Ann Thwaite ma już na swoim koncie kilka innych książek biograficznych. We wstępie przyznaje, że do pracy nad A.A. Milne. Jego życie przystąpiła nieco z przypadku, przyjmując sugestię jednego z redaktorów wydawnictwa. Tenże wstęp podsuwa nam pewien trop, który niniejsza recenzja próbuje podjąć: „[Po] dziewięciu latach pracy, kiedy ukazała się druga biografia mojego autorstwa (…) pomyślałam, że nie chciałabym przechodzić przez to wszystko po raz kolejny i że w przyszłości zechcę skoncentrować się na swoim własnym życiu. Okazało się jednak, że moje życie stało się nieodwołalnie życiem autorki biografii”1. Ta autoironiczna uwagi ma swoje właściwe rozwinięcie w relacji o życiu angielskiego autora, bowiem wraz z próbą jego opisania Ann Thwaite podjęła problem, który moglibyśmy zdefiniować jako poczucie napięcia między tym, kim wydaje się nam, że jesteśmy, a tym, kim jesteśmy w oczach innych ludzi. W pierwszym rozdziale Thwaite przytacza rodzinną legendę o tym, jak dwuipółletni Alan, obserwując swoich braci, czteroletniego Barry’ego i trzyletniego Kena, nie potrafiących przeczytać napisanego przez ojca słowa, wykrzykuje „ja potrafię” i prawidłowo odczytuje „kot”. Milne lekceważył tę opowieść, sugerującą skądinąd jego uzdolnienia, i uważał, że pierwszą zapisaną wypowiedzią jego autorstwa powinno być nie „ja potrafię”, ale „ja nie chcę”. Owo „ja nie chcę” zestawmy z cytatem z autobiografii Milne’a: „Gdybym był krytykiem psychoanalitycznym i uznał, że pisarz Milne zasługuje na jedną z moich doniosłych prac, przypisałbym wszystkie jego dokonania i porażki oraz osobowość uwidocznioną w książkach żywionemu od wczesnego dzieciństwa przekonaniu, że wrażenie, które robi, jest niewłaściwe”2. Okrzyk „ja nie chcę” oraz intuicja „niewłaściwego wrażenia” pozwalają dostrzec pewną właściwość całego życia A.A. Milne’a. Tak w dzieciństwie, jak i w młodości, w okresie dojrzałości oraz w późnych latach dochodziło do głosu, w różnym stopniu, zarówno symboliczne „ja nie chcę”, jak i intuicja opisana w autobiografii. Jednego z pierwszych takich doświadczeń można doszukiwać się w wizerunku pisarza uwiecznionym na rodzinnej fotografii z 1884 roku: cherubinek o długich blond lokach, w czarnym, mało chłopięcym jak na potoczne standardy, aksamitnym ubranku z dużym koronkowym kołnierzem. Należy też wspomnieć późniejszy epizod ze szkoły średniej, prestiżowej Westminster, kiedy to jako dwunastolatek uzyskuje miażdżącą i niesprawiedliwą opinię dotyczącą braku wyników w nauce oraz braku ambicji. Później, pod koniec studiów w Cambridge (gdzie dostał się jako stypendysta, a więc wbrew opiniom ze szkoły średniej), nie będzie chciał poświęcić studiom tyle czasu, ile, według swojego opiekuna naukowego, powinien i kosztem nauki rozpocznie przygodę ze studenckim pismem „Granta”, kontynuowaną w legendarnym „Punchu”. Ambicje dziennikarsko-literackie mają swoje źródło w młodzieńczych frustracjach z czasów szkoły średniej. Nie chcąc wieść stabilnego, acz przeciętnego życia urzędnika publicznego (a taka przyszłość rysowała się przed przedstawicielem klasy średniej poddanym takiej a nie innej ścieżce edukacyjnej), zaczyna marzyć o pisarstwie. Musimy wspomnieć także o wynikającym z żołnierskich doświadczeń „nie chcę” wyrażanym z pozycji pacyfistycznych oraz publicystycznych „nie chcę” stanowiących efekt liberalnych poglądów politycznych oraz sporów dotyczących życia literackiego. Pacyfizm nie przesłonił trzeźwej oceny zagrożenia hitleryzmem, a po wojnie Milne przerzucił swój głos na torysów, nie chcąc wspierać naiwności swojej do niedawna partii (czyli liberałów) względem komunizmu. O najważniejszym z serii „nie chcę” i najważniejszym z „niewłaściwych wrażeń” czytamy w rozdziale XIV, w którym cytowany jest artykuł Milne’a Koniec rozdziału, gdzie wyjaśnił powody, dla których po wydaniu Chatki Puchatka postanowił zakończyć pisanie książek dla dzieci. Dwa tomy przygód mieszkańców Stumilowego Lasu oraz dwa tomy wierszy dla dzieci (Kiedy byliśmy bardzo młodzi i Mam już sześć lat) już wtedy przyniosły mu światową popularność. Przeważyło poczucie rzetelności artystycznej. „Czy mogę nadal pisać te książki i przekonywać sam siebie, że każda kolejna jest lepsza niż poprzednia? Nie widzę takiej możliwości”3. Poza tym, zamieszanie wywołane rozgłosem książek miało jeszcze inną stronę. We wspomnianym artykule czytamy: „Wydaje mi się, że prawdziwy Christopher Robin stał…