Subskrybuj
Socjolog, pracownik Instytutu Studiów Międzykulturowych Uniwersytetu Jagiellońskiego. W 2010 r. ukazała się jego książka Koszmarne scenariusze. Socjologiczne studium konstruowania lęku w dyskursie globalizacyjnym.  

Nawet paranoik ma realnych wrogów

Teorie spiskowe są dla wielu osób popularnym narzędziem do opisania i zrozumienia skomplikowanego świata. W polityce mogą być obosieczną bronią. Służą bądź mobilizacji wyborców, którzy nie ufają państwu, bądź ośmieszeniu przeciwników politycznych poprzez przyklejenie im łatki paranoików. Na ile realne są stojące za nimi zagrożenia?

Strach w polityce

Nie ma chyba obecnie bardziej politycznej emocji niż strach. W czasach, kiedy straciliśmy nadzieję na zbawienie ludzkości i kiedy ulotnił się optymizm idei postępu, działania w sferze politycznej budzą niepokój. Lukier postpolitycznych kampanii wyborczych nie przekreśla przypisywanych Richardowi Nixonowi słów, że „ludzie reagują na strach, a nie na miłość. Tego nie uczą w szkółce niedzielnej, ale taka jest prawda”. Obawy wzbudzają nieodpowiedzialni politycy, programy i decyzje sprzeczne z naszymi interesami oraz prognozowane kryzysy, które mogą skomplikować nasze życie. Jednak strachem napawają nie tylko możliwe konsekwencje dzisiejszych wyborów. Część obywateli jest przekonanych, że sytuacja już jest gorsza, niż na pierwszy rzut oka, by się mogło wydawać – sekretne i złowrogie plany są w tym momencie wcielane w życie. Strach przed tajnymi sprzysiężeniami zwykło się określać mianem teorii spiskowych lub paranoi politycznej. Warto poświęcić tym pojęciom więcej uwagi, gdyż nie tylko opisują one specyficzny niepokój o stan polityki, ale również dlatego, że same wzbudzają silne emocje. Widać to doskonale w ostatnim półwieczu historii politycznej i intelektualnej Stanów Zjednoczonych Ameryki. Prześledzenie wybranych wydarzeń z tego okresu pozwala lepiej zrozumieć, czym są teorie spiskowe w ogóle, także w Polsce.

Archetyp teorii spiskowej

W listopadzie 1963 r. miały miejsce dwa wydarzenia, które ukształtowały kulturową historię teorii spiskowych. 22 listopada w Dallas zamordowany został prezydent John F. Kennedy. Nie było to pierwsze zabójstwo urzędującego prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale pierwsze w erze telewizji. Do rozpowszechnienia się teorii spiskowych wokół morderstwa przyczynił się dodatkowo fakt, że dwa dni później na oczach telewidzów zastrzelono eskortowanego przez policję Lee Harvey’a Oswalda, któremu wcześniej postawiono zarzut zabójstwa prezydenta. Te szokujące zdarzenia wywołały lawinę domysłów. Z regularnie prowadzonych przez Instytut Gallupa badań opinii publicznej wynika, że większość Amerykanów nie wierzyła, że Oswald był samotnym strzelcem działającym bez wiedzy i wsparcia jakiejś potężnej organizacji. Już w kilka dni po zabójstwie 52% respondentów zgodziło się ze stwierdzeniem, że nie działał on w pojedynkę . Wątpliwości nie rozwiał opublikowany rok później 900-stronicowy raport komisji kierowanej przez Earla Warrena. Przeciwnie. Mnożyły się nowe wersje wydarzeń. Na niesłabnących z czasem obawach Amerykanów, że wyjaśnienia raportu komisji Warrena nie odkrywają rzeczywistych przyczyn zamachu, wyrósł potężny przemysł kulturowy. Powstało ponad dwa tysiące książek i wiele filmów przedstawiających różne wersje wydarzeń, a do języka potocznego weszły takie określenia jak „samotny strzelec” i „magiczny nabój”. Domysły dotyczące zabójstwa Kennedy’ego stały się archetypem współczesnej teorii spiskowej.

Styl paranoiczny

Drugim ważnym dla historii teorii spiskowych wydarzeniem z listopada 1963 r. był odczyt Richarda Hofstadtera – wpływowego intelektualisty i historyka zajmującego się dziejami amerykańskiej myśli społeczno-politycznej. Treść odczytu w rozszerzonej wersji ukazała się później w druku pod tytułem Styl paranoiczny w polityce amerykańskiej. Esej Hofstadtera nie odnosił się do szalenie aktualnej wówczas sprawy zabójstwa Kennedy’ego, lecz omawiał dawniejsze przykłady wyjaśnień „usystematyzowanych w wielkich teoriach spiskowych”. Śledził obawy przed spiskiem iluminatów, masonów, pogłoski o katolickim spisku przeciw amerykańskim wartościom i lęki czasów McCarthy’ego dotyczące infiltracji amerykańskich instytucji przez radzieckich szpiegów.

Termin „styl paranoiczny” Hofstadter zapożyczył z psychiatrii. Pisał: „Istnieje jednak zasadnicza różnica między orędownikiem paranoi w polityce, a człowiekiem ze zdiagnozowaną paranoją. Choć obaj mają skłonność do nadmiernej zapalczywości, podejrzliwości, agresji oraz przesadnej i apokaliptycznej ekspresji, to kliniczny paranoik jest przekonany, że złowrogi i zakonspirowany świat, w którym przyszło mu żyć, obraca się w sposób szczególny przeciwko niemu, natomiast przedstawiciel stylu paranoidalnego postrzega świat jako skierowany przeciwko narodowi, kulturze lub sposobowi życia” . Okazało się, że styl paranoiczny stanowi zjawisko częstsze niż nieliczne w skali społeczeństwa przypadki zdiagnozowanych zaburzeń urojeniowych. Choć zwolennicy teorii spiskowych działają zazwyczaj na marginesie społeczeństwa, to mogą wywierać znaczny wpływ na bieg wydarzeń. Dzieje się tak, ponieważ styl ten ma zdaniem Hofstadtera olbrzymią moc aktywizującą. „Orędownicy stylu paranoicznego, (…) niczym religijni millenaryści, wyrażają niepokoje tych, którzy żyją w czasach ostatecznych”. Muszą oni „zorganizować opór przeciw konspiracji – teraz albo nigdy” (s. 29-30). Obawy przed konsekwencjami mobilizacji opartej o „niezdrową przesadę, podejrzliwość i konspiracyjną fantazję” prowadzą Hofstadtera do stwierdzenia wprost, że „termin >>styl paranoiczny<< jest pejoratywny i taki też miał być” (s. 5). Dlatego jego orędownik „nie postrzega konfliktu społecznego jako czegoś, co można zażegnać mediacją i kompromisem. (…) Wróg jest postrzegany jako całkowicie zły i bezwzględny, tym samym, musi zostać całkowicie wyeliminowany” (s. 51).

Gniewne umysły paranoików

Mimo że sam termin „teorie spiskowe” używany był sporadycznie nawet jeszcze przed II wojną światową, to właśnie po opublikowaniu eseju Hofstadtera liczba prac poświęconych temu zagadnieniu zaczęła rosnąć lawinowo. Koncepcja stylu paranoicznego okazała się poręczną ramą teoretyczną do opisu życia politycznego. Jej wpływ widać na przykład w monumentalnym studium o radykalnej prawicy: The Politics of Unreason. Right Wing Extremism in America, 1790-1970 autorstwa Seymoura Martina Lipseta i Earla Raaba. Omawiana koncepcja pozwoliła zinterpretować postawy antysemickie oraz inne uprzedzenia i stereotypy. Doskonałym przykładem jest praca Normana Cohna o wymownym tytule Warrant for Genocide. The Myth of the Jewish World Conspiracy and Protocols of Elders of Zion. Trudno nie zgodzić się z opinią Roberta Kelley’ego, który stwierdził, że „Richard Hofstadter nauczył nas zgłębiać retorykę polityczną i w ten sposób odkrywać struktury ideologii istniejące w społeczeństwie. Nauczył nas myśleć nie tylko w kategoriach klasy społeczno-ekonomicznej, lecz także określonego środowiska kulturowego, w którym rodzą się pewne nastroje i poglądy na temat światowej polityki. Stąd też wzięła się wśród uczonych nowa wrażliwość na siłę czynnika irracjonalnego, na występujące w grupach prowadzących działalność polityczną dążenia do podwyższenia swojego statusu oraz na chorobliwą wręcz wiarę w spiski ukute przez przeciwników”.

Jeżeli dokładniej przyjrzeć się dwóm przywołanym wydarzeniom z listopada 1963 r. – morderstwu Kennedy’ego i argumentacji zaproponowanej przez Hofstadtera – dostrzeżemy pewną niespójność. Koncepcja stylu paranoicznego nie do końca koresponduje ze spiskowymi wyjaśnieniami zabójstwa prezydenta. To nie „mniejszość populacji” lecz jej większość wyrażała przekonanie, że za zamachem stoi tajne sprzysiężenie. Siłą rzeczy trudno te osoby utożsamiać z funkcjonującym na marginesie i skupiającym „gniewne umysły”, radykalnym i najczęściej prawicowym – jak sugerował Hofstadter – ruchem politycznym. Czy to znaczy, że większość obywateli ma skłonność do „nadmiernej zapalczywości, podejrzliwości, agresji, przesady i apokaliptyczności”? Nic na to nie wskazuje: liczni obywatele wątpiący w oficjalne wyjaśnienia śmierci Kennedy’ego nie doprowadzili przecież do pogromów czy agresywnej mobilizacji politycznej, których obawiał się autor Stylu paranoicznego. I chociaż nie oznacza to, że teorie spiskowe dotyczące tegoż zabójstwa w ogóle nie wywarły wpływu na amerykańską kulturę polityczną, to jednak z pewnością nie stały się one podstawą ruchu społecznego mogącego wpływać na decyzje polityczne.

Konspiracje czasem istnieją

Inaczej było z aferą Watergate – kolejnym wydarzeniem istotnym dla badaczy teorii spiskowych. Początkowo wydawało się, że w czerwcu 1972 r. do siedziby Partii Demokratycznej w budynku Watergate włamali się zwykli złodzieje. Mimo pojawiających się oskarżeń, Nixon został nawet ponownie wybrany na urząd prezydenta w jesiennych wyborach. Żmudne dochodzenie sądowe i śledztwo dziennikarskie – sugestywnie ukazane w filmie Alana Pakuly Wszyscy ludzie prezydenta – z biegiem czasu pozwoliły zdobyć coraz więcej dowodów na to, że za wiedzą prezydenta włamania dopuściła się specjalna grupa byłych agentów nazywanych „hydraulikami”. Mieli oni założyć nowy podsłuch w siedzibie politycznych oponentów. Przy okazji śledztwa wyszły na jaw inne nadużycia administracji Nixona. Wielu Amerykanów przekonało się wówczas, że za fasadą rutynowych działań politycznych rozgrywają się wydarzenia przypominające czarne scenariusze spiskowych wizji świata. Złowrogie tajne sprzysiężenia najwyższych rangą urzędników państwowych niekoniecznie muszą być zatem kreacją chorobliwego umysłu.

Afera Watergate wyszła na jaw w trakcie wojny w Wietnamie. Amerykanie dowiedzieli się wówczas, podobnie jak podczas ostatniej wojny w Iraku, o różnych tajnych operacjach i nadużyciach władzy, co wzbudziło obawy, że Watergate nie było pojedynczym wybrykiem. Nieprzypadkowo właśnie w tym okresie znacznie wzrosła liczba przekonanych, że za zabójstwo Kennedy’ego odpowiada jakaś instytucja państwowa. O ile w latach sześćdziesiątych mniej więcej połowa obywateli USA uważała, że Oswald nie działał sam, to w kolejnych dekadach zdanie to podzielało już około 75-80%.

Sceptycyzm wobec władzyZa przykład wzrastającego w latach siedemdziesiątych sceptycyzmu wobec działań rządu może służyć esej Noama Chomsky’ego opublikowany cztery lata po rezygnacji Nixona. Czytamy w nim, że „zdrowy rozsądek i uważna analiza źródeł historycznych prowadzą do (…) uzasadnionego przypuszczenia: w każdym społeczeństwie powstanie klasa propagandzistów dążąca do zatuszowania oczywistości, ukrycia rzeczywistych działań władzy i gotowa sfabrykować przekonująco ujęte rzekome cele i zadania przyświecające polityce państwowej” . Ta konstatacja była punktem wyjścia dla ostrej krytyki kolejnych amerykańskich rządów i narażenia się na zarzut propagowania teorii spiskowych. Dzięki temu Chomsky bodajże jako pierwszy dostrzegł inną (poza mobilizacyjną) funkcję tego typu poglądów. Amerykański filozof pisze: „kiedy już raz jakaś analiza otrzyma etykietę >>teorii spiskowej<<, można ją relegować do tej samej sfery, co teorie entuzjastów płaskiego kształtu Ziemi i innych dziwactw, podczas gdy faktyczny system władzy, podejmowane decyzje i globalne strategie…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Homoseksualista idzie do nieba