Poza elitą władzy w każdej demokracji w oczywisty sposób istnieje miejsce dla elity opinii, tworzącej autonomiczną sferę, która pośredniczy i wywiera wpływ tak na polityków, jak i na wyborców. Zwróciliśmy się zatem do przedstawicieli dziesięciu młodych lub uznających się za młode środowisk, które naszym zdaniem zaczynają już współtworzyć tę sferę, a w przyszłości zadecydują pewnie o jej nowym kształcie.
Zadaliśmy im cztery pytania – o kształt polskiej debaty publicznej, jakość demokracji, o ich oczekiwania względem przyszłości i ich stosunek do obecnych elit opiniotwórczych – które dają nam całkiem interesujący – jak sądzimy – obraz stanu młodych umysłów.
„Przygody młodego umysłu” – taki tytuł Czesław Miłosz nadał książce zbierającej jego wczesne, młodzieńcze jeszcze teksty, ukazujące jak w soczewce najważniejsze problemy jego epoki. Podobnie można chyba traktować publikowane niżej wypowiedzi przedstawicieli transformacyjnego pokolenia – jako świadectwo czasów, w jakich przyszło nam żyć, ale też prognostyk na przyszłość.
Nie zamierzamy dokonywać zbyt szybkich ocen, niemniej nie da się ukryć, że w przeciwieństwie do głosów starszego pokolenia, które opublikowaliśmy w poprzednim numerze „Znaku” (Koniec polskiej transformacji? Ankieta, wrzesień 2011), opinie młodych dalekie są od tamtego pozytywnego tonu.
Zaskakująco wielu z nich nie próbuje nawet udawać, że dobrze się czuje w obecnej Polsce. Pojawiają się nawet głosy ewidentnie antydemokratyczne lub niechętne obecnym rozwiązaniom społecznym czy politycznym.
Z drugiej strony młodzi często wypowiadają się nad wyraz ogólnikowo, a ich krytyka ma wyraźny wydźwięk ideologiczny. Co więcej, pomimo ujawnianego w niektórych ankietach zmęczenia propozycjami obecnych elit opiniotwórczych, głosy młodych zdają się odtwarzać obecne już na polskiej scenie stanowiska ideowe.
Innymi słowy, można odnieść wrażenie, że radykalizm wielu prezentowanych poniżej środowisk nie niesie ze sobą rzeczywistej zmiany widzenia świata względem już obecnych w sferze publicznej sposobów jego postrzegania i interpretacji. Wygląda więc na to, że kolejne 20 lat na polskiej scenie idei i opinii nie przyniosą znaczących zmian. Oznacza to zatem, że pokoleniowa wymiana elit, która już się rozpoczęła, będzie w znacznym stopniu powtórzeniem wzoru już obecnego w polskim życiu publicznym.
Publikowane niżej głosy uszeregowane są alfabetycznie, według nazwisk uczestników ankiety. Staraliśmy się zachować ich stylistyczną odrębność, dlatego dokonaliśmy jedynie niezbędnych poprawek redakcyjnych i interpunkcyjnych. Uznaliśmy bowiem, że sposób wyrażania własnych poglądów mówi też nieco o sposobie myślenia uczestników ankiety.
Paweł Cywiński, Jan Mencwel, Misza Tomaszewski, „Kontakt”
1. ZMIANA, czyli – co chcieliby Państwo zmienić w polskim życiu publicznym?
Podstawowym problemem, z którym możemy próbować się mierzyć, jest kształt uprawianej w naszym kraju debaty publicznej. Jako że staramy się czynnie uczestniczyć zarówno w strukturach społeczeństwa obywatelskiego, jak i w życiu naszego Kościoła, naszą uwagę w sposób szczególny przyciąga kształt debaty toczącej się na styku tych dwóch światów. Nie chodzi nam przy tym wyłącznie o umocowaną instytucjonalnie debatę pomiędzy „państwem” i „Kościołem”. Zależy nam również na kształtowaniu odpowiedzialnych dyskusji wewnątrzśrodowiskowych. To ich jakość znajduje swoje odzwierciedlenie w jakości debaty publicznej.
Na obu tych płaszczyznach – „publicznej” i „prywatnej” – napotykamy dwa zagrożenia. Pierwsze z nich można określić mianem „egocentrycznego absolutyzmu”. Jego przedstawiciele nie starają się poznać ani zrozumieć racji odmiennych niż ich własna, a tym bardziej nie podejmują próby stworzenia swoistego protokołu rozbieżności między stronami sporu. Uważają, że gdy światem wstrząsa rozstrzygająca walka dobra ze złem (pod „zło” podstawić można zarówno zachodnią „cywilizację śmierci”, jak i opresyjny „religijny fundamentalizm”), nie czas i nie miejsce na żmudne wypracowywanie kompromisów. „Egocentryczny absolutyzm” zmierza do prawnego lub moralnego usankcjonowania własnej prawdy z pominięciem racjonalnej dyskusji. A w sytuacji, w której dyskusji uniknąć się nie da, zostaje ona sprowadzona do roli procedury, którą wykorzystuje się do kwestionowania dobrej woli oponentów. Wartości, zamiast wyznaczać kierunki przemian, zaczynają służyć do okładania się po głowach. Czy byłyby to wartości „chrześcijańskie”, czy „liberalne”, mamy tu do czynienia z próbą doprowadzenia do ich tyranii, czyli – w efekcie – do zakwestionowania ich jako wartości.
Drugim zagrożeniem jest „egocentryczny subiektywizm”. Na fundamencie liberalnej koncepcji tego, co prywatne i tego, co publiczne, wyhodowana została postawa którą – za Janem Hartmanem – można streścić w słowach: „Moim zdaniem każdy ma prawo do własnego zdania”. Takie prawo czasem w niebezpieczny sposób utożsamiane bywa z zasadą wolności sumienia. Zapomina się przy tym, po pierwsze, że istnieje coś takiego jak moralny obowiązek formowania sumienia, po drugie zaś, że głos sumienia nie jest żadnym „widzimisię”, lecz bardziej lub mniej trafnym sądem rozumu praktycznego. Tymczasem w myśl „egocentrycznego subiektywizmu” nie istnieje żadna intersubiektywna procedura próbowania poszczególnych racji. Każdy ma swoje wartości, spośród których niemal wszystkie są siebie warte, a w konsekwencji – nie są one nic warte.
Choć wbrew absolutyzmowi opowiadamy się za istnieniem nierozstrzygalnych uniwersalnie konfliktów wartości, to nie twierdzimy, że żadnych konfliktów nie da się w ten sposób rozstrzygnąć. Co więcej, dojrzałe, demokratyczne, liberalne społeczeństwo nie może poprzestać na rozstrzyganiu konfliktów jedynie na drodze wyborów politycznych. Potrzebna jest stała debata, która pozwoli wszystkim stronom sporu na wyartykułowanie swojego zdania bez strachu przed napiętnowaniem i wykluczeniem, oraz która umożliwi następnie racjonalny namysł nad przedstawionymi stanowiskami i pozwoli zawrzeć kompromis.
2. WYJĄTKOWOŚĆ ŚRODOWISKA, czyli – czym Państwa środowisko różni się od obecnych elit opiniotwórczych?
Jako że wszyscy wychowaliśmy się w warszawskim Klubie Inteligencji Katolickiej, w naturalny sposób odnaleźliśmy się w ramach tradycji „katolicyzmu otwartego”. Z czasem dopiero zdaliśmy sobie sprawę z tego, że język, w którym niejednokrotnie artykułowali swoje poglądy autorzy „Więzi”, „Znaku” i „Tygodnika Powszechnego”, nie nadaje się (i nigdy się nie nadawał) do oddziaływania na szersze kręgi wierzących i niewierzących odbiorców. Teologiczna i filozoficzna formacja intelektualna czcigodnych Mistrzów odcisnęła na nim zbyt wyraźne piętno, by mógł on służyć czemuś innemu niż dialogowi intelektualistów katolickich z intelektualistami laickimi. Jeśli zaś – jak pisał Juliusz Eska – „otwartość nie jest wyteoretyzowaną doktryną”, jeśli „punkt ciężkości światopoglądu otwartego leży w praktyce życia codziennego”, to, na miłość boską, trzeba zacząć mówić w nieco inny sposób, by móc wywierać wpływ na ludzi, którzy poszli za wezwaniem Kazania na Górze, chociaż – o zgrozo – nie czytali nigdy Bergsona ani Mouniera. Jednym z wyzwań, jakie przed nami stoją, jest więc wypracowanie języka, który nie tracąc zdolności do wyrażania głębi, przestałby zarazem być językiem hermetycznym. Naszym celem jest bowiem budowanie możliwie szerokiego środowiska, nie zaś „elity opiniotwórczej”.
Spróbujmy w wielkim skrócie scharakteryzować postawę „katolika otwartego”, której realizowanie stawiamy sobie za cel w „Kontakcie”:
– „katolik otwarty” nie twierdzi, że jest posiadaczem pełni prawdy. Zna ją dość dobrze, by świadczyć o niej własnym życiem, ale niekoniecznie, by kogokolwiek w jej imieniu pouczać. Swoją misję w świecie traktuje jako misję dawania przykładu zgodności własnej wiary z praktyką życiową. Poszukuje tego, co piękne i dobre w innych wyznaniach, religiach i światopoglądach, w dialogu z nimi widząc nie tyle strategię, ile szansę Kościoła.
– W swoim stosunku do władzy politycznej „katolik otwarty” pamięta o orzeczeniu Soboru: „[Kościół] nie pokłada […] swoich nadziei w przywilejach ofiarowanych mu przez władzę państwową; co więcej, wyrzeknie się korzystania z pewnych praw legalnie nabytych, skoro się okaże, że korzystanie z nich podważa szczerość jego świadectwa” (KDK 76).
– W relacji pomiędzy moralnością jednostki a doktryną Kościoła „katolik otwarty” wskazuje na rolę, jaką w życiu człowieka odgrywa jego formowane sumienie. Zadanie duszpasterzy upatruje w zakorzenianiu tego sumienia w niejednoznacznej logice Ewangelii, nie zaś w wyręczaniu go czy wręcz autorytarnym podporządkowywaniu uniwersalnemu nauczaniu. Zdając sobie sprawę, że współczesny świat jest „światem na zakręcie”, szczególną uwagę przywiązuje do tego, by owego świata wraz z żyjącym w nim człowiekiem nie egzorcyzmować, lecz by go zrozumieć i – mimo wszelkich jego niedoskonałości – zaproponować mu jakiś program pozytywny, oparty na zasadzie innej niż „wszystko albo nic”.
– Trawestując słynne wyznanie księdza Tischnera, „katolik otwarty” na pierwszym miejscu jest człowiekiem, na drugim dopiero chrześcijaninem. Znaczy to, że solidarność konfesyjna ustępuje w jego postępowaniu miejsca solidarności ogólnoludzkiej, przede wszystkim zaś solidarności z tymi, których dotyka krzywda – nie tylko nienarodzonych, lecz także ubogich, głodnych i wykluczonych. Nie kwituje niedoskonałości świata wzruszeniem ramion czy odruchem litości, lecz angażuje się w struktury tego świata, by brać odpowiedzialność za rozwiązywanie najbardziej palących społecznych problemów współczesności. Poszukuje przy tym rozwiązań najbardziej chrześcijańskich z ducha, a nie tylko z nazwy.
3. DEBATA, czyli – jakie tematy Państwa zdaniem stanowią w Polsce ciągle temat tabu? Które z nich w pierwszej kolejności wymagają poważnej debaty?
Trzecia Rzeczpospolita – ponad dwadzieścia lat wolnej Polski i siedem lat Polski w Unii Europejskiej. Wyraźnie przesunęliśmy się na Zachód, nasz kraj jest coraz piękniejszy, a jego mieszkańcy – coraz bogatsi, lepiej wykształceni i syci. Wystarczy rozejrzeć się wokół: sytuacja materialna większości Polaków wyraźnie się poprawiła. Ale czy na pewno? Może jednak źle patrzymy i źle słyszymy?
W okresie, w którym część z nas się bogaciła, liczba ludzi ubogich znacząco wzrosła. Dane ekonomiczne wskazują również na wyraźny dysonans możliwości poszczególnych grup społecznych. Po dwudziestu latach w naszym społeczeństwie wciąż żyją Polacy, którzy nie odczuli transformacyjnego sukcesu. Niepokojący jest też sam trend gospodarczych przemian – ludzi, którym się nie udaje, jest coraz więcej i więcej. Każdego roku Polacy bogatsi i z większymi możliwościami oddalają się od tych uboższych, których życie jest ciężkie – wskaźnik nierówności społecznej systematycznie wzrasta. Podobnie jak koncentracja kapitału i zróżnicowanie dochodów. Często możemy usłyszeć, że jest to efekt uboczny wolnorynkowej transformacji, pojawienia się nowych możliwości i szybkiego tempa przemian społecznych, jakie zaszły w Polsce po 1989 roku. Jednakże zwrot „efekt uboczny” jest najlepszym przykładem na ogólne bagatelizowanie problemu. Posiadamy jednak wystarczająco dobry wzrok i słuch, a nie widzimy i nie słyszymy, bo w imieniu ubogich i wykluczonych mało kto dziś głośno krzyczy. Zbyt łatwo zapomnieliśmy o tych, którym się nie powiodło.
Dojmujący jest brak wyraźnego głosu mówiącego o potrzebie solidarności społecznej z tymi, którzy nie odnajdują się w obecnej rzeczywistości. Z tymi, którzy są dyskryminowani przez jej niedoskonałe mechanizmy. Wszak solidarność nie bywa materialnie opłacalna dla tych, którzy mają już więcej niż inni, jej brak odczuwają zaś ludzie wykluczeni, siłą rzeczy cichsi. Jest ich wielu.
Jesteśmy przekonani, że istnieje nie tylko potrzeba głośnego mówienia o problemach grup wykluczonych czy poszkodowanych przez obecny system, ale przede wszystkim potrzeba kształtowania i wspierania solidarności społecznej. Solidarności, która wykracza poza jednostkowe gesty dobroczynności czy filantropii. Bo po ponad dwudziestu latach od upadku komunizmu solidarność społeczna, która ma wyrażać się inaczej niż poprzez filantropię – a więc chociażby państwowe wysiłki na rzecz poprawy sytuacji poszkodowanych lub tworzenie narzędzi pozwalających na samopomoc w obrębie konkretnych grup społecznych, np. spółdzielczość – wciąż kojarzy się większości Polaków ze złymi stronami systemu słusznie minionego. My, Polacy, mamy z tym społeczny i mentalny problem. Dlatego trzeba to zmieniać, trzeba o tym dyskutować, trzeba tłumaczyć i pomagać. Jest to również jedno z najważniejszych zadań Kościoła Powszechnego. Miarą jakości społeczeństwa jest to, jak traktuje tych najbardziej potrzebujących i wykluczonych. Nie dość, że traktujemy ich nie najlepiej, to na dodatek wolimy o tym nie mówić, nie myśleć. Wolimy tego nie widzieć.
4. DEMOKRACJA, czyli – jak oceniają Państwo jakość demokracji w Polsce? Co Państwa zdaniem należy zrobić, by wzmocnić polską demokrację?
Musimy zrobić wszystko, aby nasza demokracja nie była demokracją sterowaną przez kieszeń. Polska konsumpcyjna łatwo stanie się Polską bezrefleksyjnie egocentryczną, krajem ludzi kierujących się życiową filozofią pragmatyczno-konsumpcyjną. Zysk wyprze siłę odśrodkowych idei, co łatwo może doprowadzić do przeróżnych kryzysów.
Dlatego w dobie kumulacji kapitałów, informacji i decyzji potrzebna jest budowa silnych, niezależnych instytucji i grup społecznych, które będąc współtwórcami demokratycznego ładu, byłyby również swego rodzaju strażnikiem i recenzentem rozwoju demokracji w Polsce. Trzeba wspierać lokalne i środowiskowe media, oddolne ruchy obywatelskie, organizacje społeczne czy watchdogi – pozarządowe organizacje strażnicze, zajmujące się monitorowaniem i upublicznianiem działań podejmowanych przez instytucje publiczne i sfery lobbystyczne. W sposób oczywisty wiąże się to z potrzebą wzmacniania mechanizmów demokracji bezpośredniej. Oddawanie obywatelom głosu raz na cztery lata coraz mniej ma wspólnego z ideą demokracji. Należy im ułatwić codzienne uczestnictwo w procesie współdecydowania i współodpowiedzialności. Demokracja będzie pełniejsza jedynie wtedy, kiedy o jej kształt na równych zasadach będą mogli zadbać wszyscy.
Paweł Cywiński, ur. 1987 – podróżnik; studiuje stosunki międzykulturowe Azji i Afryki na Wydziale Orientalistycznym Uniwersytetu Warszawskiego.
Jan Mencwel, ur. 1983 – doktorant w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracuje z Pracownią Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”.
Misza Tomaszewski, ur. 1986 – doktorant w Instytucie Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego i nauczyciel filozofii w Społecznym Gimnazjum „Dwójka”.
Wszyscy są członkami redakcji kwartalnika „Kontakt” wydawanego przez warszawski Klub Inteligencji Katolickiej (www.kontakt.kik.waw.pl).
Leszek Jażdżewski, „Liberté!”
1. ZMIANA, czyli – co chcieliby Państwo zmienić w polskim życiu publicznym?
Chcielibyśmy odtworzyć linie ideowych podziałów zamiast reprodukować rytualny spór jaki zdominował polską scenę polityczną, a także – niestety – szerzej polskie życie publiczne. Proste schematy, wróg–przyjaciel, identyfikacje, za czy przeciw Kaczyńskiemu, wyjałowiły debatę publiczną, a intelektualistów i publicystów zmuszają do wyborów stricte politycznych, „zwykłych” ludzi zniechęcają do polityki. Swoją cegiełkę dokładają media, których umiejętność koncentracji na jednym temacie nie przekracza możliwości królika w rui. Wszelka poważna dyskusja nie trwa dłużej niż jeden dzień, media potrzebują silnych emocji i bodźców, personalnych rozgrywek. Kiedy jedna z nich się kończy, dochodzi do zmiany tematu, nikogo nie obchodzą rozstrzygnięcia spraw omawianych przed tygodniem.
Naszym celem jest narzucenie klasie politycznej, a także samym sobie, tematów, które w naszej opinii stanowią polską i europejską rację stanu. Nie możemy pozwolić sobie na istnienie dwóch światów – rzeczywistego, w którym żyjemy i który stawia przed nami coraz to nowe wyzwania, i politycznego, odrealnionego, żyjącego własnym życiem, alienującego obywateli. Nie zamierzamy nawoływać do zgody, ale zaszczepić u Polaków umiejętność różnienia się w sposób cywilizowany, akceptacji pluralizmu, który nie wiąże się ze zniszczeniem przeciwnika. Naszym credo jest krytyczna refleksja nad rzeczywistością, sceptycyzm wobec wszelkich ideologii, dystans i ironia, także do samych siebie. W centrum debaty chcemy stawiać wolność jednostki, jej relacje z państwem, społeczeństwem, drugim człowiekiem. Mamy odwagę głosić idee niepopularne, które uważamy jednak za słuszne –wolimy przekonywać do własnych poglądów niż kierować się słupkami poparcia czy oglądalności. Brzydzimy się grą pod publiczkę, populizmem. Słuchamy, ale chcemy też do swych racji przekonywać.
Jedną z podstawowych polskich słabości jest głęboko zakorzeniona mentalność przegranego, którą dla polepszenia samopoczucia nauczyliśmy się nazywać moralnym zwycięstwem. Celebrowanie klęsk, rozpatrywanie „kto nam najmocniej współczuł”, a kto obraził, jest niestety wciąż silnie obecne w przejawach polskiego życia zbiorowego, świadczy o głębokich kompleksach wymieszanych z poczuciem wyższości – ani jedne, ani drugie nie są jednak uzasadnione. Czas by Polacy dobrze poczuli się w swojej skórze, średniego, mało znaczącego, niezbyt bogatego kraju na peryferiach Europy.
W „Liberté!” staramy się prezentować także europejski i globalny punkt widzenia na sprawy Polski, wyjść z zaścianka, w którym tkwi nasza polityka i w dużym stopniu – niestety – opinia publiczna. Uczynienie przyszłości Europy i naszej w niej roli tematem poważnej debaty politycznej jest być może największym zadaniem, które czeka nas w przyszłości. Musimy mieć świadomość, że jedynym sensownym wyborem, pozwalającym jeśli nie uniknąć, to opóźnić znalezienie się na marginesie historii, stanie się światowym muzeo-butikiem, jest europejska federacja, w której rozpuszczą się narodowe suwerenności. Tylko w ten sposób Europa, a wraz z nią Polacy, mogą mieć wpływ na światową geopolityczną grę – dla nas jako kraju peryferii jest to także najbardziej podstawowa kwestia bezpieczeństwa.
Największym zadaniem, jaki wszyscy powinniśmy sobie wyznaczać, wszyscy, którym zależy na przyszłości tego kraju, jest stopniowe wychodzenie Polski – zarówno w sferze realnej: cywilizacyjnej, społecznej, gospodarczej, jak i kulturalnej, mentalnościowej – z peryferii, na których znaleźliśmy się z powodu wielusetletnich procesów historycznych.
2. WYJĄTKOWOŚĆ ŚRODOWISKA, czyli – czym Pana/Pani środowisko różni się od obecnych elit opiniotwórczych?
Oni mają pozycję, my mamy czas i potencjał. Im w przeważającej mierze chodzi – po prostu – o utrzymanie swoich zdobyczy, dotrwanie w wygodnym dla nich układzie, my chcemy zmienić otaczający nasz świat. Obecne elity wyglądają na zmęczone samymi sobą. Niezmiennie toczą te same spory, które są do bólu przewidywalne. Nie ma sensu słuchać ogromnej większości aktorów, na dzisiejszej scenie, bo wiadomo, co powiedzą. Czytanie artykułów w gazetach można ograniczyć tylko do nazwisk autorów. My, choć prezentujemy wyrazisty liberalny projekt ideowy, jesteśmy otwarci na dyskusję także z naszymi przeciwnikami, chętnie przyjmujemy ich argumenty jako test na spójność, wiarygodność własnych poglądów. Ba, jesteśmy nawet gotowi je zmieniać wbrew zasadzie, że skoro fakty nie pasują do idei, tym gorzej dla faktów.
Pokolenie, które rządzi dziś w polityce, mediach i biznesie, najlepsze ma już za sobą. Przeżyli swój historyczny sukces, byli architektami transformacji, potem wejścia do NATO i UE. Dziś zamiast odejść na zasłużoną emeryturę odcinają kupony od dawnych, choć niewątpliwych zasług. Trudno im się dziwić, że nie chcą ustąpić. Powinniśmy się raczej dziwić samym sobie, że nie podjęliśmy wysiłku wysadzenia ich z siodła – na tym świecie nic nie jest za darmo i nie dzieje się samo z siebie. Dlatego wszelkie apele o to, by zrobić więcej miejsca młodym mnie śmieszą. Albo młode pokolenie osiągnie to samo albo skazane będzie na statystowanie, tak jak dziś. Polskie elity wychowane czy to na styropianie, czy to na zetempowskich konwentyklach, nie czują się dobrze w świecie, kiepsko u nich z językami, poczucie wyższości miesza się z kompleksami. Nie przystają do dzisiejszej rzeczywistości.
Środowisko „Liberté!” wyróżnia specyficzna mieszanka poczucia odpowiedzialności za kraj, misyjności dawnej polskiej inteligencji oraz realizmu i pragmatyzmu. Mamy wielkie plany i marzenia, ale nie idziemy na skróty, nie wierzymy na słowo żadnym ideologiom, nie ulegamy żadnym ukąszeniom. Na chłodno wybieramy najlepszą drogę – dla nas to liberalizm, w który z pełnym przekonaniem i „na gorąco” chcemy się zaangażować. Wielu naszych rówieśników, szukając kompensacji w czystości ideowej tam, gdzie zabrakło im realnych politycznych możliwości, popadło w radykalizm, utopijność, na tym budując swoją siłę – bo na skrajnościach łatwo buduje się wyrazistość, przyciąga się zwolenników. To jednak jałowy trud, z takim podejściem nawet mając miliony złotych i dziesiątki klubów pozostanie się jedynie środowiskiem rozrywkowo-ideowym, w którym poglądy są jak modne ubranie, które zakłada się by być trendy.
3. DEBATA, czyli – jakie tematy Pana/Pani zdaniem stanowią w Polsce ciągle temat tabu? Które z nich w pierwszej kolejności wymagają poważnej debaty?
Jest wiele tematów, które nie stają na agendzie jako najważniejsze, choć powinny. Dopiero ostatnio zaczęły się przebijać głosy o potrzebie ukrócenia wszechwładztwa Kościoła, które wynika głównie z oportunizmu polityków i obojętności obywateli. Liberalizacja obyczajowa: równe prawa dla mniejszości seksualnych, eutanazja, aborcja, niepodlegająca kompromisom wolność słowa stojąca w sprzeczności z aktualnymi wstecznymi regulacjami w polskim prawie, ale także zdobywającą sobie i w naszym zacofanym kraju pierwsze przyczółki poprawnością polityczną.
Wielkim tematem jest konieczność maksymalnie daleko idącej integracji Polski z Unią Europejską, stworzenie w przyszłości czegoś na kształt federacji europejskiej, dalszej rezygnacji z suwerenności narodowej, która w dobie polityki globalnej będzie i tak tracić na znaczeniu. Nie tylko mentalność typu „zabrać kasę w krzaki”, ale współodpowiedzialności za projekt, w którym uczestniczymy.
Zupełnie nie mówi się w Polsce o tym, na kim spoczywa ciężar utrzymywania całego społeczeństwa – klasie średniej i wyższej. Dominuje dyskurs, w którym to biedni są wyzyskiwani, coś im się należy od państwa, od ogółu, zupełnie zaś pomija się to, kto i dlaczego ich utrzymuje i łoży na nieefektywne państwowe instytucje. W kraju na dorobku, takim jak Polska, zwyczajnie nie stać nas na zarzynanie tych nielicznych kur, które znoszą nawet jeśli nie złote, to chociaż jakiekolwiek jaja. Tak dalece idąca nierównowaga na dłuższą metę nie może się utrzymać. Wypracowująca, w bardzo niesprzyjających warunkach, PKB polska klasa średnia, nie tylko bezwzględnie wykorzystywana, ale na dodatek bez pardonu krytykowana w momencie, w którym stosunek danin do uzyskiwanych świadczeń przekroczył akceptowalne granice, w końcu się zbuntuje. Mówienie o tym, że żyjemy w neoliberalnym piekle, nie ma żadnego pokrycia w faktach – państwo mamy duże, nieefektywne i skrajnie niesprawiedliwe, gdzie całe grupy zupełnie sprawnych obywateli żyją na koszt pozostałych.
Mało mówi się także, albo mówią to ludzie, których wiarygodność i kontakt z rzeczywistością równe są zeru, o realnych grupach interesów rozgrywających swoje gry kosztem milczącej i – co najgorsze – nieświadomej większości. Górnicy, firmy farmaceutyczne, nauczyciele, wielkie zachodnie koncerny, rolnicy, można by wymieniać bez końca. Dla tych, którzy do żadnej wpływowej grupy się nie łapią, zostają ochłapy. Dobro ogółu nie jest wypadkową tych interesów grupowych, stoi ponad nimi. Bez zrozumienia tego faktu, transparentności, silnej, ale ograniczonej władzy centralnej i samorządowej, będziemy żyć w Polsce resortowej, Polsce folwarków, zdominowanej przez lokalnych możnowładców, którzy z nikim i niczym nie muszą się liczyć.
4. DEMOKRACJA, czyli – jak Pan/Pani ocenia jakość demokracji w Polsce? Co Pana/Pani zdaniem należy zrobić, by wzmocnić polską demokrację?
W polskiej demokracji polityka wymknęła się spod społecznej kontroli. Partie polityczne wzmocnione pieniędzmi podatników, pozbawione realnej konkurencji, narzucające własny dyskurs żyją w doskonałej symbiozie z leniwymi mediami, dla których im płytsza debata, tym łatwiejsza do obsłużenia i zaserwowania lekko już znudzonej publiczności. Relatywnie, pozostałe instytucje życia publicznego uległy osłabieniu: media, think-tanki, stowarzyszenia – żadne z nich nie wzmocniło swojej pozycji w takim stopniu jak partie. Jednocześnie rządy PiS-u pokazały, że w Polsce to nie demokracja jest problemem, ale niedostatki liberalizmu, który tej demokracji jest niezbędnym elementem. Słabo zakorzeniona w świadomości publicznej potrzeba niezależności poszczególnych instytucji od siebie, brak kultury politycznej, która narzuca konieczność samoograniczenia, spowodowały, że polska demokracja znalazła się w realnym zagrożeniu – samą sobą. Dziś te zagrożenia są nadal obecne, ale znajdują się niejako w uśpieniu. Na pierwszym planie znalazły się: społeczna apatia, brak sporu zdefiniowanego wokół realnych problemów, polityczno-medialny kombinat, który rozgrywa nic nieznaczący spektakl, prawdziwą politykę pozostawiając w kuluarach. Wzmocnienie polskiej demokracji powinno polegać na takim osłabieniu partyjnych oligarchii, by znów zaczęły poddawać się wpływom społecznym, i takim wzmocnieniu pozapartyjnych aktorów życia publicznego, by mogli odgrywać wobec partii rolę autonomiczną.
Leszek Jażdżewski, ur. 1982 – publicysta, politolog, redaktor naczelny „Liberté!”, wiceprzewodniczący Forum Liberalnego. Publikował m.in. w „Gazecie Wyborczej”.
Maria Klaman, „Krytyka Polityczna”
1. ZMIANA, czyli – co chcieliby Państwo zmienić w polskim życiu publicznym?
Przywrócić zaangażowanie, bez którego polskie życie publiczne pozostanie oderwane od wielu problemów, konfliktów społecznych i sprzecznych interesów dotyczących większości Polaków. A to właśnie – w nakręcającym się od lat błędnym kole polskiej polityki – jest przyczyną i skutkiem braku zaangażowania. Zarazem temperatura prowadzonych sporów jest odwrotnie proporcjonalna do ich merytorycznej wartości. Dobitnym przykładem tej patologii jest „wojna polsko-polska”, jaką toczą pomiędzy sobą dwie główne partie polityczne, które jednocześnie wzajemnie się legitymizują, wypełniając główną część sceny politycznej. Ten konflikt nie służy ani modernizacji, ani niczemu wartościowemu – jest natomiast doskonale wykorzystywany przez obie partie do napędzania sobie elektoratu w podzielonym społeczeństwie. Asystowanie temu dziwacznemu zjawisku przez dwie mniejsze partie nie daje nadziei na żadną zmianę. Nie ma tu miejsca nie tylko na lewicę, ale właściwie już na żadne idee i ideowość. Podobne zarzuty odbierane są jako brak realizmu i pięknoduchostwo. Otóż my – uznając politykę za sztuką kompromisu i rozmaitych rozgrywek – chcielibyśmy, aby spór wyznaczany był mimo wszystko przez konflikt wizji, a nie indywidualnych karier zagregowanych w wodzowskie partie i finansowanych z budżetu państwa, karier dla tych, którzy się w odpowiednim momencie załapali i trwają, trwają, trwają…
Celem naszego środowiska jest wprowadzenie do debaty publicznej kwestii kluczowych dla interesu marginalizowanych grup społecznych, a dotychczas słabo artykułowanych przez klasę polityczną. W dłuższej perspektywie działamy na rzecz zwiększenia zaangażowania obywateli w życie polityczne, obecnie zabetonowane przez kształt ordynacji wyborczej, sposób finansowania partii i najbardziej nieokiełznaną w całej Europie idiotyczną reklamę polityczną. Wymaga to przeciwstawienia się obecnym tendencjom przekształcania sporu politycznego w starcie medialnych wizerunków i zabiegów socjotechniki, a także podważenia szeregu pozornych „oczywistości” na temat kształtu ustroju, gospodarki i społeczeństwa. Grupy dotychczas słabo reprezentowane politycznie powinny uzyskać zarówno kanały artykulacji swoich interesów (większy pluralizm mediów), jak też środki politycznego nacisku (wzmocnienie instytucji pośredniczących między obywatelami a klasą polityczną – organizacji pozarządowych, ale także np. związków zawodowych).
2. WYJĄTKOWOŚĆ ŚRODOWISKA, czyli – czym Pana/Pani środowisko różni się od obecnych elit opiniotwórczych?
„Krytyka Polityczna” skupia wokół siebie liczną grupę zaangażowanych działaczy, których celem jest budowa ruchu społecznego. Nasze środowisko to działacze społeczni, intelektualiści, artyści, publicyści skupieni wokół celów i zadań, a nie formalnej przynależności i partykularnych interesów, jakie cechują zwłaszcza partie polityczne, ale także liczne organizacje pozarządowe. „KP” łączy tym samym cechy środowiska intelektualnego, organizacji pozarządowej oraz ruchu społeczno-politycznego. Mniej ważna dla nas jest forma, najważniejsze: ludzie i etos. Inspirację dla tworzenia tego ostatniego czerpiemy z historii wschodnioeuropejskiej inteligencji zaangażowanej.
Uczestnicząc w debacie publicznej wprowadzamy do niej słabo dotychczas obecne elementy lewicowego projektu przemiany społeczeństwa – zarówno w wymiarze społeczno-ekonomicznym, jak i kulturowo-obyczajowym. Zamiast reprodukować dominujące poglądy, a raczej praktyki, staramy się wnosić do debaty publicznej nowe idee i perspektywy widzenia problemów społecznych, ekonomicznych i innych. Pozornie odrębne sfery życia – politykę, naukę, sztukę, działalność społeczną – traktujemy jako równie ważne dla życia społecznego. Dotyczy to nie tylko wymiaru teorii czy głoszonego przez nas światopoglądu, ale również instrumentów działania – do naszych przedsięwzięć angażujemy przedstawicieli różnych dziedzin; pozostajemy również otwarci na środowiska spoza lewicowego grona, licząc na ciekawą wymianę poglądów.
Naszą ambicją było wyjść poza Warszawę i największe miasta. Mamy kluby – grupy współpracowników systematycznie organizujących różne przedsięwzięcia kulturalno-polityczne – w ponad dwudziestu miastach Polski. Na tej mapie staramy się tworzyć samodzielne ośrodki, dysponujące swoim miejscem, biurem, sprzętem, a także zatrudnionymi ludźmi do prowadzenia bogatego programu działań. Dlatego w Cieszynie, Gdańsku i Łodzi prowadzimy Świetlice Krytyki Politycznej, a w Warszawie Centrum Kultury Nowy Wspaniały Świat. Wszystkie one mocno osadzone są w swych lokalnych kontekstach, a ich program stanowi odpowiedź na potrzeby tamtejszych społeczności. Od pewnego czasu umiędzynaradawiamy naszą działalność. Od kilku lat funkcjonuje ukraińska „Krytyka Polityczna” z siedzibą i pismem w Kijowie, a także angielski klub w Londynie, czekający na premierę angielskiej wersji pisma. W tym roku ruszy również rosyjska „Krytyka” z siedzibami w Petersburgu i Moskwie, własnym pismem i bogatym programem działań kulturalnych i politycznych. Dziś w KP działają ludzie z różnych społeczeństw, a łączy nas wspólny etos zaangażowania.
3. DEBATA, czyli – jakie tematy Pana/Pani zdaniem stanowią w Polsce ciągle temat tabu? Które z nich w pierwszej kolejności wymagają poważnej debaty?
We współczesnym kapitalizmie kulturowym nie ma tematów tabu. Kontestowanie samego siebie należy do istoty współczesnego kapitalizmu. To jest być może jedyny temat tabu. Dlatego nie określamy swoich działań jako prostej kontestacji, prowokacji czy transgresji, ale staramy się używać różnych środków (kojarzonych z mainstreamem albo undergroundem) do realizowania celów, które sobie sami wyznaczamy, starając się zachować przy tym naszą podmiotowość i niezależność.
Problemem polskiej debaty publicznej jest zawłaszczenie jej przez jeden język opisu rzeczywistości, promowany zwłaszcza przez media głównego nurtu. Definiuje on podstawowy spór społeczno-polityczny i światopoglądowy jako spór między indywidualistycznym liberalizmem a wspólnotowym konserwatyzmem. My staramy się reprezentować stanowisko łączące podejście redystrybucyjno-wspólnotowe w obszarze ekonomii i liberalne w obszarze obyczajów. W obecnej polskiej debacie spora część rozwiązań ekonomicznych dotyczących np. własności prywatnej, praw pracowniczych czy roli państwa w gospodarce, traktowana jest jako obszar zarezerwowany dla technokratycznej ekspertyzy; polityka prowadzona w interesie partykularnych, uprzywilejowanych grup prezentowana jest jako wyraz obiektywnego dobra wspólnego. Założenia te z trudem poddają się refleksji, a ich krytyka traktowana jest jako nieracjonalna, płynąca z niekompetencji bądź kojarzona ze zjawiskiem populizmu.
Z jednej strony w warunkach ustroju liberalno-demokratycznego istnieje możliwość publicznego dyskutowania niemal wszelkich tematów, z drugiej – sposób mówienia o nich pozostaje silnie zdeterminowany, a często ograniczony przez nieformalne reguły, pod sankcją dyskursywnego wykluczenia. Można mówić o roli państwa, jeśli nie proponuje się podwyższenia podatków. Można mówić o kwestii aborcji, jeśli nie kwestionuje się osiągniętego w jej sprawie „kompromisu”.
Tematami, które do tej pory domagają się pełniejszego opisu, z pewnością pozostają rosnące rozwarstwienie i bieda, wykluczenie społeczne, nierówny dostęp do edukacji, czy sytuacja na rynku pracy (panuje w tym obszarze hegemonia dyskursu pracodawców; dość powszechne potępienie związków zawodowych i przekonanie o wyłącznych zaletach rozwiązań liberalizujących stosunki pracy). Są to kwestie, które domagają się nie tylko debaty, ale także rekonstrukcji obecnych systemowych rozwiązań. Podobnie jak sprawy emancypacji obyczajowej, równouprawnienia ze względu na płeć, wyznanie czy orientację seksualną i inne kwestie, które zdominował dyskurs konserwatywny – dotyczy to szczególnie debat na temat legislacji.
4. DEMOKRACJA, czyli – jak Pan/Pani ocenia jakość demokracji w Polsce? Co Pana/Pani zdaniem należy zrobić, by wzmocnić polską demokrację?
Źle. Żeby to zmienić, należy się zaangażować i przekonywać do tego innych, budując w tym celu silne instytucje. Wciąż nie potrafimy korzystać z odzyskanej w procesie transformacji wolności – regularnie spadająca frekwencja wyborcza jest bolesnym świadectwem tego, że polskie społeczeństwo nie odnajduje w polskim życiu politycznym adekwatnej reprezentacji swych interesów i przekonań. Medialny spektakl polityczny sprawia, że demokracja staje się konkursem piękności preparowanych wizerunków i weryfikatorem PR-owskich technologii. Z drugiej strony – oświata ani media publiczne nie realizują skutecznie jednego ze swych kluczowych zadań – jak najszerszej dystrybucji kulturowych kompetencji, które pozwoliłyby społeczeństwu domagać się innej jakości debaty publicznej i życia publicznego w ogóle.
Demokratyczne społeczeństwo powinno zapewniać mechanizmy efektywnej reprezentacji, w tym zwłaszcza grup wykluczonych i upośledzonych, poprzez rozwiązania instytucjonalne, takie jak bezpłatny dostęp do ekspertyzy i porad, organizację interesów zbiorowych (związki zawodowe), publiczną edukację pozwalającą niwelować odziedziczone kompetencje kulturowe (kluczowe z punktu widzenia partycypacji) czy instrumenty prawne sprzyjające redukcji zastanych nierówności (jak kwoty płciowe na listach wyborczych). I jeśli oceniać polską demokrację z tej perspektywy, to nietrudno stwierdzić, że projekty emancypacyjne są marginalizowane lub z hipokryzją uznawane za zrealizowane, poziom społecznej mobilności oraz inkluzji jest niewielki, a reguł tego, co naturalne i oczywiste – w tym kształtu tożsamości – pilnują zastane instytucje, w tym Kościół katolicki. Fundamentalna zasada równości zostaje naruszona po wielokroć: kobiety wciąż nie mają prawa decydować o własnym ciele; nie mogą być w pełni niezależne, bo ich życie uwarunkowane jest niekorzystnym układem ekonomicznym; mniejszości seksualne pozbawione są praw, które posiada „normalny” obywatel, a przynajmniej dwa miliony ludzi w Polsce żyje w ubóstwie faktycznie wykluczającym ich z uczestnictwa w demokracji.
Przez demokrację rozumiemy właśnie raczej aktywne uczestnictwo niż wrzucanie raz na cztery lata kartki wyborczej do urny. Pragniemy rzeczywistego wyboru, zamiast symulowanego pluralizmu, który oferują nam w telewizji cztery wodzowskie partie. Bo tylko rzeczywisty wybór angażuje. A dopóki go nie ma, angażować będziemy się my. Później zresztą też. Po stronie lewicy.
Maria Klaman – członkini zespołu „Krytyki Politycznej”, koordynatorka klubu KP w Trójmieście.
Jarosław Klebaniuk, Piotr Szumlewicz, Bartosz Ślosarski, www.lewica.pl
1. ZMIANA, czyli – co chcieliby Państwo zmienić w polskim życiu publicznym?
Przede wszystkim należałoby się zastanowić, jak można wprowadzić jakiekolwiek zmiany. Ponadto, istnieje wiele projektów i najlepiej byłoby realizować je jednocześnie: pracę u podstaw na rzecz pokrzywdzonych w ramach fundacji i stowarzyszeń społecznych czy też walkę o nowy język w debacie publicznej lub przejęcie władzy w państwie i realizację lewicowych postulatów programowych. Uważamy, że zmiana jest potrzebna w kilku obszarach, a realizacja „lepszego świata” prowadzi poprzez współdziałanie w praktyce wielu projektów.
Czego chcemy? Uzupełnienia głównego nurtu debaty publicznej o sprawy, którymi media komercyjne się nie zajmują i które traktują jako nieprawomocne, nieważne lub zbyt kontrowersyjne. Przykład: sprawy wykluczenia społecznego opisywane są zazwyczaj z perspektywy beneficjentów transformacji ustrojowej, stąd każdy, komu nie udaje się funkcjonować w społeczeństwie wolnorynkowym, jest przedstawiany jako jednostka nieelastyczna i niedopasowana do współczesnego świata. Kryje się za tym pewna forma darwinizmu społecznego, którą można streścić w wyrażeniu: nie nauczyłeś się pływać, to utoniesz i nikt ci nie pomoże. W mediach głównego nurtu niewiele mówi się też o masowym bezrobociu czy dużym rozwarstwieniu dochodów. W Polsce wciąż działa straszak „komunizmu”. Gdy tylko pojawia się postulat systemowej walki z ubóstwem, wyższych podatków dla najbogatszych albo aborcji dostępnej na życzenie kobiety, uznane autorytety straszą powrotem do PRL-u.
W Polsce w ogóle niewiele się mówi o różnych formach opresji, które wciąż istnieją. Zamiast próbować z nimi walczyć, przedstawia się je jako indywidualne winy jednostek. Te mechanizmy wykluczenia są widoczne zarówno pod względem różnic klasowo-ekonomicznych, jak i kulturowych. W dominującym dyskursie wciąż widoczne są uprzedzenia względem ludzi innej orientacji, religii (także ateistów), koloru skóry, czy też wobec niżej uposażonych. My staramy się nagłaśniać różne formy represji i wykluczenia, wskazując na ich systemowy charakter.
Ponadto ciągle nie można rozpocząć poważnych dyskusji dotyczących kwestii najważniejszych dla społeczeństwa. Dużo się mówi w telewizji i radiu, ale to medialna papka, która w żaden sposób nie zmusza do refleksji na temat rzeczywistości i własnego społeczeństwa. Niczym w „Weselu” Wyspiańskiego – bohaterowie mówią do siebie, ale brak kontaktu między nimi. Postępująca atomizacja społeczna służy ksenofobii, rasizmowi, mowie nienawiści i dominacji. Często organizowane są debaty o społeczeństwie obywatelskim, ale jak na razie wciąż jest ono sprowadzane do swobody funkcjonowania przedsiębiorstw i think-tanków zależnych od władzy. My zastanawiamy się nad tym, jak wzbogacić komunikację społeczną i zwiększyć partycypację obywatelską.
2. WYJĄTKOWOŚĆ ŚRODOWISKA, czyli – czym Państwa środowisko różni się od obecnych elit opiniotwórczych?
Jesteśmy środowiskiem zróżnicowanym, ale w naszym przypadku stanowi to zaletę. Nasz portal łączy ludzi wielu nurtów lewicowych, od anarchosyndykalizmu do socjaldemokracji typu zachodnioeuropejskiego. Spotkanie różnych ludzi, z różnych środowisk, ale podzielających pewien wspólny zbiór przekonań służy wymianie myśli i wzajemnemu zrozumieniu, zarówno siebie samych, jak i otaczającej nas rzeczywistości.
Od dziesięciu lat realizujemy dziennikarstwo typu obywatelskiego. Czytelnicy współtworzą portal, pisząc dla nas newsy, które zazwyczaj – z racji tematyki – nie mieszczą się w głównym nurcie debaty publicznej, ale opisują działanie formacji lewicowych czy związków zawodowych w Polsce i na świecie, a także poruszają sprawy ważne z punktu widzenia osoby zaangażowanej społecznie – jak np. łamania praw pracowniczych czy też poczynań lokalnych samorządów o skutkach negatywnych dla społeczności terytorialnych.
Spektrum prezentowanych poglądów na portalu jest szerokie. Łączy nas to, że nie boimy się wyrażania różnic ideowych, co też odróżnia nas od współczesnej elity opiniotwórczej. Znani publicyści dwóch największych dzienników, Rafał Ziemkiewicz i Witold Gadomski, mają odmienne zdanie w sprawie współpracy Lecha Wałęsy z SB, ale w kwestiach gospodarczych niczym się nie różnią, proponują te same neoliberalne rozwiązania.
Od obecnych elit różni nas też spojrzenie na najważniejsze kwestie społeczne, przy czym podczas dyskusji nie wikłamy się od razu w jałowe spory historyczne. Naszej postawy nie określa stosunek do Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, a raczej podejście do różnic dochodowych, bezrobocia, podatków czy praw kobiet.
Do wyrażania naszych poglądów wykorzystujemy Internet, który pozostaje niezależny od komercji czy też nacisków politycznych.
3. DEBATA, czyli – jakie tematy Państwa zdaniem stanowią w Polsce ciągle temat tabu? Które z nich w pierwszej kolejności wymagają poważnej debaty?
W polskiej przestrzeni publicznej tematy tabu są zarazem tematami poważnymi, potrzebującymi merytorycznej debaty. W Polsce brak sporu lewicy z prawicą na tle ekonomicznym, a główne różnice wciąż opierają się na podejściu do PRL-u. Wspominaliśmy o tym, że mass media eliminują wiele tematów i problemów związanych z wykluczeniem społecznym czy bezrobociem. My chcielibyśmy przesuwać granice debaty publicznej na lewo i odsłaniać interesy warstw rządzących. Bieda, patriarchat, homofobia czy wysokie rozwarstwienie dochodów nie są dziełem losu, a skutkiem konkretnej polityki kolejnych rządów. Jednym z naszych celów jest odsłanianie partykularnych interesów stojących za rzekomo demokratyczną polityką władz, rozbijanie „kompromisu”, który uprzywilejowuje niewielką część społeczeństwa.
W latach 80., wraz ze zwycięstwami Thatcher i Reagana, na świecie zaczął dominować nurt myślenia neoliberalnego, zgodnie z którym to rynek miał rozwiązać wszelkie społeczne problemy, a także zapewnić jednostkom możliwość samorealizacji. Również w Polsce przywódcy pierwotnie robotniczego ruchu Solidarność przeszli na stronę neoliberalizmu, wtedy bardzo modnego kierunku myślenia o gospodarce i społeczeństwie. Konsekwencją tej zmiany postaw były reformy Leszka Balcerowicza, które wykluczyły ogromne rzesze ludzi z życia społecznego. Tych wykluczonych po paru latach zagarnęła, jako własny elektorat, populistyczna prawica, mimo że niżej uposażeni są zazwyczaj reprezentowani przez partie lewicowe.
Niestety SLD-wska lewica nie chciała podjąć się tego zadania. Wynikało to częściowo z jej delegitymizacji w nowej rzeczywistości jako spadkobierców po PRL-u. Kiedy ideologia wolnego rynku przeniknęła zarówno do polityki, kultury, jak i życia codziennego, politycy SLD bali się jej przeciwstawić. Nie chcieli być posądzeni o związek z minionym ustrojem i przeszli do obozu dawnych elit „Solidarności”. Dlatego ostatecznie stanęli po przeciwnej strony barykady niż ludzie nieradzący sobie w nowej rzeczywistości.
W wyniku tej słabości polskiej lewicy w debacie publicznej nie podjęto kwestii funkcjonowania ideologii neoliberalnej w świadomości społecznej, a także tego, jak nadwiślański kapitalizm oddziałuje na życie społeczne. Jak konsekwentnie deregulowana i prywatyzowana jest sfera publiczna, z coraz większymi zakusami na ośrodki edukacyjne i szpitale. W istocie największym niedyskutowanym tabu najnowszej historii Polski jest przekonanie, że każda instytucja prywatna może funkcjonować lepiej niż przedsiębiorstwa publiczne. Nie każdy komercyjny podmiot może jednak dobrze realizować zadanie redystrybucji społecznej. Interes wolnego rynku często nie jest zbieżny z interesem społeczeństwa.
4. DEMOKRACJA, czyli – jak Państwo oceniają jakość demokracji w Polsce? Co Państwa zdaniem należy zrobić, by wzmocnić polską demokrację?
Dziś mainstream podzielił się na dwie frakcje – tych, co twierdzą, że Polska jest niedemokratyczna, i obrońców „Najjaśniejszej Rzeczpospolitej”, którzy uważają, że żyjemy w dobrze funkcjonującej demokracji liberalnej. Naszym zdaniem obie te postawy opierają się na błędnych przesłankach. Przedstawiciele pierwszej frakcji są zdania, że główna oś sporu biegnie między prawdziwymi Polakami a sowieckimi i niemieckimi zdrajcami. Ci drudzy natomiast przekonują, że jesteśmy rozwiniętym krajem Europy, który większość ważnych spraw już rozwiązał. Obydwie te grupy łączy lekceważenie dla ubóstwa, bezrobocia, dyskryminacji kobiet czy mniejszości seksualnych. Obydwie przedstawiają Polaków jako jednolite społeczeństwo, w którym nie ma różnic interesów ani warunków życia. Bezdomny i biznesmen mają tak samo kochać ojczyznę. Obydwaj mają się zachwycać, że jesteśmy częścią zjednoczonej Europy.
Kryzys dotyczy też elit politycznych, chociaż stanowi on raczej konsekwencję słabości środowisk pracowniczych, lewicowych czy feministycznych, ale także niezwykle jednorodnych, demagogicznych mediów. Od dwudziestu lat następuje stopniowa alienacja elit parlamentarnych od reszty społeczeństwa. Polscy politycy przejmują się samymi sobą, zajmują się tym, kto do jakiej partii przeskoczył i co za to dostał. Polityka w Polsce stała się grą hazardową, która polega na zdobyciu jak największej liczby miejsc w Sejmie i w konsekwencji – przejęciu władzy. Wciąż brak merytorycznej debaty i programów działania.
Ten kryzys wiąże się nie tylko z krajowym podwórkiem, ale też z przemianami globalnymi, które Zygmunt Bauman opisał jako oddzielenie mocy od polityki i władzy. Państwo abdykowało z roli organizatora życia społecznego, przekazując część swoich kompetencji rynkowi. Podmycie struktur państwa, głównej instytucji demokratycznej, przez globalny kapitał powoduje spowolnienie procesu rozwojowego, jakim w istocie jest dążenie do demokracji. Niestety Polska w stopniu o wiele większym niż demokracje zachodnie uległa neoliberalnej ideologii i nawet kryzys nie zmienił dominującego dyskursu w tym obszarze.
Aby wzmocnić polską demokrację, trzeba też wesprzeć polski „demos” i zastosować się do hasła alterglobalistów – „myśl globalnie, działaj lokalnie”. Żeby tak się stało, należy przekazać środki polityczne i finansowe lokalnym społecznościom. Obywatelom miast, małych miasteczek i wsi należy dać możliwość rozwoju. Tymczasem choć władze centralne przekazują coraz więcej kompetencji społecznościom lokalnym, nie zwiększają środków potrzebnych na ich wypełnianie. Odpowiedzią na kryzys demokracji jest więcej demokracji – ta nie może być jednak tylko pustym propagandowym hasłem. Powinna angażować ludzi w decydowanie o kształcie życia publicznego, a nie wykluczać i przekonywać, że jedynym wartościowym celem jest dbanie o własny materialny interes.
Jarosław Klebaniuk – psycholog społeczny, mieszka i pracuje we Wrocławiu. Wegetarianin. Bezpartyjny
Piotr Szumlewicz, ur. 1976 – magister filozofii i socjologii. Pisze doktorat na Uniwersytecie Warszawskim o relacjach między rozwojem technologicznym i stosunkami społecznymi. Członek redakcji „Bez Dogmatu”. Mieszka w Warszawie
Bartosz Ślosarski, ur. 1993 – publicysta, bloger. Publikuje m.in. na portalach Krytyki Politycznej, Racjonalisty i Feminoteki. Bezpartyjny i niezależny
Krzysztof Mazur, „Pressje”/Klub Jagielloński
1. ZMIANA, czyli – co chcieliby Państwo zmienić w polskim życiu publicznym?
Misją Klub Jagiellońskiego jest „działalność dla dobra i pożytku Rzeczpospolitej”. Drogą do jej wypełnienia jest przejęcie przez obywateli odpowiedzialności za własne państwo rozumiane jako dobro wspólne. Wierzymy, że upowszechnienie takiej postawy dogłębnie zmieniłoby nasze życie publiczne. Oczywiście taka odpowiedź narażona jest na zarzut zbytniej ogólności. Niejeden czytelnik stwierdzi, że „pod tymi wyświechtanymi i nic już nie znaczącymi zwrotami mógłby się podpisać każdy”. Ta pozorna wada jest jednak naszą największą zaletą. Tożsamość naszego środowiska nie jest bowiem budowana wokół jednej ideologii czy konkretnego projektu politycznego; łączą nas raczej klasyczne wartości, takie jak patriotyzm czy szacunek dla tradycji i religii, które w różnych okolicznościach społeczno-kulturowych można realizować na bardzo wiele sposobów. Przyjęcie takiej postawy pozwala nam uniknąć niszczącego doktrynerstwa i na przykład z szacunkiem podchodzić do religii, a jednocześnie mówić otwarcie o problemach Kościoła, być zwolennikami wolnego rynku, a jednocześnie bronić państwowych instytucji kultury. W ten sposób otwieramy się na wiele różnych rozwiązań, koncepcji, środowisk, gdyż nie ma jednej uniwersalnej ideologii gwarantującej ludzkości wieczną szczęśliwość. Zarazem nasza postawa daleka jest od relatywizmu, gdyż uznajemy uniwersalny status tych wartości, którym pozostajemy wierni.
2. WYJĄTKOWOŚĆ ŚRODOWISKA, czyli – czym Pana/Pani środowisko różni się od obecnych elit opiniotwórczych?
Pierwsza różnica już została zarysowana: unikamy zarówno postawy wszystkowiedzących kapłanów stojących na straży czystości określonej ideologii, jak i wiecznie kpiących i we wszystko wątpiących błaznów. Otwartość na inność staramy się łączyć z otwartością w głoszeniu ważnych dla nas wartości. Druga różnica ma charakter generacyjny, gdyż większość z nas urodziła się po wyborze Jana Pawła II i w dorosłość wchodziła już po transformacji ustrojowej. Od liderów obecnych elit opiniotwórczych dzieli nas zatem cała epoka, co ma zarówno swoje plusy (brak określonych obciążeń biograficznych), jak i swoje minusy (brak tak silnego doświadczenia pokoleniowego, jakim była „Solidarność”). Efektem tej pokoleniowej różnicy jest jednak przede wszystkim dużo bardziej krytyczne podejście do obecnego stanu naszego państwa. Pozbawieni odniesienia do poprzedniego systemu jesteśmy impregnowani na stosowany przez lata argument „nie narzekajmy na III RP, bo jest lepiej niż było w komunizmie”. Dla nas obecne państwo jest podstawowym punktem odniesienia. Wszystkie jego słabości, które objawiła afera Rywina czy tragedia smoleńska, traktujemy jako patologie wymagające dogłębnych reform. Argument „nie jest tak źle, bo kiedyś było gorzej” do nas nie trafia. Jednak najważniejsza różnica ma charakter strategiczny. Klub Jagielloński opiera się na trzech filarach: idee (generowanie nowych idei poprzez dyskusje, aktywność publicystyczną i wydawanie kwartalnika „Pressje”), wiedza ekspercka (publikowanie raportów i analiz) oraz ludzie(projekty edukacyjne kierowane głównie do młodych ludzi). Tworzymy zatem środowisko, które całościowo myśli…