Subskrybuj
Tłumaczka literatury niemieckojęzycznej, eseistka, autorka m.in. książek Rubryka pod różą (2007), Jak być artystą. Na przykładzie Thomasa Manna (2011), Dziwna rzecz – pisanie (2012).

Homme de lettres, czyli prawdziwa misja Lamberta Strethera

Lambert Strether, bohater <em>Ambasadorów</em>, przybywa z Woollett w stanie Massachusetts do Paryża. Stąpa po niepewnym gruncie i nierzadko czuje się zdezorientowany.

„Gubił się w domysłach nie mając pojęcia, co sądzić o nowych znajomych”.

„Nie można było nawet w przybliżeniu obliczyć, co ten młody człowiek pomyśli, odczuje, powie na jakikolwiek temat”.

„Nie wiedział, co myśleć o wielu twarzach, które tu spostrzegał. Czy były śliczne, czy tylko obce?”

„Wciąż jeszcze nie rozumiał, do jakiego celu go używano, mimo to nie opuszczała go świadomość, że oddaje jakieś usługi”.

„Jestem prawdziwy, ale nieprawdopodobny. Wręcz fantastyczny i śmieszny… sam siebie nie pojmuję. Jakże więc mogłyby one mnie zrozumieć?”

Nic dziwnego. Nierozumienie jest w tym wypadku zupełnie zrozumiałe, skoro Strether znajduje się w obcym kraju, ba – w obcym świecie. Określenie „pielgrzym” w odniesieniu do Strethera i jemu podobnych u Jamesa wykłada się dwojako: streszcza w sobie stan ducha podróżników, którzy docierają do miejsc uświęconych długą historią i wiekową kulturą, ale ewokuje także mentalność ojców pielgrzymów, purytańskich założycieli pierwszych kolonii w Nowej Anglii.

Podróże do Europy, odkrywcze wyprawy wiodące z zachodu na wschód, Amerykanie w Paryżu – to bez mała znak firmowy Henry’ego Jamesa. Sam w wieku dwudziestu paru lat przeniósł się z Ameryki do Europy, mieszkał najpierw w Rzymie, potem w Paryżu, ostatecznie osiadł w Anglii. W powieściach i nowelach zgłębiał różnice i kontrasty między Nowym a Starym Światem. Te różnice sytuują się wzdłuż kilku głównych osi. Z jednej strony prostota, która może zbliżać się do topornego ograniczenia lub do wdzięcznej naiwności, z drugiej strony wyrafinowanie, które z kolei może trącić obłudą albo sceptyczną mądrością; z jednej strony zasady moralne, z drugiej – reguły sztuki życia. Jasne, że stwarza to okazje do wzajemnego niezrozumienia.

W dodatku Strether przybywa do Europy z pewną delikatną misją. Mianowicie w Paryżu od kilku lat bawi i najwyraźniej bardzo miło spędza czas młody człowiek z Woollett, Chad Newsome. Matka, pani Newsome, wdowa po właścicielu świetnie prosperującej firmy, podejrzewa, że młody człowiek w Paryżu związał się z jakąś kobietą, inaczej mówiąc – ugrzązł w rozpuście, i koniecznie chce go ściągnąć do domu: powinien przejąć rodzinny interes, sensownie się ożenić i w ogóle wrócić na dobrą drogę i na swoje miejsce. Zadaniem Strethera jest rozpoznać sytuację w Paryżu i przywrócić marnotrawnego syna na łono rodziny. Jeśli mu się powiedzie, sam może liczyć na małżeństwo z panią Newsome.

Fabularny szkielet Ambasadorów jest dość wątły i trzyma się banalnych wzorów: projekty matrymonialne, rodzinne komeraże, mniej lub bardziej desperackie strategie utrzymania majątku oraz pozycji społecznej i towarzyskiej. Na podobnych motywach rozpięta jest fabuła innej powieści Jamesa, The Golden Bowl (nieprzetłumaczonej na polski, sfilmowanej przez Jamesa Ivory’ego), z cudownie skomplikowanym układem stosunków w czworokącie między ojcem, córką, zięciem i tą czwartą, która jest kochanką zięcia, przyjaciółką córki i żoną ojca. Jak można było się spodziewać, na miejscu, to jest w Paryżu, wszystko wygląda zupełnie inaczej niż z perspektywy Woollett. Chad bynajmniej nie zszedł na złą drogę, przeciwnie –zmienił się na lepsze, dojrzał, wzbogacił wewnętrznie. A to dzięki pani de Vionnet, to jest owej kobiecie, z której rąk pragnie wyrwać go rodzina, a która okazuje się czarującą osobą i prawdziwą damą. Oraz dzięki jej otoczeniu, w którym pełno jest innych interesujących dam i w ogóle ciekawych ludzi. W sumie dzięki Paryżowi, który nie jest żadnym gniazdem rozpusty, ale przybytkiem cywilizacji i subtelnych doznań. Tak w każdym razie z biegiem czasu gotów jest widzieć rzeczy Strether. A przypatruje się wszystkiemu bardzo uważnie, wręcz namiętnie: „często instynktownie sięgał po różę obserwacji, której kolor i zapach wyczuwał coraz silniej, w miarę jak rozkwitała, i w której płatkach mógłby zanurzyć nos aż do upojenia”. Dla przeprowadzenia swojej misji Strether musi wykazać się taktem i przemyślnością. Druga strona też nie pozostaje w tyle. Chad zręcznie – bo w Europie nabył zręczności –…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Zmierzch religii smoleńskiej?