Subskrybuj
Dziennikarz i publicysta portalu Instytutu Spraw Obywatelskich, publicysta thinkzina Nowa Konfederacja; pisze dla Polskiego Radia 24, TVP.INFO, „Gazety Polskiej", kwartalnika „Fronda LUX" i tygodnika opinii TYGODNIK.TVP.

Portret człowieka nieskłamanego

To opowieść o człowieku „wrzuconym w historię”, zarazem wielkim, jak i pełnym małości, świetnym artyście i przegrywającym z chorobą alkoholiku, który mierząc się z samym sobą, musiał stawić czoła okrucieństwom epoki i bezwzględności ustrojów budowanych na przemocy i kłamstwach.

Broniewski. Miłość, wódka, polityka Mariusza Urbanka to książka nie tylko dla sympatyków szeroko rozumianej lewicy i twórczości poety. To także opowieść dla tych, którzy chcą lepiej i głębiej zrozumieć dzieje Polski w XX w.

O wadze niedawno wydanej biografii Władysława Broniewskiego świadczą przynajmniej dwa fakty. Po pierwsze, jest to pierwsza, kompletna, niezafałszowana dla potrzeb politycznych czy ideologicznych książka o poecie. Po drugie, publikacja nie jest lekturą z zakresu literaturoznawstwa, ale opowieścią o człowieku „wrzuconym w historię”, zarazem wielkim, jak i pełnym małości, świetnym artyście i przegrywającym z chorobą alkoholiku, który mierząc się z samym sobą, musiał stawić czoła okrucieństwom epoki i bezwzględności ustrojów budowanych na przemocy i kłamstwach, na serwilizmie i zaprzeczeniu ludzkiej godności.

Ta książka nie jest apologią Broniewskiego. Tym większy z niej pożytek. Urbanek – mimo całej sympatii do poety, jaka przebija z kart lektury – zbyt wiele mówi nam o nim rzeczy trudnych. I bynajmniej nie idzie tu tylko o alkoholizm twórcy, ani o Słowo o Stalinie, wiersz symbolizujący (częściową) zgodę Broniewskiego na powojenne realia w Polsce. Autor Miłości, wódki, polityki rysuje przed nami całą wielowymiarowość charakteru poety. Nie stawia go na piedestale, lecz pokazuje człowieka – trudnego, pełnego konfliktów sumienia, poddającego się manipulacjom i słabościom, a zarazem pełnego nigdy i przez nic nie wykorzenionej hardości.Warto wskazać na dwie występujące w książce „ścieżki narracji”. Z jednej strony otrzymujemy opowieść o życiu osobistym Broniewskiego, z drugiej – widzimy go jako postać historyczną. Oczywiście te dwie rzeczywistości oddzielam tutaj niejako sztucznie, bo przecież były ściśle ze sobą związane: legionista Piłsudskiego, komunizujący, rewolucyjny poeta, więzień sowieckich aresztów, żołnierz-tułacz, twórca na służbie budowanego w Polsce na rozkaz Stalina „socjalizmu z bolszewicką twarzą” nie miał przecież „życia prywatnego” na sposób właściwy „zwykłym ludziom”. Był zawsze – w mniejszym lub większym stopniu – współuczestnikiem, czy wręcz zakładnikiem splotu wydarzeń historycznych i to często tych na największą skalę.


Trudne miłości

Spróbujmy najpierw spojrzeć na Broniewskiego „prywatnie”. Alkohol, miłostki, miłości, liryzm. Ten liryzm wiązał go z polskością, patriotyzmem, od najwcześniejszych lat. Babka, Zofia z Lubowidzkich Broniewska, grała mu na fortepianie mazurki: „Jeden wlazł mi do serca jak drzazga i dotąd tej drzazgi nie mogę wyjąć” – opowiadał później. Gdy w 1943 r. jako żołnierz Andersa pisał w Jerozolimie wiersz Mazurek Chopina, zamieścił w nim takie strofy: „A babka mi to grała/ na starym fortepianie/ w pokoju, gdzie fotografia/ dwóch braci rozstrzelanych./ Bracia w czarnych czamarach/ leżą w płockim ogrodzie/ a babka niedawno zmarła/ niespodziewanie, gdzieś w drodze…”. Braćmi „w czarnych czamarach” byli Walerian i Romuald Lubowidzcy, znaleźli śmierć jako powstańcy styczniowi.
Tak, trudno oddzielić to, co prywatne od tego, co historyczne w życiu Broniewskiego, romantycznego poety wychowanego w tradycjach walki o niepodległość, walki rewolucyjnej i zbrojnej. Liryzm stanie się zresztą znakiem szczególnym najpiękniejszych i najważniejszych wierszy poety, zarówno tych najbardziej intymnych, jak i patriotycznych czy społecznych.

Broniewski, urodzony w roku 1897, do legionów wstąpił w kwietniu 1915. W pamiętnikach z żołnierskich czasów młody poeta zapisał zdania, które pozbawiają złudzeń: „Idiotyczne życie! Ciągle kokoty, wódka, nuda i karty. (…) Przylega to do człowieka jak błoto i potem czuje wstręt do samego siebie”. Ale oprócz kokot były i nieco głębsze uczucia i trochę bardziej wymagające romanse: młoda kuzyneczka, jakaś setnie nudząca się mężatka, pieszczotliwie nazywana „Pipcią”, itd., itp. A później pierwsza żona, Janina, poznana w 1924 r. Broniewski, choć zaręczony, ma jednak romans. Zmusza do przerwania ciąży swoją kochankę z Krakowa, Wandę Sz. Pisze do niej bez ogródek: „Ty musisz je zniszczyć, póki czas. Zrobisz to, jeżeli mnie choć trochę kochasz”.

I następne miłości: córka Anka, którą przyszło mu przeżyć i opłakać, Maria Zarębińska, aktorka, druga żona poety, wreszcie Wanda Broniewska, żona i piastunka, surowa bodaj dla wszystkich, zazdrosny kustosz pamięci o postawionym na PRL-owskim cokole mężu. Marię Zarębińską, bodaj najtragiczniejszą z kobiet w życiu Broniewskiego, odebrała mu wojna: Maria „umierała dwa razy” – w marcu 1945 r. Broniewski dowiedział się o jej rzekomej śmierci w obozie koncentracyjnym. Wcześniej szaleńczo tęsknił, pełen był niepewności, pisał wiersze dla ukochanej, a równocześnie romansował z późniejszą żoną Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Krystyną Domańską (która zabiła się w 1952 r.). Później przyszła wieść, że Maria jednak żyje – wyzwolona z obozu, wróciła do Polski. Dopiero wtedy Broniewski także zdecydował się na powrót i przyleciał do kraju w listopadzie 1945 r. Umęczona gehenną hitlerowskiego obozu zagłady Zarębińska zmarła w lipcu 1947 r. Czy była szczęśliwa z poetą przez ten krótki czas, który im pozostał? Kochała go z pewnością, ale jak najgorszej zmory przez cały ich związek obawiała się tego jednego: „jedna jedyna rzecz, która może zniszczyć nasze szczęście, to madame »wyborowa czysta«, to jest rzecz, której się strasznie boję”.


„Broniewik” przeciw historii

A Broniewski – postać publiczna? Ten, który płatał złośliwe figle „sędziwej damie” – historii, za które odwdzięczała mu się jeszcze większymi złośliwościami? Najpierw legionista, kawaler Virtuti Militari, czterokrotnie odznaczony Krzyżem Walecznym. I jak to zwykle bywa, heroizm miesza się z banalnością: „Wiele lat po wojnie – pisze Urbanek – [Broniewski] opowiadał…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Medycyna wygrywa z naturą