Cały swój czas, wiedzę, intelektualną doskonałość, entuzjazm oddała innym. Pisała nam recenzje, opinie, rekomendacje, prośby i protesty. Angażowała się w sprawy przegrane i beznadziejne. Pracowała z olimpijczykami i doktorantami. Dokonywała pierwszej lektury naszych książek. Komplementowała i poprawiała. Poprawiała i komplementowała. Wysłuchiwała opowieści o kłopotach rodzinnych, zdrowotnych. Pomagała na różne sposoby setkom ludzi. Przez wiele lat żywiłam magiczne przekonanie, że jej mądrość i dobroć przezwyciężą wszystko. Dom na ulicy Lwowskiej był miejscem wspaniałym: pomocnym i otwartym. Myśmy tam nie tylko chodzili, myśmy tam pielgrzymowali, szukając ratunku, oparcia, wyzwolenia. Pokoje zarzucone książkami i papierami, małe, niewygodne foteliki z lat sześćdziesiątych, czerwone wino, sery, owoce. Kiedy zaczęły się kłopoty z oddychaniem – dyskretnie uchylone drzwi balkonu. Oczy wpatrzone w rozmówcę, uważność, zrozumienie, czułość.
Trudno uwierzyć, że te dwa numery telefonu, pod które można było dzwonić, pozostaną głuche. Że nie usłyszymy, nie usłyszę jej czarownego głosu, który od pierwszego „halooo!” przekazywał podskórnie informację, że dzwoniący jest osobą pożądaną, ba – wyczekiwaną.
Inka, droga, bliska, jedyna.
Alina Brodzka-Wald (1929–2011)19 marca 2011 roku zmarła w Warszawie, po długiej, ciężkiej chorobie, Alina Brodzka-Wald, historyk literatury, profesor w Instytucie Badań Literackich PAN, z którym związana była od roku…