Kapitalistyczna ekonomia doszła niemal do kresu możliwości, jakie zapewnia logika wzrostu. Nie ma już dziewiczych obszarów, które kapitalizm mógłby skolonizować, na wyczerpaniu są dostępne na Ziemi zasoby. Zwiększenie emisji CO2i związane z tym ocieplenie klimatu stało się faktem. Naturze jest wszystko jedno – zmiana klimatu jest kłopotem dla ludzkich wspólnot. Żyjemy w okresie radykalnych nierówności w dostępie do zasobów, które należy tu rozumieć bardzo prosto – to woda i ziemia uprawna. W nadchodzących latach problem ten będzie się pogłębiał i prowadził do tytułowych „wojen klimatycznych”. Zresztą takie konflikty już wybuchają. Jednym z nich jest wojna o dostęp do wody pitnej i pastwisk w Darfurze. Łatwego wyjścia z tej sytuacji nie ma, trudno też znaleźć winnych. Wpływ gospodarki na klimat niełatwo na bieżąco zaobserwować. Oskarżanie przeszłych pokoleń o rabunkową eksploatację zasobów jest bezprzedmiotowe. „Świadome” działania na rzecz ograniczenia zmian klimatu, takie jak segregowanie odpadów okazują się zaś niewystarczające. Jedyna możliwość zmiany związana jest z polityką…