Jak pogodzić religię i naukę? Jaka relacja zachodzi między wiarą religijną a przekonaniami naukowymi? Nie zna tego problemu starożytność, jest on obcy tradycji kultur Wschodu – Indii czy Chin. Wszędzie pojawia się głębsza refleksja filozoficzna nad naturą Wszechrzeczy, która nie jest konkurencyjna wobec tradycyjnych wierzeń animistycznych, ale stanowi raczej próbę ich mentalnego zwieńczenia, swoistej „racjonalistycznej” legitymizacji. W nurt tych poszukiwań prawdy o boskim Absolucie włączają się też dociekania, które nazwalibyśmy dziś „naukowymi”. Przykładem może tu być mistyczna wspólnota Pitagorasa. Jej celem miało być osiągnięcie szczęścia i zbawienia poprzez uzyskanie jedni z boskim Absolutem. Drogą do tego prowadzącą była nauka. Pitagorejczycy dokonali wielu istotnych dla dalszego rozwoju wiedzy odkryć, zwłaszcza w dziedzinie matematyki i astronomii. Sformułowali m. in. heliocentryczną teorię ruchu Ziemi wokół Słońca. Odkrycia te miały jednak utwierdzać boski, mistyczny charakter kosmosu i rządzących nim praw, a nie temu zaprzeczać.
Rozdźwięk między religią a nauką w cywilizacji chrześcijańskiej zaczyna się pojawiać w I tysiącleciu nowej ery, staje się prawdziwym problemem w II, by w ostatnich dekadach XIX w. doprowadzić do całkowitej demarkacji i konfrontacji tych całkiem już różnych światopoglądów.
Teoretyczną konceptualizację tego procesu może nam w znacznym stopniu ułatwić teoria systemów społecznych Niklasa Luhmanna. Jego zdaniem, społeczeństwo współczesne jest konfiguracją różnych „systemów społecznych” zorientowanych wokół odrębnych aksjologii i związanych z nimi działaniami. Poszczególne, tak pojęte systemy charakteryzuje autopojetyczność, zdolność do samoreprodukcji i samouzasadnienia. Nie mogą one mieć również wobec siebie roszczeń ważnościowych. Każdy z nich ma własny, odrębny sposób uzasadnień i własną legitymizację metodologicznej poprawności. Uzasadnienie czerpią z własnych źródeł, a nie z racji przynależnych do odrębnych systemów. Takimi systemami miałyby być, zdaniem Luhmanna, między innymi religia i nauka, jak też ekonomia, sztuka, prawo itp.
Proces ich formowania się był długi i żmudny, pełen momentów dramatycznych. Trwał w zasadzie przez całe I tysiąclecie chrześcijaństwa. Poszczególne systemy z trudem wyzwalały się z dominacji Kościoła, uzyskując swoją autopojetyczność. Dotyczyć to miało także nauki.
Charakterystyczny dla XIX w. stan „konfrontacji” między wiarą a nauką jest dziełem dwóch geniuszy: św. Tomasza z Akwinu i Isaaca Newtona. Dzielą ich od siebie prawie cztery stulecia (św. Tomasz XIII w., Newton XVII w.), mimo to są wobec siebie komplementarni, w pewnym sensie – na siebie skazani. Św. Tomasz stworzył wielką doktrynę filozoficzną zwaną od jego imienia, tomizmem, Isaac Newton odkrył zasady mechaniki, dając tym samym podwaliny pod spójny system fizyczny świata, który w XIX w. stał się ostoją światopoglądu materialistycznego i w istocie antyreligijnego. Konflikt między tymi dwoma obrazami świata ukaże się w całej swej wyrazistości, jeśli uświadomimy sobie, iż oba tak określone systemy operują tym samym w zasadzie „materiałem dowodowym”, oba wyprowadzają swe wnioski światopoglądowe z analizy „bytu stworzonego”, czyli danego naszemu doświadczeniu fizycznego świata.
Formułując zasady mechaniki, Isaac Newton mógł jednak być spokojny o swoje sumienie religijne. Jego teoria była w pewnym sensie komplementarna w stosunku do teologii św. Tomasza. Newton twierdził nawet, iż jest ona najlepszym dowodem na istnienie Boga. Popularna stała się przypowieść o zegarku. Znalazł głupiec w lesie zegarek i mówi, że on sam powstał. Rządzący się precyzyjnymi, matematycznie określonymi prawami mechaniki Kosmos jest takim właśnie zegarkiem i nie mógł zaistnieć bez interwencji zegarmistrza. W teologii św. Tomasza mamy podobne uzasadnienie na istnienie Boga (tzw. dowód z ruchu).
Nie wszystkich jednak wywody takie przekonały. Pierre de Laplace, korzystając z aparatury teoretycznej mechaniki Newtona, opracował pierwszą teorię kosmogeniczną, według której Układ Słoneczny miał powstać z pierwotnej mgławicy. Gdy zapoznał z nią Napoleona, ten wyraził zdziwienie, że nie ma w niej Boga, na co Laplace miał odpowiedzieć: „ta hipoteza nie była mi przydatna”. Zasada powszechnej przyczynowości, której współtwórcą był Laplace, dla materialistów i ateistów stała się dostatecznym uzasadnieniem ich niewiary. Hipoteza istnienia Boga była w niej rzeczywiście „nieprzydatna”.
Koniec niezależności
W drugiej połowie XX w. relacja między wiarą a nauką jako autopojetycznymi systemami, pretendującymi do wyłączności w ostatecznym obrazie świata, ulega gruntownej zmianie. Po pierwsze, najnowsze teorie naukowe dotyczące struktury materii (fizyka kwantowa), jak i nowe teorie kosmogenezy (teoria Wielkiego Wybuchu) wykraczają daleko poza ustalenia wynikające z mechaniki Newtona, a tym samym w sposób nieuchronny stawiają przed nauką pytania o charakterze metafizycznym. Po drugie, teologia chrześcijańska wyraźnie wykracza poza ortodoksję, ograniczoną do biblijnego obrazu Stwórcy, w kierunku opcji bliższych dawnym nurtom gnostyckim. Dla przykładu można tu wymienić Teillharda de Chardin, anglikańskiego biskupa Johna Robinsona, Dietricha Bonhoeffera, czy nawet Paula Tillicha. Po trzecie wreszcie, w drugiej połowie minionego stulecia pojawia się „nowa duchowość” spod znaku New Age usiłująca z mniejszym czy większym powodzeniem znieść ukształtowaną przez nowożytność barierę między nauką, a wiarą. Aktywność tych środowisk nie pozostała bez śladu również dzisiaj.
W jaki sposób nauka współczesna wyewoluowała w stronę problematyki metafizycznej? Dziś hipotezą kosmogeniczną, mającą wszelkie znamiona prawdy naukowej jest teoria Wielkiego Wybuchu. Zgodnie z nią wszechświat powstał około 13 mld lat temu (dokładna data wciąż jest ustalana i korygowana) w wyniku kosmicznej eksplozji czegoś, co się wymyka próbom opisu w będących do naszej dyspozycji kategoriach fizycznych, co gorsza – naszym wyobrażeniom dotyczącym czasu, przestrzeni, przyczynowości. Mówiąc najprościej, eksplodowało potężne Coś, co kryło w sobie potencję całego wszechświata, co jednak w kategoriach klasycznej fizyki nie istniało. Pytanie, które tu nieuchronnie się nasuwa, brzmi dość banalnie: „Czy przed Wielkim Wybuchem był Bóg?” (Taki tytuł nosi zbiór esejów poświęconych teoretycznym implikacjom teorii Wielkiego Wybuchu: Czy przed Wielkim Wybuchem był Bóg? Argumenty naukowców i teologów, Warszawa 2007).
Żmudne analizy danych astrofizycznych i próby odtworzenia za pomocą matematycznej aparatury mechaniki kwantowej przebiegu wydarzeń w pierwszych setnych sekundy po Wielkim Wybuchu i w pierwszych sekundach po nim stawiają wiele pytań o charakterze metafizycznym, na które nauka musi jakoś próbować odpowiadać. Okazuje się, że w tych pierwszych kwantach czasu ustaliły się podstawowe prawa fizyczne naszego wszechświata: prawo grawitacji, ciążeń elektromagnetycznych, silne i słabe oddziaływania wewnątrzatomowe. Gdyby któreś z tych oddziaływań było o jedną setną większe albo mniejsze – wszechświat by nie powstał. Gdyby inne były oddziaływana wewnątrzatomowe, nie powstałyby pierwiastki i materia, jaką znamy. Jak wyjaśnić tę precyzję i dokładność już w pierwszych mikrochwilach „stworzenia”?
Jeśli poddać analizie dalsze etapy ewolucji wszechświata, pytania się piętrzą. Jak powstała żywa materia, jak się zrodziły żywe organizmy, ukształtowały poszczególne organy, a w końcu – ludzka świadomość? Postęp w naukach chemicznych i biologicznych również w tym obszarze zwielokrotnił naszą wiedzę, ale też – wyostrzył znaki zapytania. Nie wchodząc w szczegóły, okazuje się, iż powstania życia i jego ewolucji aż po ludzką świadomość, nie da się wyjaśnić za pomocą prostych schematów, opartych na atomowej wizji materii i jej ewolucji zgodnie z zasadami mechanicznie rozumianej przyczynowości.
Skłoniło to też wielu współczesnych teologów do porzucenia szukania dowodów na istnienie Boga w zawiłych abstrakcjach rodem z Arystotelesa i św. Tomasza. Wolą oni pilniej przypatrywać się najnowszym doniesieniom ze strony nauki i zastanawiać nad płynącymi stąd wnioskami metafizycznymi. W polskiej literaturze teologicznej na szczególną uwagę zasługuje książka ks. abp. Józefa Życińskiego prezentująca teorię „emergencji” – stałej obecności Boga w procesie fizycznej ewolucji wszechświata, życia, ludzkiej świadomości i historii (Wszechświat emergentny. Bóg w ewolucji przyrody, Lublin 2009).
Projekt zamiast mechanizmu
Czy we współczesnym świecie ciągle jeszcze mamy do czynienia z procesem wypierania ze świadomości społeczeństw Zachodu obrazu świata, w którym pierwszą zasadą i źródłem wszelkich innych był transcendentny Bóg, przez jego naukowy odpowiednik, w którym aksjomat stanowią „prawa przyrody”, negujące znaczenie wszelkiej Transcendencji w wyjaśnianiu pochodzenia wszechświata? Jak już napisałem wyżej, taki stan rzeczy (w dużym uproszczeniu) charakterystyczny był dla cywilizacji Zachodu w XVIII i XIX w., ale nie dzisiaj. W kontekście postawionego wyżej pytania często przytacza się termin Maxa Webera „odczarowanie świata”, który on sam rozumiał jako proces racjonalizacji, związany z rozwojem kultury we wszystkich cywilizacjach. Gdyby dożył naszych czasów, musiałby przyznać, że obecnie mamy raczej do czynienia z ponownym „zaczarowywaniem świata”, o czym świadczą liczne prace uznanych dziś luminarzy nauki próbujących laikom uprzystępnić wyniki najnowszych badań i ich ewentualnych skutków praktycznych. Pojawiają się tu idee podróży w czasie, teleportacji, kontaktów z cybernetycznym kosmicznym umysłem projektującym wciąż nowe wszechświaty itp. Relacje o tych licznych nowych „naukowych objawieniach” ze względów zrozumiałych muszę tu pominąć. Są one ogólnie dostępne. Wszystkie one ujawniają istnienie jakiejś przepastnej tajemnicy ukrytej pod piramidą matematycznych równań kwantowych jedenastowymiarowego „multiwszechświata” zwanego też przez niektórych „wieloświatem”, a także czarnych dziur i kosmicznych osobliwości. Dla potocznego „zdrowego rozsądku” są one nie mniej frapujące niż tajemnica Trójcy Świętej.
Do podobnych wniosków może nas jednak doprowadzić już sama refleksja na temat owych „praw przyrody” rozumianych pozytywistycznie, jako teoretyczne uzasadnienie obrazu świata, w jakim żyjemy, bez konieczności odwoływania się do „hipotezy Boga”. Pretekstem może być poświęcona tej problematyce książka Claude Tresmontanta Problem istnienia Boga. Autorem, którego Tresmontant traktuje ze szczególnym zainteresowaniem, jest Aleksandr Oparin, marksistowski teoretyk powstania życia, były dyrektor Instytutu Biochemii Akademii Nauk ZSRR, który w 1936 r. opublikował pracę Pochodzenie życia na Ziemi. Książka została przetłumaczona między innymi na język francuski, opublikowana w Paryżu ze specjalnym wstępem autora i na to…