Subskrybuj
b. redaktor miesięcznika „Znak”, współautorka książki Świat według Janki.

Opłacalna bezinteresowność

Zaufanie rodzi zaangażowanie. Jest to prawda stara jak świat, a do tego tak oczywista, że rzadko kto się nad nią zastanawia. Mechanizm ten pozwala budować przyjaźnie, dobre relacje ze współpracownikami, a czasem nawet organizować lokalne społeczności. Mniej więcej tyle może zdziałać w Polsce. A wygląda na to, że mógłby o wiele więcej, gdyby nie fakt, że odsetek osób ufających innym jest w naszym kraju od wielu lat jednym z najniższych w Europie.

Zaufanie z samej swojej definicji nie opiera się na pewnikach, ale zakłada ryzyko, że może zostać zawiedzione, dlatego nieufnych trudno do niego przekonać. Jednak socjologowie tworząc określenie kapitału społecznego zawarli w nim przekonanie, że zaufanie i współpraca opłacają się społeczeństwu, i to w sensie jak najbardziej dosłownym. Profesor Janusz Czapiński w raporcie Diagnoza Społeczna 2009 pisze, że „[p]ojęcie kapitału społecznego nie jest ściśle zdefiniowane. Jest za to bardzo pojemne; mieści się w nim wszystko to, co decyduje o zdrowych relacjach społecznych, dbaniu o dobro wspólne i współpracy”. Korzyści z niego płynące nie kończą się jednak na tak ogólnych i optymistycznych wizjach. Socjolog wylicza: kapitał społeczny „ułatwia negocjacje, obniża koszty transakcji, skraca proces inwestycyjny (zmniejsza prawdopodobieństwo zaskarżania kolejnych decyzji władz administracyjnych), zmniejsza korupcję, zwiększa rzetelność kontrahentów, sprzyja długoterminowym inwestycjom i dyfuzji wiedzy, zapobiega nadużywaniu dobra wspólnego i zwiększa solidarność międzygrupową, a także poprzez rozwój trzeciego sektora sprzyja społecznej kontroli działania władz”, a to już przelicza się na konkretne, wymierne korzyści. Szybko można zauważyć, że zaufanie, o którym mówią socjologowie przy okazji dyskusji o kapitale społecznym, wychodzi poza granice zwykłych relacji przyjacielskich. Jest raczej optymistycznym założeniem dotyczącym obcych nam ludzi, urzędników, polityków, usługodawców. Wielu pewnie zapyta, czy nie jest to raczej naiwność.

Z punktu widzenia jednostki zaufanie obcym nie musi być jednoznacznie korzystne, ponieważ prawdopodobieństwa, że druga strona wybierze uczciwą współpracę a nie podstęp, nie da się zawsze jasno ustalić. Ale gdyby spojrzeć na sytuację z perspektywy całego społeczeństwa, więcej zyskują grupy, w których większość stanowią osoby skłonne do kooperacji, zaufania, a niekiedy wyrzeczeń. Takie społeczności mogą liczyć na wymieniane przez Czapińskiego korzyści i ułatwienia, a także zmniejszenie kosztów przeznaczanych na kontrole, kary i nadzór konieczne w sytuacji, gdy większość stanowią jednostki nieskore do współpracy, albo gdy zaufanie chce się zastąpić procedurami.

Według socjologów można zauważyć, że kapitał społeczny przyczynia się nawet do rozwoju gospodarczego społeczeństw, a wręcz że jest jego nieodzownym warunkiem. Może więc dziwić, że w Polsce mogliśmy dotychczas obserwować wzrost gospodarczy mimo niskiego poziomu zaufania. Tłumaczy się to tym, że kapitał społeczny jest konieczny dopiero po przekroczeniu pewnego progu rozwoju mierzonego przez poziom Produktu Krajowego Brutto przypadającego na osobę. Ten próg jest tuż przed nami. Kiedy go przekroczymy, społeczeństwo nie będzie mogło się dalej rozwijać w oparciu jedynie o rosnące bogactwo odmawiających współpracy jednostek, bez wiary obywateli, że wybory władz są naprawdę decyzją, która będzie miała jasne konsekwencje; bez wiary, że mogą brać w swoje ręce los swoich osiedli i szkół swoich dzieci; bez przekonania, że warto poświęcać wolny czas na oddolną organizację swoich społeczności.

Którędy do zaufania?Pewnym przekłamaniem byłoby stwierdzenie, że w Polsce kapitał społeczny nie istnieje. Pesymistyczna ocena dotyczy głównie zaufania do ludzi innych niż my, nieznajomych. Ale jest też typ kapitału społecznego, który promuje współpracę w obrębie grup bliskich sobie osób, takich jak członkowie rodziny czy znajomi z parafii. Ten rodzaj relacji jest wśród Polaków dobrze zadomowiony. Z jednej strony jego istnienie to ogromna wartość. Z drugiej nie do końca wiadomo, jak można to zaufanie rozwijać i czy niesie ono jakieś korzyści dla społeczeństwa jako wspólnoty, a nie tylko zbioru jednostek, czy nawet rodzin. Społeczeństwu jako wspólnocie najpotrzebniejsza jest wiara obywateli w to, że współpraca przynosi wymierne korzyści. Niestety wiele instytucji wiąż utrwala przekonanie o wyższości rywalizacji nad kooperacją. Zaczyna się od szkoły. Profesor Anna Giza-Poleszczuk w wywiadzie dla Gazety Wyborczej wskazuje, że nawet niewinne, acz powszechne stwierdzenia nauczycieli „nie mogą wszyscy mieć piątek” wpajają dzieciom przekonanie o nieuchronności hierarchii, a więc i o ciągłej konkurencji między jednostkami, żeby swoją pozycję utrzymać. Natomiast profesor Czapiński w wywiadzie dla Polityki stwierdza, że nasz system edukacji „hoduje patologicznych indywidualistów niezdolnych do kooperowania”, ponieważ z niewiadomych przyczyn uparcie pielęgnuje tradycję zlecania najróżniejszych zadań pojedynczym uczniom. W ten sposób nauczyciele, bardziej lub mniej świadomie, przekazują komunikat, że praca w grupie ułatwia życie osobom leniwym, za co większym wysiłkiem zapłacą pracowici i utalentowani. Innymi słowy – pedagodzy uczą, że kooperacja przeczy zasadom sprawiedliwości, która swój wyraz znajduje jedynie w systemie opartym na rywalizacji jednostek. To rozwiązanie ma niezaprzeczalnie swoją logikę, ale nie jest jedynym słusznym wyjściem. Profesor Czapiński proponuje dalej, żeby uczniowie pracowali zespołowo, ale w grupach, które utworzą się dobrowolnie. Kiedy skład zespołu nie będzie ustalany odgórnie, zachowany zostanie korzystny wpływ rywalizacji na etapie „rekrutacji” – bo kto chciałby być odrzucony przez wszystkie grupy, jako zupełnie zbędny? – przy jednoczesnym uczeniu się współpracy i uzupełniania nawzajem w grupie. Innym polem, na którym utrwalany jest stereotyp, że rywalizacja przynosi większe korzyści niż kooperacja, jest polityka. Wystarczy poszukać w historii ostatnich lat przykładów konstruktywnej współpracy między partiami, żeby przekonać się, jak niespotykane to zjawisko. Według profesora Czapińskiego ta sytuacja również wypływa z braku zaufania. We wspomnianym wywiadzie mówi on, że politycy „wolą stracić korzyści z kooperacji, niż ryzykować, że ktoś ich oszuka”. Skojarzenia polityki z nieufnością i sporami są tak silne,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Kapitał społeczny. Od zaufania do zaangażowania