Ja jestem z tego i przez to głupi. Na tę moją głupotę nie ma, niestety, lekarstwa. Przynajmniej ja go nie widzę. Ja po prostu niczego innego nie wiem, nie znam, nie doświadczyłem. A ponieważ nie jestem już młody – pięćdziesiąt dwa lata – więc można przyjąć, że niczego innego nie doświadczę. Jeśli gdzieś coś się wydarza – powiedzmy, jeśli gdzieś ktoś się z kimś bije – to mnie się to zaraz kojarzy z polskością. Nie jest tak – nie o to mi tu chodzi – żebym ja wszystko oglądał i wszystko oceniał pod kątem polskiego interesu. Kiedy, to dla przykładu, Anglicy bili się z Argentyńczykami o Malwiny, to w tym raczej nie było żadnego polskiego interesu. Ale kiedy oni się bili, ja myślałem: – Jak by to było, gdyby to Polacy bili się z Argentyńczykami o Malwiny. Albo gdyby to Polacy bili się z Anglikami o Malwiny. Jak by Polacy zachowywali się w takiej sytuacji i jak by dali sobie z taką sytuacją radę? Co by wtedy z siebie wydobyli? Gdyby w takiej sytuacji się znaleźli. Muszę tu dodać, że Malwiny nic mnie nie obchodzą. Nie jestem nawet pewien, do kogo teraz należą. Wiem, że takie rozumienie polskości jest rodzajem kalectwa. Rzecz w tym, że to nie jest żadne rozumienie. Mnie to jest dane – z góry, czyli przez polskość – od pięćdziesięciu dwóch lat i wiem, że wierzganie, jeśli chciałbym wierzgać, niczego nie zmieni. Gdybym przed pięćdziesięciu dwoma laty urodził się gdzie indziej, to pewnie dane mi byłoby jakieś inne poczucie polskości. Ale urodziłem się tutaj i na to nie ma oczywiście żadnej rady: tak już musi zostać. Niekiedy myślę, że byłoby znacznie milej – znacznie wygodniej urodzie się gdzie indziej. Wiem, że niemal wszyscy niekiedy tak myślą. Czyli to myślenie – że milej jest urodzić się i żyć gdzie indziej – też należy dodać do polskiego poczucia polskości.
Ponieważ wszystko jest dla mnie polskością, nie potrafię powiedzieć na ten temat czegoś sensownego. W kilku zdaniach nie da się powiedzieć czegoś sensownego i wszystkim. Powiem więc też w kilku zdaniach – co myślę o obecnej polskości: tej roku 1987. Co dziś wiąże mi się z pojęciem dzisiejszej polskości. Uważam – chyba wbrew powszechnej czy rozpowszechnionej opinii, że Polacy są dziś w bardzo dobrej kondycji psychicznej czy – wolę to słowo – duchowej. Czyli, mówiąc inaczej, uważam, ze polskość miewa się teraz całkiem dobrze. Nawet za dobrze. Nawet o wiele za dobrze. Naokoło wszystko się wali, więc Polacy powinni być w rozpaczy. Tymczasem zupełnie nieźle – ale podkreślam,…