowi hotelowych prostytutek, natomiast…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Korporacja z ludzką twarzą