Subskrybuj
Wybitna konserwatywna historyk idei, emerytowana profesor City University of New York. Po polsku wydano: Jeden naród, dwie kultury (2007).

Iluzje kosmopolityzmu

Kosmopolityzm ładnie i szlachetnie brzmi, ale jest iluzją, która ­–jak to z mrzonkami bywa – jest niebezpieczna. Bardziej pożytecznym przedsięwzięciem byłoby rozróżnienie między „narodowością” jako naturalnym komponentem człowieka i ekscesami oraz wynaturzeniami popełnianymi w imię „nacjonalizmu” – czyli między patriotyzmem szlachetnym i nieszlachetnym.

Zostałam zaszczepiona przeciw kosmopolityzmowi w młodym wieku1. Tuż po wybuchu II wojny światowej w ramach kursu historii dla pierwszoroczniaków nasz profesor wyjaśniał, że obserwujemy przedśmiertne drgawki nacjonalizmu. Nacjonalizm miał być fenomenem dziewiętnastowiecznym, romantycznym produktem ubocznym państwa narodowego w jego rozkwicie. Ledwo co przetrwał pierwszą wojnę światową, a druga miała nieuchronnie doprowadzić do jego końca, dając początek porządkowi kosmopolitycznemu, wiernemu uniwersalistycznym ideałom Oświecenia. Ów profesor, znakomity uczony, mówił przekonująco, gdyż dysponował osobistą i naukową wiedzą na ten temat. Jako świeży niemiecki emigrant posiadł intymne, tragiczne doświadczenie tego anachronizmu zwanego nacjonalizmem.

Ale nawet wtedy, jako szesnastolatka, wiedziałam, że coś w tym scenariuszu szwankuje. Przypomniałam sobie z wcześniejszych wykładów tego kursu, że przecież samo Oświecenie zrodziło agresywny nacjonalizm. A jako Żydówka byłam boleśnie świadoma tego, że zajadły patriotyzm niedawno przekształcił kraj oświecony i cywilizowany w barbarzyński i zbrodniczy. Także mój młodzieńczy flirt z trockizmem nie rozwiał wątpliwości co do nadciągającego tryumfu kosmopolityzmu. Byłam gotowa wierzyć w większość założeń doktryny marksistowskiej – w walkę klas, nieuchronność rewolucji, tryumf proletariatu – lecz nie w zanikanie państwa. Przykład Związku Radzieckiego, wzmocniony przez lekturę Michelsa i Pareta, raczej nie budził zaufania do tej szczególnej zasady.

Jeśli nawet snułabym uporczywe fantazje kosmopolityczne, rozwiałyby się one po londyńskiej konwencji Independent Labour Party, w której wzięłam udział zaraz po wojnie. Konwencja jednogłośnie i entuzjastycznie przyjęła rezolucję na rzecz Zjednoczonej Europy. Wizy, paszporty i inne stygmaty obywatelstwa miały być zniesione, jednocząc Anglików i Europejczyków w powszechnym braterstwie. (W tamtym czasie „braterstwo” było wciąż dopuszczalnym terminem). W ślad za tą rezolucją natychmiast pojawiła się następna opowiadająca się za niepodległą Szkocją. Ta także została jednogłośnie przyjęta. Pół wieku później kwestie Zjednoczonej Europy i niepodległej Szkocji są wciąż żywe – i ci sami ludzie są rzecznikami obu, nie będąc świadomi sprzeczności.

Esej Marthy Nussbaum Patriotyzm i kosmopolityzm przywołuje te młodzieńcze wspomnienia2. Pean na cześć kosmopolityzmu nie mógł przyjść bardziej w porę lub nie w porę, jak mógłby ktoś pomyśleć. Właśnie teraz, gdy Unia Europejska staje przed ogromem problemów, a „eurosceptycyzm” szerzy się w Wielkiej Brytanii i gdzie indziej, gdy dewolucja rodzi obawy zredukowania Wielkiej Brytanii do „małej Anglii”, a multikulturalizm w Stanach Zjednoczonych rzuca wyzwanie samej idei e pluribus unum, gdy – co bardziej złowrogie – w byłej Jugosławii i w byłym Związku Radzieckim wybuchły krwawe wojny nacjonalistyczne i gdy nacjonalizm sprzymierzony z fundamentalizmem religijnym udowadnia, że jest nieprzemijającym źródłem nie tylko konfliktu na Bliskim Wschodzie, ale także terroryzmu w Stanach Zjednoczonych, Nussbaum śmiało wzywa nas do popierania starożytnego ideału kosmopolityzmu. Nasza lojalność, jak mówi, winna kierować się ku „światowej wspólnocie ludzi”. Jest to nie tylko ideał, do którego winniśmy aspirować; jest on bardziej rzeczywisty niż nacjonalizm, „odpowiedniejszy dla naszej sytuacji w świecie współczesnym”. Co więcej, nacjonalizm i jego owoc patriotyzm są nie tylko przestarzałe, lecz także niemoralne: „Duma patriotyczna jest zarówno moralnie niebezpieczna, jak i ostatecznie szkodliwa dla pewnych szlachetnych celów, którym patriotyzm chce służyć (…) ideałów moralnych sprawiedliwości i równości”3.

Kosmopolityzm w sensie stoickim, o czym zapewnia nas Nussbaum, nie zakłada stworzenia „państwa światowego”4. Lecz w następnych zdaniach (co powtarza się później) mówi o „obywatelu świata” i „światowym obywatelstwie” – pojęciach, które niewiele znaczą poza kontekstem państwa5. To nie jest drobiazg, bo sięga samej istoty jej eseju, jej wysiłku, by osadzić uniwersalną moralność w uniwersalnej – i bezpaństwowej – wspólnocie. Jeśli – jak powiada – narodowość jest dla kosmopolitycznego ideału „moralnie nieistotna”, równie nieistotne są dlań definiujący naród system polityczny (polity) i idea obywatelstwa6. Także cała historia, której podstawowymi kategoriami są narodowość i państwowość, a nawet historia starożytna, do której odwołuje się jako do bardziej szlachetnego i odpowiedniego ideału dla nowoczesności.

Nussbaum dość obszernie cytuje stoików jako orędowników uniwersalnej „wspólnoty moralnej” i „światowego obywatelstwa”7. Ale w ogóle nie cytuje Arystotelesa, choć jego powiedzenie, że „człowiek z natury jest zwierzęciem politycznym”, okazało się znacznie bardziej sugestywne niż doktryna stoicka. W sercu filozofii politycznej Arystotelesa stoi grecka polis. Nie jest ona z pewnością nowoczesnym państwem. Ale jest systemem politycznym. I to nie światowym systemem politycznym, lecz specyficznym, historycznym systemem politycznym – rządami z prawami i instytucjami zaprojektowanymi dla konkretnego narodu, w konkretnym czasie i miejscu. I to za sprawą tych rządów – Arystoteles sądził, że wyłącznie za ich sprawą – człowiek może spełnić swą naturę poprzez świadome i racjonalne ustanowienie sprawiedliwego porządku i dążenie do dobrego życia.

Nussbaum mówi o „materialnych wartościach uniwersalnych sprawiedliwości i prawa”, „światowej wspólnocie sprawiedliwości i rozumu”, „moralnej wspólnocie opartej o człowieczeństwo wszystkich ludzi”, „wspólnych celach, aspiracjach i wartościach” rodzaju ludzkiego8. Ale gdzie mamy znaleźć te materialne, uniwersalne, wspólne wartości? I czym one są w szczególności, konkretnie i egzystencjalnie? By odpowiedzieć na te pytania, trzeba wkroczyć do świata rzeczywistego, który jest światem narodów, państw, społeczeństw i systemów politycznych.

W jednym punkcie Nussbaum zdaje się być na progu świata rzeczywistego, kiedy wzywa nas do zastanowienia się, „jak rozmaicie są one [wspólne cele, aspiracje i wartości rodzaju ludzkiego] reprezentowane w wielu kulturach i ich dziejach”. Stoicy, jak przekonuje, podkreślali, że istotnym celem edukacji jest „żywe wyobrażanie tego, co inne”9. Lecz ona sama nie praktykuje tego „wyobrażania tego, co inne”. Gdyby to robiła, odkryłaby, że wartości kosmopolityczne, do których się odwołuje – „sprawiedliwość i równość”, „sprawiedliwość i prawo”, „sprawiedliwość i rozum”, „rozum i miłość rodzaju ludzkiego” – nie są „rozmaicie (…) rozcieńczone” w wielu kulturach i dziejach, które ubarwiają świat10. Zaiste zbyt często te wartości, jak pojmuje je większość ludzi Zachodu i sama Nussbaum, są rażąco gwałcone. Rozcieńczone są zupełnie inne wartości, które mają niewiele wspólnego z tymi, które są jej bliskie.

Za cenę obniżenia tonu dyskusji możemy przetłumaczyć egzaltowane idee Nussbaum na kategorie przyziemne, by sprawdzić, czy rzeczywiście żywi je cała ludzkość. „Sprawiedliwość” można ująć jako zasadę prawa; „równość” jako równe uczestnictwo w systemie politycznym i ekonomii; „prawo” jako obywatelskie prawa jednostek i mniejszości;…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Poszukiwanie nowoczesnego patriotyzmu