Jaka jest relacja między ideami głoszonymi przez feminizm a sytuacją kobiet tradycyjnych w różnych kulturach? Czy przyjmiemy, że doświadczenie kobiet jest wszędzie takie samo? To znaczyłoby, że zamyka się je w granicach płci biologicznej i wówczas uzasadnione jest mówienie o kobiecie w ogóle i posługiwanie się ponadnarodowymi kategoriami. Czy zasadniej jest raczej mówić o „kobietach” – różnych w konkretnych kulturach? Wtedy przyjmujemy, że płeć jest w większym stopniu konstruowana społecznie, czyli zrozumienie sytuacji kobiety w danej kulturze wymaga kontekstowych interpretacji. Pytania pozostają, gdy zaczynamy zastanawiać się, czy idee feminizmu, koncentrujące się na walce z dyskryminacją ze względu na płeć, nie stoją w konflikcie z ideami wielokulturowości i z ich postulatem poszanowania różnorodności kulturowej oraz odrzuceniem uniwersalnych kategorii. Dla jednych dyskryminacją i przedmiotem walki jest brak dostępu kobiet do praktyk religijnych, niemożność sprawowania przez nie posługi kapłańskiej, zasłanianie twarzy czy – na innym poziomie – obrzezanie. Dla niektórych zwolenników multikulturalizmu nieuprawnione jest spoglądanie na praktyki kulturowe bez zrozumienia ich funkcji i kontekstu – chodzi o uszanowanie ich inności i nienarzucanie im uniwersalnych interpretacji. Ważne jest przy tym, by zastanowić się, w jaki sposób korzystamy z tradycji i jak ją rozumiemy. Stawiam pytanie: Czy kobiety tradycyjne mogą być wyemancypowane? Zanim spróbuję odpowiedzieć, przedstawię dwa obrazy tradycyjnych kobiet: z daleka i z bliska.
„Wzbierająca fala równouprawnienia płci”
Ronald Inglehart i Pippa Norris w książce Wzbierająca fala przedstawili wnioski z badań dotyczących zmiany nastawienia do równouprawnienia płci w miarę modernizowania się społeczeństw. Dane pochodzą z siedemdziesięciu państw (sondaż Światowego Badania Systemu Wartości i Badania Systemu Wartości Europejczyków) i obejmują lata 1981–2001. Tytułowa fala jest metaforą wzrastającego poparcia dla równości płci na świecie. Autorzy twierdzą, że akceptacja równouprawnienia zależy od tego, w którym miejscu na trajektorii rozwoju znajduje się społeczeństwo. Regularność jest następująca – im bardziej tradycyjna społeczność, tym mniejsze poparcie dla równości płci. W jaki sposób badano to poparcie? Wskaźnik równości płci zbudowano na podstawie odpowiedzi na następujące stwierdzenia i pytania: 1) „Ogólnie rzecz biorąc, mężczyźni są lepszymi przywódcami politycznymi niż kobiety, 2) „Kiedy pracy jest mało, mężczyźni powinni mieć większe niż kobiety prawo, by ją dostać”, 3) „Wykształcenie uniwersyteckie jest ważniejsze dla chłopca niż dziewczyny”, 4) „Czy uważasz, że kobieta musi mieć dzieci, aby czuć się spełniona, czy też nie jest to konieczne?”, 5) „Czy akceptujesz kobietę, która chce być matką, ale nie pragnie stałego związku z mężczyzną?”.
Co na ich podstawie jesteśmy w stanie opisać? Pytania odnoszą się do przekonań członków różnych społeczności, ale nie uwzględniają kodów kulturowych każdej z nich. Nie o kontekst w nich chodzi, ale o tendencję i wymogi porównywalności w badaniach międzynarodowych. W taki sposób badacze otrzymują obraz jedynie dominującej kultury, bez uwzględnienia konfliktów różnych narracji, które się w niej ścierają. Traci się wówczas możliwość zobaczenia szczegółów, które są decydujące dla całego obrazu. Poważniejszą dla mnie wątpliwością jest to, że w pytaniach są ukryte odpowiedzi. Wygląda na to, że badacze, zanim przystąpili do pracy, wiedzieli, jaka powinna być wyemancypowana kobieta – świecka. Inglehart i Norris na postawione przeze mnie na początku pytanie odpowiadają przecząco – kobieta tradycyjna nie może być wyemancypowana.
„Kiedy mężczyzna źle postępuje, zbij go!”
„Gdyby kobiety mówiły głośniej, świat by się zmienił” – w taki sposób zwraca się do swoich podopiecznych Sampat Pal Devi, przywódczyni „Różowego Gangu”. Zobaczyłam ją po raz pierwszy w dokumencie Kim Longinotto – ubrana w różowe sari kobieta z kasty nietykalnych, w średnim wieku, przywódczyni Gangu Gulabi, mieszkanka małej indyjskiej miejscowości w najludniejszym stanie Uttar Pradesz. Wydano ją za mąż, gdy miała dziewięć lat, zaczęła mieszkać ze swoim mężem, jak miała dwanaście, rok później urodziła pierwsze dziecko. Dziś jest matką pięciorga. Nie mieszka ze swoim mężem. W filmie, a przynajmniej na jego początku, towarzyszy jej partner Babudżi – z czasem okazuje się, że nie radzi on sobie ze zmianami zachodzącymi w Sampat, która zaczyna być coraz bardziej rozpoznawalna, wpływowa i niezależna, i odchodzi.
Ona i jej towarzyszki tworzą razem niezapomniany widok – ubrane w różowe sari patrzą do kamery pewnie, a w ich oczach widać siłę – są gangsterkami. Mają swoją stronę internetową. „Róż jest dla kobiet, gang, by nie być uległą!” – cytują na niej Sampat Pal. Zaczęły działać kilka lat temu. Wzięły w obronę kobiety – bite, gwałcone, poniżane, zabijane przez mężów i rodziny. Wiele z nich ratują przed popełnieniem samobójstwa w sytuacji, gdy wyrzucone z domu nie mają dokąd pójść. Nie są delikatne w swych działaniach, po prostu idą do winowajców i konfrontują ich z historiami przemocy w ich rodzinie przy tłumie gapiów – członków rodziny, sąsiadów, przypadkowych przechodniów. Wierzą ofierze, nie oprawcy. Po interwencji domowej zgłaszają przypadek policji i pilnują, by kara została wymierzona. Raz nawet zaatakowały komisariat, a akcja zakończyła się sukcesem. Przywódczyni Różowego Gangu dostrzega, że: „Społeczność na wsi w Indiach jest przeciwko kobietom. Odmawia im…