Subskrybuj
wieloletni członek redakcji miesięcznika „Znak”, prezes S.I.W. Znak, działacz opozycji demokratycznej, publicysta, tłumacz. Uczestnik ekipy Tadeusza Mazowieckiego w latach 1989—­1990. Członek władz organizacji społecznych, m.in. Fundacji Batorego, KiK­u, Fundacji Roberta Schumana, PEN­Clubu. Odznaczony m.in. Krzyżem...

Ocalić przyjazny rozdział Kościoła od państwa

Właśnie w przedstawianiu sprawy krzyża przed Pałacem Prezydenckim jako szczególnego przypadku jakiejś szeroko zakrojonej wojny z krzyżem tkwił od początku fałsz.

Henryk Woźniakowski: Kościół zawsze ma „problem” z demokracją – taki, który wynika z innej natury Kościoła i ustroju politycznego. To jest rzecz normalna. Czasami jednak zdaje się, że Kościół w Polsce ma z demokracją szczególnego rodzaju problem. Na czym on polega?

Tadeusz Mazowiecki: Normalny problem Kościoła z demokracją polega na tym, że Kościół czasami musi być znakiem sprzeciwu, nawet jeśli sprzeciwia się wyborowi większości. Ten sprzeciw Kościół powinien jednak realizować w kategoriach moralnych, a nie domagać się koniecznie od demokratycznego i pluralistycznego społeczeństwa oraz reprezentującego je państwa wsparcia prawnego. Natomiast nasz polski problem polega na nadmiernym w ostatnim czasie upolitycznieniu biskupów i księży oraz na tym, że często zajmowali oni stanowisko, które nie mało charakteru nadrzędnego, a było stanowiskiem jednej strony i to strony w gruncie rzeczy kwestionującej i naruszającej demokrację. Przecież mówienie o własnym państwie jako kondominium rosyjsko-niemieckim jest niedopuszczalne. Jeżeli w tego rodzaju głosy i stanowiska lub głosy utrzymane w tym klimacie uwikłane są opinie biskupów, to oznacza to wielkie zaangażowanie Kościoła w politykę, a dla części wiernych zgorszenie prowadzące ich nawet do opuszczenia Kościoła.

Skąd w Polsce bierze się ta pokusa upolitycznienia Kościoła? Czy nasza sytuacja jest pod tym względem szczególna na tle innych Kościołów lokalnych?

Od księży czy hierarchów słychać często takie słowa: kiedy wypowiadaliśmy się w sprawach publicznych w systemie totalitarnym, to było dobrze, akceptowano to, a gdy teraz zabieramy głos – to jest niedobrze. Ale to właśnie pokazuje różnicę między sytuacją Kościoła w systemie totalitarnym a jego sytuacją w systemie demokratycznym. W swoim czasie wiele uwagi poświęcił tej sprawie ks. Józef Tischner, któremu zależało, żeby Kościół dostrzegł zasadniczą różnicę między tamtą a obecną sytuacją. Nie wiem jednak, czy dzisiejsze upolitycznienie Kościoła bierze się z dziedzictwa PRL-u. Nie sądzę. Upłynęło już przecież dużo czasu. Ono wynika z jakiejś nieumiejętności odnalezienia się w państwie demokratycznym. Przecież w tle tego rozumowania kryje się w istocie pewien określony stosunek do współczesnego świata: czy ten świat traktuje się przede wszystkim jako zagrożenie dla chrześcijaństwa, którego trzeba bronić niczym oblężonej twierdzy, czy też przyjmuje się postawę otwartą, która wiąże się z głoszeniem Ewangelii w warunkach demokratycznego i pluralistycznego społeczeństwa otwartego. To, co wydaje mi się szczególnie niedobre, to jakaś potrzeba wroga: katechizacja wydaje się łatwiejsza w obliczu wroga, trudniejsza wobec społeczeństwa takiego, jakim ono jest, w całym jego skomplikowaniu. I ta potrzeba wroga zbiega się z niedobrym, a pojawiającym się po stronie politycznej, zapotrzebowaniem na posiadanie legitymizacji ze strony Kościoła.

Ta różnica – o której Pan Premier wspomniał, a do której nieraz odwoływał się ks. Tischner – polegała na tym, że w czasach komunistycznych Kościół bronił podstawowych praw człowieka. Teraz chciałby być obecny na forum publicznym, do czego ma przecież prawo, i chciałby, żeby jego głos był słyszalny, ale stoi w obliczu znacznie bardziej skomplikowanej, złożonej palety zagadnień, wśród których nie ma zasadniczo kwestii naruszających bezpośrednio prawa człowieka. Jakie zatem Pańskim zdaniem jest uprawnione miejsce Kościoła w debacie publicznej? Czy w ogóle – a jeśli tak, to w jaki sposób – Kościół powinien zabierać głos w sprawach dotyczących życia społecznego?

Obecność Kościoła w debacie publicznej jest oczywiście potrzebna, ale powinna to być obecność właściwa Kościołowi, to znaczy niestronnicza, nieangażująca Kościoła po którejkolwiek ze stron politycznego konfliktu, ale nadrzędna i dążąca do przekraczania tych właściwych pluralistycznemu społeczeństwu sporów. Tymczasem, słuchając różnych wypowiedzi hierarchów, można odnieść wrażenie, że praca duszpasterska Kościoła stale toczy się w obliczu jakichś potężnych zagrożeń. Ostatnio mówiło się i słyszało o zagrożeniu dla krzyża. Przecież takich zagrożeń nie ma – w Polsce nikt przy zdrowych zmysłach nie chce usuwać krzyży z miejsc, w których się tradycyjnie znajdują. A więc mamy do czynienia z tworzeniem, mnożeniem zagrożeń. Oczywiście, że społeczeństwo współczesne jakieś zagrożenia dla chrześcijaństwa niesie, ale nie należy ich wyolbrzymiać ani stwarzać wrażenia, że chrześcijaństwo w Polsce funkcjonuje pod nieustanną presją. Moim zdaniem obecność Kościoła w debacie publicznej jest potrzebna. Chcieliśmy stworzyć model przyjaznego rozdziału Kościoła od państwa – jak określał to Jerzy Turowicz. Ten przyjazny rozdział miał się w istotny sposób różnić od sytuacji w okresie komunistycznym, kiedy nominalnie istniał rozdział, ale faktycznie państwo miało charakter ideologiczny, czyli na swój sposób wyznaniowy. Teraz państwo nie ma takiego charakteru, nie ma zagrożeń związanych z państwem ideologicznym. Dlatego ze strony Kościoła potrzebne jest pozytywne zwrócenie się do społeczeństwa otwartego a zarazem realne dostrzeganie właściwych Kościołowi i państwu obszarów autonomii – i szanowanie autonomii państwa.

Spójrzmy, w świetle tego co zostało powiedziane, na ostatnie wydarzenia: żałobę po katastrofie smoleńskiej, wybory prezydenckie, sprawę krzyża na Krakowskim Przedmieściu. Co ten ciąg wydarzeń powiedział nam o Kościele polskim i o naszym katolicyzmie? Jakie wnioski można z tych wydarzeń wyciągnąć?Najważniejsze jest nie to, jakie ja wyciągam…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Świętowanie. Rytuał czy rutyna?