W roku 1997, kiedy na półki księgarń trafiło pierwsze wydanie książki Culture of Fear, pojęcie „kultura strachu” niewiele mówiło większości czytelników. Niestety, obecnie aż za dobrze współgra z naszym doświadczeniem i stało się powszechnie używanym zwrotem. Zaczęliśmy wręcz traktować kulturę strachu jako czynnik kształtujący naszą codzienność. Przyjrzyjmy się kilku przykładom. Producent programu Conspiracy of Silence (Spisek milczenia) nadawanego przez telewizję CBS sądzi, że kultura strachu jest powodem, dla którego ludzie nie chcą rozmawiać o przestępstwach popełnianych w ich dzielnicach . Krytyk muzyczny, recenzując krążek założonej w Seattle grupy Pearl Jam pisze, że teksty jej utworów poruszają problem „kultury strachu” promowanej przez administrację Busha . Kanadyjski przeciwnik wojny w Iraku zauważa, że „świat oszalał”, po czym dodaje: „czyżbyśmy wciąż nie wiedzieli, że nasze działania napędzają tylko kulturę strachu?” . Pracownik australijskiej służby zdrowia, który nagłośnił nieprawidłowości w tamtejszym pogotowiu ratunkowym, twierdzi, że panuje tam „kultura strachu”. „Wokół tematu podróży kosmicznych wytworzyła się kultura strachu” czytamy w specjalistycznym raporcie, a w sprawozdaniu Południowej Konwencji Baptystów (Southern Baptist Convention) znajdujemy wyraz niezadowolenia wobec jednego z liderów, który sprawił, że wśród jego pracowników wytworzyła się tego typu kultura. „Nie spodziewałem się, że zaobserwuję tak nieprawdopodobnie rozrośniętą kulturę strachu” – grzmi reżyser filmu dokumentalnego o sieci hipermarketów Wal-Mart. W codziennych rozmowach ludzie oskarżają się o wywoływanie jej w biurach czy szkołach. Konteksty użycia tego pojęcia wskazują, że strach nie jest tylko reakcją na konkretne zagrożenie, ale stanowi raczej kulturową metaforę, za pomocą której interpretujemy nasze życie.
Nie nadzieja, lecz lęk jest tym, co pobudza i kształtuję wyobraźnię początku XXI w. W ten sposób pojęcie strachu bardzo szybko staje się swoją własną karykaturą. Strach nie jest już po prostu odpowiedzią na odczuwane niebezpieczeństwo. Stał się idiomem, poprzez który dajemy wyraz niepewności o nasze miejsce w świecie. Kultura popularna stale stymuluje apokaliptyczną wyobraźnię, faszerując swoich odbiorców zatrważającymi wiadomościami o zbliżających się niebezpieczeństwach, wywołanych przez człowieka lub naturę. Alarmistyczne programy telewizyjne o przeszłych i przyszłych katastrofach oraz filmy takie jak Pojutrze (The Day After Tomorrow) są przykładami świadomego rozmywania granicy między fikcją a rzeczywistością. W maju 2006 r. nadany przez telewizję ABC film katastroficzny pod tytułem Ptasia grypa w Ameryce (Fatal Contact: Bird Flu in America), o pandemii, którą miałby spowodować wirus roznoszony przez ptaki, wywołał spore poruszenie wśród specjalistów zajmujących się ochroną zdrowia. Obawiali się oni, że budzący grozę scenariusz filmu może spowodować niepokój a nawet histerię wśród widzów, którzy wezmą fikcję za fakt. Sam film, przepełniony obrazami paniki, kończy się sceną śmierci niemal całej populacji w objętej pandemią miejscowości. Amerykańskie ministerstwo zdrowia i opieki społecznej, spodziewając się, że produkcja wywoła ogólny przestrach, opublikowało specjalne wytyczne dla pracowników służby zdrowia, które miałyby pomóc uspokoić zaniepokojonych widzów. We wstępie do tego dokumentu czytamy: „ponieważ film ten służy zwiększaniu świadomości o ptasiej i pandemicznej grypie, mamy nadzieję, że przyczyni się on do wzrostu profilaktyki – a nie paniki” . To zdarzenie, angażujące urzędników służby zdrowia, scenarzystów pracujących dla telewizji oraz media, ukazuje, w jaki sposób fakt przeobraża się w fikcję, a fikcja staje się przedmiotem dyskusji dotyczących konkretnych rozwiązań.
Niektórzy eksperci i pracownicy służby zdrowia z zadowoleniem przyjmują tego typu dzieła, gdyż pozwalają one realizować ich własne interesy. Niektórzy spośród takich „przedsiębiorców branży strachu” (fear entrepreneurs) z radością powitali Ptasią grypę w Ameryce ze względu na rozgłos, jaki zdobył ten sensacyjny film. Żarliwi społeczni aktywiści często stają się rzecznikami tezy, że sianie strachu jest w zasadzie promocją świadomości. Klimatolog David Viner przyznał, że film Pojutrze „zawiera wiele błędów”. Ale co z tego! Zaraz potem stwierdził, że w gruncie rzeczy wszystko, co „zwiększa świadomość zmian klimatycznych należy uznać za słuszne”.
Nawet kultura wysoka nie potrafi oprzeć się pokusie podjęcia tematu strachu. W nowojorskim Museum of Modern Art w 2005 r. otwarto wystawę poświęconą niebezpieczeństwom, które niesie współczesność. Strach stał się głównym motywem VIII Biennale Sztuki Współczesnej zorganizowanego tego samego roku w Lyonie. Natasha Edwards napisała o „sztuce strachu” jako „częstym bywalcu” tej ważnej wystawy europejskiej sztuki współczesnej. Artystyczne celebrowanie tego tematu wskazuje, że stał się on kulturową metaforą stosowaną do reprezentowania i interpretowania otaczającego nas świata. Co więcej, w niektórych kręgach strach postrzegany jest jako rodzaj pozy, którą przybiera się po to, by dać wyraz własnemu wyczuleniu na liczne – grożące wszystkim, choć przed większością ukryte – niebezpieczeństwa. Tego typu maniera wcale nie znaczy, że ludzie faktycznie boją się dziś bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Sygnalizuje ona raczej powszechność idei, że należy być zaniepokojonym. To dlatego pracownicy służby zdrowia brzmią często jakby czytali na głos scenariusz katastroficznego filmu. „Będzie to mieszanka AIDS i globalnego ocieplenia” zauważył dr David Nabarro, po czym oszacował, że w wyniku pandemii ptasiej grypy może umrzeć nawet 150 milionów ludzi. Nabarro, urzędnik do spraw zdrowia pracujący dla ONZ, odpowiedzialny za koordynację działań podejmowanych przez kraje w walce z ptasią grypą, nie widział przeciwwskazań do zastosowania licentia poetica, by nieco ożywić swój oficjalny komunikat.
Strach nie musi się ściśle wiązać z doświadczeniami biograficznymi. W porównaniu z wcześniejszymi pokoleniami, my, mieszkańcy Zachodu rzadziej doświadczamy bólu i cierpienia z powodu wyniszczających chorób, nie mamy do czynienia ze śmiercią bliskich tak często jak kiedyś. Poza tym jesteśmy znacznie lepiej niż kiedykolwiek przedtem przygotowani na leczenie nowych chorób. Ostatni wzrost zakażeń wirusem Ebola, zachorowań na SARS czy gorączkę zachodniego Nilu został powstrzymany przy stosunkowo niskiej liczbie ofiar śmiertelnych. W 2006 r. Tajlandia i Wietnam ogłosiły, że udało się im zapobiec nowym zarażeniom ptasią grypą, choć jeszcze rok wcześniej znajdowały się w samym epicentrum epidemii . Mimo że dysponujemy coraz skuteczniejszymi środkami do rozwiązywania problemów ludzkości, przeczuwamy, że wkrótce spadną na nas potworne plagi.
Każda kultura mówi nam o strachu coś innego. W społeczeństwach starożytnych uczono, by bać się bogów i przodków. W średniowieczu podżegano lęk przed czarownicami i innymi złowrogimi nadprzyrodzonymi mocami. W niektórych kulturach trwogę budzi dziś śmierć, w innych bezrobocie. Całkiem niedawno na Zachodzie dominowała obawa przed wojną atomową. Obecnie natomiast strach jest nam przedstawiany jako domyślna, standardowa reakcja na życie. Jak zauważa Christophe Lambert w studium francuskiego społeczeństwa zatytułowanym La société de la peur (Przestraszone społeczeństwo), jego rodacy są prześladowani przez „uczucie strachu przed: przyszłością, utratą, obcymi, podjęciem ryzyka, samotnością i starością”.
Wyobraźnia i strach Zazwyczaj uczucie strachu stanowi racjonalną reakcję na określone okoliczności. Na poziomie jednostkowym, w sytuacjach niepewnych i nieprzewidzianych wzmaga naszą koncentrację. Istnieje też wiele życiowych doświadczeń, których niewątpliwie powinniśmy się bać. Przerażenie mojej matki na myśl o konflikcie zbrojnym wynika z jej doświadczeń z okresu II wojny światowej, przeżyć związanych ze śmiercią i cierpieniem bliskich jej osób. Biografie kształtują naszą wyobraźnię i lęki. Jednakże większość odczuwanych współcześnie obaw nie wyrasta z osobistych przeżyć. Wzbudzają je programy telewizyjne i filmy takie jak Ptasia grypa oraz alarmistyczne szacunki mediów dotyczące liczby ofiar tej epidemii w Azji, wirusa Eboli w Afryce i zamachów przeprowadzanych przez bliskowschodnich terrorystów planujących koniec naszego świata. Ów strach niekoniecznie wywodzi się z bezpośrednich doświadczeń. Z takimi zagrożeniami nie jesteśmy w stanie walczyć. Nie potrafimy też przed nimi uciec. To niebezpieczeństwa, z którymi nie skonfrontujemy się twarzą w twarz, więc boimy się ich w sposób bierny. Coraz wyraźniejsze oddalanie się strachu od doświadczeń życia codziennego wskazuje, że uczucie to należy rozumieć jako coś więcej niż tylko emocjonalną reakcję na konkretne przeżycie. To, co będzie nas interesować z perspektywy kulturowej, to sposób w jaki poprzez lęk interpretujemy otaczającą nas rzeczywistość. Jedną z zasadniczych cech kultury strachu jest przekonanie, że ludzkość jest narażona na ciągłe ataki ze strony potężnych niszczących sił. Jak w tej sytuacji porządni ludzie nie mieliby bić na alarm? Idąc tym tropem, telewizyjni producenci czują się usprawiedliwieni, rozmywając granicę, która dotąd dzieliła fakt od science fiction. Dlatego też biurokracja państwowa włącza się w działania polegające na przekazywaniu strasznych opowieści. Politycy i urzędnicy państwowi wychodzą z założenia, że…