Subskrybuj
redaktor naczelna miesięcznika „Znak”, dr nauk humanistycznych w zakresie filozofii, publicystka. Specjalizuje się w tematach dotyczących społecznych przemian religijności, sporów światopoglądowych, relacji państwo-­Kościół, wielokulturowości i problemów mniejszości. Członkini Rady Fundacji na rzecz Chrześcijańskiej Kultury Społecznej...

Ciało w harmonii z duszą

Trzeba sobie uświadomić, że nasze ciało funkcjonuje w polu grawitacyjnym i podczas wykonywania podstawowych czynności i ruchów, które każdy nas ma zautomatyzowane (wykonywanie ich nie wymaga od nas żadnego udziału uwagi), podlega ono przeciążeniom, stopniowo się zużywając.

Dominika Kozłowska: Często uznajemy, że ciało jest czymś, co podlega rozporządzeniu duszy i jej maksymalistycznym oczekiwaniom. Ono samo z siebie nie ma nic do powiedzenia, nie jest to zatem układ partnerski. Z pewnością takie widzenie relacji między ciałem i duszą zakłada ostry podział między obiema sferami.

Katarzyna Pilorz: Naginamy nasze ciała do naszych wyobrażeń, ponieważ zakładamy, że skoro istnieją ku temu środki – możemy w dowolny sposób je przekształcać zgodnie z naszą wolą. Taka właśnie jest nasza kultura w pewnym sensie ufundowana na modelu dualistycznym. Przyzwyczailiśmy się do tego, że sfera psychiczna jest ważniejsza od cielesnej, że nasz intelekt jest wyemancypowany ze sfery fizycznej. Większość ludzi przyswoiła wiedzę, że naszym procesom myślowym, stanom emocjonalnym, duchowym odpowiadają pobudzenia kory mózgowej, ale to, że to w istotny sposób zależy także od tych niżej zorganizowanych w hierarchii systemów składających się na nasze ciało, jest już rzeczą trudną do przyjęcia. Dla mnie ciekawe jest obserwowanie zmian w myśleniu o relacji umysłu i ciała.

Skąd wiesz, że je widać?

Zauważ, jaki był kontekst naszego spotkania. Poznałyśmy się na jodze. Sama zwróciłaś uwagę na to, że w ofercie zajęć ruchowych pojawia się coraz więcej propozycji typu mind-body i warto potraktować to jako punkt wyjścia rozmowy. Czasy, gdy body building był podstawową formą fitnessu, są już za nami: wyrzeźbić mięśnie, a gdy się nie da albo się nie chce – zrobić operację plastyczną lub zastąpić wadliwą kończynę lepszą. Oczywiście formy ruchu oferowane w nurcie fitness wciąż zmierzają do kształtowania sylwetki. Jednakowoż pojawia się coraz więcej takich form zajęć fitness, które z jednej strony utrzymują nas w dobrej formie, a z drugiej – poszerzają świadomość ciała. A sam fitness przekształca się w wellness, czyli nurt, który jednakowo ceni ogólne samopoczucie i formę fizyczną. Odrębnym pytaniem jest to, w jakiej mierze ta przemiana w naszej kulturze i tym jej fragmencie, jakim jest kultura fizyczna, jest odbiciem zmian w naszej racjonalności – w jakiej mierze jest zależna od zmiany modelu rzeczywistości, o którym mówiłam wcześniej, czy też z nią powiązana. Zaryzykuję twierdzenie, że ta zmiana w naszym stylu życia jest refleksem tego pryzmatu, przez który patrzymy na świat, integrując w spójny obraz dane napływające ze świata nauki. Bo też ów dość enigmatycznie zarysowany przeze mnie model alternatywny jest dyskutowaną przez filozofów nauki propozycją ujęcia w jedną ramę pojęciową teorii i modeli wyjaśniających fenomeny z dziedzin różnych nauk. Współczesne media co jakiś czas donoszą o tym lub innym „odkryciu naukowym”. Te nowinki nierzadko dotyczą wpływu różnych czynników na nasze zdrowie i samopoczucie. Stąd w świadomości społecznej twarda granica między wyemancypowaną duszą a ciałem zaczyna mięknąć – tworzy się przestrzeń dla wielowymiarowego i nieco bardziej skomplikowanego modelu relacji miedzy tymi sferami.

Techniki pracy z ciałem takie jak joga poszerzają pole naszej świadomości. Dzięki nim uczymy się widzieć i interpretować komunikaty płynące z ciała. Ale z drugiej strony joga to także wysiłek fizyczny, który wzmacnia nasze mięśnie, rozciąga ciało, wydłuża kończyny, poszerza nasze możliwości ruchowe.

Kiedy rozpatrujemy praktykę asan w kontekście oddziaływania na ciało, widzimy, że joga niewątpliwie je harmonizuje. Prawidłowa praktyka asan wzmacnia miejsca, w których jest ono osłabione, rozciąga mięśnie i ścięgna tam, gdzie są one za bardzo skrócone. Doprowadza do równowagi, która na tym podstawowym poziomie ma służyć temu, żeby funkcjonując w naszym polu grawitacyjnym, układ kostny był w optymalny sposób obciążony, aby ruch odbywający się w opozycji do działania siły grawitacji wyrządzał jak najmniej szkody układowi kostno-stawowemu i samemu ciału. Oczywiście, jeżeli ktoś ma ambicje, aby zwijać się w tę czy w tamtą stronę albo skręcać dookoła, to w dłuższej perspektywie to również przynosi takie rezultaty.

Jednak twoim zdaniem nie to jest istotą jogi?

W rzeczy samej – nie to jest jej istotą, ponieważ joga jest metodą systematycznego rozwoju świadomości zmierzającego do ściśle określonego celu, jakim jest samadhi. Kontekst naszej rozmowy i przykładowa metoda jogi, o której tu mówimy – zawężają nasz dyskurs do świadomości w kontakcie z ciałem. Wracając do tych efektów fizycznych praktyki asan – rozciąganie i fizyczne wzmacnianie pewnych partii ciała nie muszą pociągać za sobą poszerzania świadomości ciała i ruchu. Ba, nawet w pewnych warunkach działają znieczulająco na świadomość ruchu.

Dlatego obecnie w metodzie Iyengara rezygnuje się z bardziej zaawansowanych, wymagających większego zakresu ruchu asan, które sprawiają, że człowiek, wyginając się w tył, sięga do własnej nogi albo zakłada sobie nogę za głowę. W zamian za to wprowadza się ciało w asany, które są dużo bliższe naturalnemu ułożeniu ciała, co daje możliwość świadomej kontroli ruchu. Ruch ten w pozycji statycznej, jaką jest asana, staje się subtelny – polega na izometrycznej pracy mięśni i tym samym nie uruchamia tych obronnych mechanizmów opisanych wyżej, pozwalając na poszerzanie się świadomości ciała.

Co nam to poszerzanie świadomości ciała daje, oczywiście poza optymalizacją ruchu, dzięki której unikamy bólu kręgosłupa, kontuzji, nie obciążamy zanadto naszego organizmu?

Trzeba sobie uświadomić, że nasze ciało funkcjonuje w polu grawitacyjnym i podczas wykonywania podstawowych czynności i ruchów, które każdy nas ma zautomatyzowane (wykonywanie ich nie wymaga od nas żadnego udziału uwagi), podlega ono przeciążeniom, stopniowo się zużywając. Po osiemdziesięciu latach wykonywania czynności, które powtarzamy setki, a nawet miliony razy, jest bardzo duża różnica pomiędzy osobami, które posługiwały się swoim ciałem w sposób optymalny, a osobami, które przeciążały je nadmiernie.

Tutaj jednak z pomocą przychodzi nam medycyna i zdobycze współczesnej nauki. Możemy przecież wstawić sobie sztuczne biodro, usprawnić kończyny.

Owszem. Zróbmy eksperyment myślowy i wyobraźmy sobie hipotetyczne siostry – jednojajowe bliźniaczki, z których jedna w swoim dorosłym życiu podjęła wysiłek pracy z ciałem, praktykując, dajmy na to jogę, a druga funkcjonowała motorycznie bez większej refleksji nad tym, jak to wykonuje. W pewnym wieku z uwagi na zwyrodnienia, załóżmy w stawie biodrowym, będące efektem przeciążeń (na przykład asymetrycznego chodu) ta druga mogłaby się poddać operacji wszczepienia endoprotezy. Tymczasem biodro pierwszej byłoby jeszcze całkiem sprawne, umożliwiając jej swobodne poruszanie się. I zapewne wiele osób widzi tu koniec historii. Chore biodro zostało wymienione na endoprotezę i problem mamy z głowy, po co więc przez lata inwestować swoją energię w poszerzanie świadomości ruchu?

Zróbmy teraz zoom na drugą siostrę.

Po wyjściu ze szpitala – powinna przejść okres rekonwalescencji – organizm musi otoczyć sztuczne biodro na powrót tkankami, muszą się one zabliźnić. Kiedy ten proces dobiegnie końca, czeka ją długa rehabilitacja – czyli uruchamianie sztucznego biodra – nie tylko po to aby przywrócić więzadłom stawowym i mięśniom odpowiednią sprężystość, ale też po to aby nauczyć na powrót system nerwowy obsługi nowego stawu. Potrzeba będzie sporo czasu, zanim nasza bohaterka nabierze swobody w obsłudze swojej nowej kończyny – a ściśle jej fragmentu. Co ważne, ten czas będzie tym dłuższy i efekt tym słabszy, im mniejszą świadomością ciała ona dysponuje. Jednak najpoważniejszą konsekwencją przeszczepu biodra jest ograniczenie jego ruchomości. Sztuczne biodro nie jest wierną rekonstrukcją naturalnego – jest jego uproszczonym modelem, który ma umożliwiać motoryczne funkcjonowanie w podstawowym wymiarze. Dla większości osób, które z własnego zaniedbania dorobiły się endoprotezy, nie będzie to mieć większego znaczenia, bo one i tak wcześniej wykorzystywały możliwości tego stawu w niewielkim procencie. Jednak wprowadzając sztuczną część – wprowadzamy ograniczenia w funkcji. Trzeba mieć tego świadomość. Pomijam to, że taka endoproteza ma żywotność około piętnastu lat, a potem trzeba ją wymienić, i w pewnym wieku z uwagi na ubytki w masie kostnej nie da się jej ponownie wszczepić.

Mówienie o zastępowalności części ciała sztucznymi odpowiednikami, zakładając, że jest to wymiana równoważna lub dająca większe możliwości – na obecnym etapie rozwoju medycyny – wynika z niskiej świadomości realiów. Ponadto opiera się na przesłance o funkcjonalnej równoważności naturalnej i sztucznej – dajmy na to – kończyny. A że diabeł tkwi w szczegółach – trzeba zbadać, jak rozumie się tu funkcję. Jeśli w dużym uproszczeniu – teleologicznie jako osiągnięcie celu: czyli funkcją kończyny dolnej jest lokomocja – mamy na myśli przemieszczanie się, to zachodzi tu równoważność, bo endoproteza jest ruchoma w zakresie umożliwiającym chód. Natomiast jeśli pojmiemy funkcję bardziej precyzyjnie – procesualnie – jako sposób na osiąganie jakiegoś celu, to równoważność tu nie zachodzi. Statystyczny posiadacz sztucznego biodra w sprawności i swobodzie chodzenia, jego efektywności z użyciem minimalnej siły nie dorówna posiadaczowi biodra zdrowego. U osoby ze sztucznym biodrem pojawia się bardzo wiele kompensacji ruchowych wynikających z asymetrycznego układu miednicy po przeszczepie. Cierpią potem na tych kompensacjach motorycznie powiązane z biodrem części ciała: kręgosłup, kolana.

W pewnym sensie joga pokazuje więc, że jedynie w zdrowym ciele może tkwić zdrowy duch, że nie można rozwijać ducha w oderwaniu od ciała. To jest zupełnie inne podejście do człowieka aniżeli podejście zachodnie, które w jakimś stopniu zakłada, że ciało to jedynie skorupa, w której przez jakiś czas mieszka ludzki duch.

Zarówno efekty fizyczne równoważące ciało, jak i ogólnie rewitalizujący wpływ praktyki asan umożliwiają dalszy rozwój – jakkolwiek go będziemy rozpatrywać – psychologiczny, poznawczy, duchowy. Założenie, z którego się tu wychodzi, jest bardzo pragmatyczne: należy najpierw usunąć przeszkody na drodze dalszego rozwoju – przede wszystkim te natury fizycznej, czyli zdrowotnej. W końcu chore ciało, które jest na przykład toczone przez jakiś proces zapalny, jest zwyczajnie słabe i wszelkie swoje zasoby angażuje w proces usuwania przyczyny tego stanu. Właściwa średniowiecznemu chrześcijaństwu idea umartwiania ciała, skazywania go na ból, w pewnym sensie unicestwiania jest temu sposobowi postrzegania ciała i człowieka – jako jedności psychofizycznej – zupełnie obca.

Wróćmy jednak do pytania o korzyści z pracy nad świadomością ciała.

Przede wszystkim mamy efekt psychologiczny: budzenie emocji, wytrącanie z pewnej – nazwijmy ją – emocjonalnej rutyny. Nasze reakcje emocjonalne wywołują określone reakcje w naszym organizmie. Jeśli są to negatywne emocje takie jak lęk – powodują one napięcie mięśni. Jeżeli dzięki jodze lub innej metodzie pracy z ciałem odnajdujemy ten spięty fragment ciała i zaczynamy nim poruszać, a on się rozluźni, to stanowi to zwrotną reakcję emocjonalną.

Jak działa ten mechanizm?

Lęk jest podstawową emocją, która pełniła i nadal pełni ważną funkcję – obrony przez niebezpieczeństwem.

Kiedy obawiamy się czegoś, to wywołuje stres w organizmie, stres ten dotyka szczególnie określonych części ciała. Jedną z nich jest mięsień kapturowy, który napinając…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Ciało, duch, rynek