Niestety zorientowaliśmy się już, że to nie jest zwykły kryzys w strefie euro (skądinąd parę lat temu przepowiadała go Margaret Thatcher), ale początek globalnych, radykalnych zmian gospodarczych. Zdaniem ekspertów Grecja albo zbankrutuje, albo wyjdzie z kryzysu kosztem reszty Europy, także tych krajów, które znajdują się poza strefą euro, w tym i Polski. Podobne kłopoty mają już Hiszpania i Portugalia, ewentualne bankructwa w tych krajach będą oznaczać radykalną zmianę polityki w Unii Europejskiej. Jednym słowem wątpliwe, czy zachowamy gospodarczy status quo w najbliższej dekadzie.
Chciałbym zauważyć, że kryzys niesie w sobie zagrożenia nie tylko ekonomiczne, ale także kulturowe i moralne, na co na razie niewielu komentatorów zwraca uwagę.
Okazuje się, że protestujący Grecy obwiniają za kryzys między innymi Angelę Merkel i Żydów. To ciekawe, gdyż jego przyczyny tkwią w kłamstwie: wszak to grecki rząd okłamywał Unię w sprawie kondycji finansowej swojego państwa. Za kryzys w Hiszpanii tłumy protestujących obwiniają finansjerę oraz biskupów katolickich, czyli źródła wszelkiego zła. A zatem to w synagogach i katedrach uknuto spisek globalnego kryzysu. Nie jest wykluczone, że kryzys przyniesie nową, radykalną falę antysemityzmu i antykatolicyzmu jednocześnie. Na greckiej liście proskrypcyjnej znajdują się jeszcze „bogaci”, ale to pojęcie jest na tyle nieostre, że nie wiadomo, o kogo chodzi, zdaje się, że o tych, którzy mają więcej pieniędzy niż protestujący. Jednym słowem sprawdzają się słowa piosenki Wojciecha Młynarskiego, że „winni są inni”, czyli wszyscy, ale nie my. Pojawiają się proste recepty: najlepiej, aby…