Komponowany latami i niedomknięty zbiór tekstów – mały traktat o języku, poznaniu i świecie – dedykował Benjamin zagadnieniu dziecięcej percepcji albo fenomenowi dziecięcego widzenia i nasłuchiwania. W kolejnych esejach powtarza krytyk dyskretną próbę odtworzenia rajów dzieciństwa – rajów hermetycznych i kruchych, bo przeżytych przez życiowego „rozbitka” o „saturnowym spojrzeniu”. Z czułością rozpina przed nami Berlin własny i magiczny, który znalazł się po drugiej stronie lustra – ocalony i stracony jednocześnie. Emocjonalna ambiwalencja związana z tą dwoistością popycha go ku rekonstrukcji odprysków świata przełomu wieków, w której delikatność spotyka się z chłodem precyzji, entuzjazm z melancholią. Stąd – mimo siły projekcji i barwy detali – subtelny smutek autonomicznych odprysków-obrazów: od Kolumny Zwycięstwa po klocki z literami.
Autotematyzm nie sprowadza się tu do obmapywania miejsc i przeżyć, które zawładnęły pamięcią chłopca. Decyduje o nim także splot Benjaminowych problemów egzystencjalnych z lękami i projekcjami dziecka. Wzruszający tekst o garbusku, figurze losu autora Pasaży…