Subskrybuj
Z wykształcenia filozof i teolog. W latach 1961–1983 była redaktorem i sekretarzem redakcji miesięcznika „Znak”. W latach 70. współtworzyła ruch hospicyjny w Polsce i pierwsze polskie hospicjum w Nowej Hucie. Przez pięć lat pomagała terminalnie chorym jako wolontariuszka. W latach...

Światło na Malewską

Malewska jest świadkiem wiary w Kościół, który ogląda w boskiej naturze i ciężkim ludzkim kształcie. Kościół to „skrzydlaty hipopotam”. Gdy skrzydła są złożone, widać tylko groźne, okryte mułem cielsko.

W 2011 r. minęła setna rocznica urodzin Hanny Malewskiej – wybitnej pisarki, publicystki, wieloletniej redaktor naczelnej miesięcznika „Znak”. W czerwcu w krakowskim Klubie Inteligencji Katolickiej odbyło się spotkanie, podczas którego dyskutowano o obecności jej dzieła we współczesnej kulturze. Poniżej publikujemy fragmenty wybranych głosów.

Halina Bortnowska

Czytając, co pisała Malewska, cały czas czułam, że odważnie powołuje do życia światy swoich powieści, przede wszystkim świat Panów Leszczyńskich. Malewska nie przestaje myśleć o Polsce, o jej swoistości i europejskości, o doświadczeniu mieszkańców tych ziem ze sobą nawzajem, z sąsiadami, kuzynami, ale i zaborcami. Polska jest doświadczeniem, które mamy obowiązek przetrawić, wykorzystać, otworzyć dla swoich następców. Wysiłek, jaki podjęła Malewska w tym kierunku, jest wolny od sentymentalizmu. We wszystkim, co zdecydowała się opowiedzieć, wyczuwalny jest inteligencki, Kasprowiczowski wstyd, świadomość, że wielkie, najważniejsze uczucia muszą być okryte ostrożnym milczeniem.

Milczenie, proste przywołanie faktów wolne od wyrażania emocji – tym żył patriotyzm w stylu Malewskiej. Ludzie uznawani przez nią za filary Polski to mężowie stanu i krytycy uproszczeń wiodących do kultu sarmackości, do tromtadracji i pychy. Chodzi o to, by przejawiać patriotyzm, unikając tych skażeń i zgnilizny, która za nimi idzie. Malewska uczy zachwycać się ludźmi – ich polskością także, ale wysokiej klasy polskość zaszczepia się na pięknym człowieczeństwie. Zachwyt pisarki i historyka zarazem budzą w ogóle ludzie, których sylwetki (przede wszystkim duchowe) wyłaniają się ze źródeł, pamiętników, listów. Patriotyzm Malewskiej, praktykowany, nie deklarowany, jest zrośnięty z poczuciem, że to samo, co z naszą najbliższą ojczyzną, łączy nas też ze Śródziemnomorzem.

Chyba nie trzeba podkreślać, jak daleki jest patriotyzm Malewskiej od „polityki historycznej”, od kultu militariów i w ogóle od tego, co w nas nolens volens utwierdził Sienkiewicz. Jej twórczość jest odtrutką na to, co – obok wielu dobrych rzeczy – wchłanialiśmy z Sienkiewicza na swoją szkodę.

Drugi istotny wątek twórczości Malewskiej to obecność Boga w dziejach i w życiu ludzi. Jest to obecność tak dyskretna, jak dyskretną jest w doświadczeniu religijnym czystej wody, niezmąconym ani pragnieniem panowania nad żywiołem transcendencji, ani kwietyzmem czy nieufnością wobec rozumu. Wchodząc w lekturę Malewskiej, nie należy spodziewać się inwazji „katolickich oczywistości” (tak określam konglomerat folkloru, rytuałów, języka dewocji, musztry katechizmowej, patosu i – tak! – tromtadracji analogicznej do patriotycznej). Szczegółowa analiza krytyczna pomogłaby wyjaśnić i bardziej obiektywnie opisać to zjawisko – jak jawi się religia, chrześcijaństwo, wreszcie i katolicyzm: jako dzieło Boga w historii.

W obecnym czasie i atmosferze Malewska jest szczególnie cennym świadkiem tego, co nazwę wiarą w Kościół. To określenie wymaga wyjaśnienia – myślę o wierze zwanej dawniej „nadprzyrodzoną”, wierze będącej darem łaski wyższej, innej niż względy ludzkie, odnoszącej się do dzieła zbawienia, a nie do leadership biskupów czy papieży. Źródłem i przedmiotem wiary w Kościół jest sam Chrystus. Malewska ogląda Kościół w jego boskiej naturze i ciężkim ludzkim kształcie. Kościół to „skrzydlaty hipopotam”. Gdy skrzydła są złożone, widać tylko groźne, okryte mułem cielsko.

Myśl o skrzydłach hipopotama może dziś po prostu umożliwiać utrzymywanie bliskości z tym czymś nadto ludzkim, odstręczającym. Jako historyk Malewska zna dzieje myśli religijnej i jej pomniki, księgi i katedry. Czytając – zwłaszcza Przemija postać świata – przechodzi się kurację przeciw zniechęceniu i absolutyzacji tego, co dzisiejsze.

Dla mnie, choć może nie wprost, wynika z tego strategia odwoływania się do „Kościoła lepiej poinformowanego”. W zasadzie będzie to Kościół przyszłości, ale dzieje pokazują, że bywał w pewnych dziedzinach bliżej swoich źródeł, niż jest dziś, albo że ludzie przerażeni dudnieniem racic hipopotama, z czasem, np. w dorobku Soboru, odnaleźliby sens i błogosławieństwo dla swoich poszukiwań. Nie czytając Malewskiej, możemy nie odkryć tego horyzontu.

Andrzej SulikowskiKategoria polskości była początkowo dla Malewskiej oczywista, bo Polska wybuchła za jej życia. Wydawało się, że skoro wybuchła, to będzie zawsze. Jednak doświadczenie szybko skomplikowało światopogląd przyszłej pisarki. W jej rodzinie przecinały się różne kierunki polityczne. Nie uważała, że polskość jest kategorią monolityczną. Podczas badań w archiwum odkrywała, że w dziejach rodziny szlacheckiej z Mazowsza mieści się poniekąd historia całej Europy. Dlatego była niechętna endeckim wywodom o „Piastowym szczepie”. Polskość przyciągała ją czymś, co dla niej samej było do końca zagadkowe, tajemnicze, ale też różnorodne – nie potrafiła nadać jej jednoznacznej definicji. Gdy mówiła o patriotyzmie, wykazywała dużą powściągliwość. Miała przekorną naturę, jako uczennica pytała na lekcjach historii np. dlaczego zawsze garstka Polaków musi zatrzymywać całą armię? Wydawało się jej to przykładem niedołęstwa i nieznajomości strategii. Wywoływało bunt. Malewska w latach studenckich odwróciła się od historii Polski, uznając ją za zaściankową. Dwudziestopięcioletnia dziewczyna zaczęła pisać Żelazną koronę, książkę – moim zdaniem – wybitną. Jej fragmenty są znane po niemiecku i ci, którzy je czytali za naszą zachodnią granicą, twierdzą, że dobrze oddaje nastrój szesnastowiecznej Europy. Do polskości Malewska powróciła z upływem lat, przede wszystkim dzięki obcowaniu z myślą Norwida. W głosie Haliny Bortnowskiej przewijała się także kwestia katolicyzmu „nawykowego”, tzn. wyniesionego z domu, z którym Malewska stykała się od dzieciństwa. Wspominała, że z najbliższymi nigdy nie wypadało rozmawiać o własnym życiu wewnętrznym. To była nieprzyzwoitość. Bardzo kochała matkę,…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Homoseksualista idzie do nieba