Czym różnią się szyici od sunnitów i jakie są podstawy wrogości między nimi?
Wrogość między odłamami istnieje od samego początku islamu i ma źródło w konflikcie między szyitami, czyli stronnictwem uważającym, że prawowitymi następcami Muhammada są jedynie potomkowie jego córki Fatimy i Alego, a tymi, którzy sądzili, że scheda po proroku islamu ma mieć charakter sukcesji za zasługi, a nie za pochodzenie. Antagonizmy między tymi odłamami utrzymywały się przez stulecia, a podsycane były licznymi prześladowaniami i dyskryminacją mniejszości szyickiej przez rządzące dynastie sunnickie.
Nowego wymiaru tej wielowiekowej wrogości dodało jednak – o czym się dzisiaj często zapomina – pojawienie się na Półwyspie Arabskim na przełomie XVIII i XIX w. wahabitów. Realizując ideę radykalnego oczyszczenia islamu, dopuszczali się oni prześladowań szyitów na Półwyspie i w Mezopotamii oraz niszczenia schedy po nich. Zwalczali wprawdzie wszystkich nieortodoksyjnych sunnitów, ale to szyici z ich kultem świętych, pielgrzymkami do grobów, dekorowanymi meczetami i skłonnościami do popadania w stany mistycznej egzaltacji wzbudzali u nich szczególną wrogość. Przykładowo, kiedy wahabici zdobyli w 1802 r. Karbalę, nie tylko zniszczyli mauzoleum Husajna, jedno z najświętszych miejsc kultu szyickiego, ale dokonali także masakry tamtejszej ludności szyickiej. Trwające aż do lat 30. XX w. mordy i niszczenie grobów świętych pozostają żywe w pamięci wszystkich szyitów zamieszkujących dzisiaj Arabię Saudyjską, Bahrajn czy Irak. Do tego dochodzi oczywiście prześladowanie szyitów przez reżim Saddama Husajna oraz wojna iracko-irańska – oba te zjawiska spotęgowały konflikt między tymi odłamami islamu.
W takim świetle należy, moim zdaniem, widzieć dzisiejsze walki szyitów z sunnitami i wzajemne zamachy terrorystyczne w Iraku czy nawet w Pakistanie, a także nieskrywaną wrogość między władzami w Teheranie i Rijadzie. Różnice i wynikające z nich antagonizmy mają więc charakter przede wszystkim polityczny, chociaż niektóre rozbieżności doktrynalne oraz odmienna organizacja muzułmańskiej ummy i odmienne podejście do prawa muzułmańskiego powodowały, że szyici od zawsze byli uznawani, przynajmniej w pewnych kręgach, za heretyków. Po dzień dzisiejszy można usłyszeć wypowiedzi sunnickich uczonych, w których nazywają szyitów „niewiernymi” czy „brudnymi psami”.
Czy uważa Pan, że współcześnie w Bahrajnie czy Iraku mamy do czynienia z konfliktami religijnymi?
Nie. Nie uważam, żeby wydarzenia w Bahrajnie, Iraku czy innych państwach Bliskiego Wschodu można było nazwać konfliktami religijnymi. Myślę, że mamy do czynienia z sytuacją zbliżoną do tego, co można zaobserwować na Bałkanach czy w Irlandii Północnej. Na Bałkanach toczy się wprawdzie spór między prawosławnymi Serbami a chorwackimi katolikami, a w Irlandii katolików z protestantami, jednak nie są to konflikty stricte religijne, tylko polityczno-religijno-narodowościowe. Podobnie w Iraku czy Bahrajnie – oczywiście przy zachowaniu wszelkich proporcji – mamy do czynienia z konfliktami w pierwszym rzędzie politycznymi, choć powstałymi na gruncie religii.
Czy wojna Iraku z Iranem w latach 1980–1988 również nie miała podłoża religijnego?
Wojna Iraku z Iranem była przez obie strony przedstawiana jako religijna, bo to dobrze służyło propagandzie wojennej. Oczywiście wielowiekowe animozje religijne nie były tu bez znaczenia, ale głównym motywem działań militarnych były roszczenia terytorialne do bogatego w ropę naftową pasa przygranicznego przy rzece Szatt al-Arab i irańskiego Chuzestanu, zdominowanego przez szyickich Arabów. Jednak równie ważną przyczyną, która doprowadziła do wojny, były ambicje polityczne i walka o przywództwo w świecie islamu pomiędzy Saddamem Husajnem i ajatollahem Chomeinim, ucieleśniających z kolei aspiracje swoich narodów mających w pamięci czasy imperialnej świetności – Arabów z jednej strony i Persów z drugiej. Nie demonizowałbym zatem sporu szyicko-sunnickiego, który nie ma takiego potencjału konfliktogennego jak uwarunkowania polityczne czy historyczne, a czasem także plemienne, jak w Jemenie.
W Sudanie mimo secesji części południowej występuje spór co prawda nie sunnitów z szyitami, ale sunnitów z chrześcijanami. Czy tego konfliktu nie można nazwać religijnym?
Sudan jest przykładem na to, że konflikty etniczne i religijne nabierają znaczenia tak naprawdę wtedy, gdy mamy do czynienia z problemami o podłożu egzystencjalnym lub ekonomicznym. Zarówno przynależność etniczna, jak i religia to czynniki różnicujące i podkreślające odrębność „nas” od „nich”, które nabierają szczególnego znaczenia w sytuacji konfliktu interesów politycznych. Na to wszystko zawsze nakładają się jakieś zaszłości i animozje historyczne, które łącznie tworzą mieszankę wybuchową. Wieloletnia wojna domowa w Sudanie łączyła w sobie wszystkie te elementy, ale to dobra ekonomiczne odgrywały główną rolę. Takimi dobrami byli – jakkolwiek brutalnie i nieludzko to dzisiaj brzmi – czarni niewolnicy, którymi handlowali Arabowie. Takimi dobrami były i są do dziś – jako że Sudan jest nieustannie nękany plagą suszy – żyzne pastwiska Darfuru. Są nimi wreszcie bogate złoża ropy naftowej np. w Abyei, w spornej prowincji na granicy między dzisiejszym Sudanem a Sudanem Południowym, która – i to znowu jest typowe dla takich konfliktów – jest zamieszkana przez dwie grupy etniczne, różniące się pochodzeniem, wyglądem, językiem, religią i w zasadzie wszystkim, co chcielibyśmy porównać: na południu mamy bowiem czarnoskórą ludność nilotycką, głównie z plemienia Dinka, a na północy arabskich nomadów z plemienia Misiriya.
Jak zatem opisać konflikt w Iraku?
W Iraku podobnym konfliktem był, a po części nadal jest, spór kurdyjsko-arabski, który również zawiera w sobie wszystkie wspomniane wcześniej elementy: etniczne, językowe, religijne, historyczne, polityczne i oczywiście ekonomiczne. Nie da się przesądzić, który z nich jest najważniejszy, ale moim zdaniem te o charakterze ekonomicznym czy bytowym są zazwyczaj podstawowe. Można to ująć krótko: z powodu różnic religijnych, etnicznych, językowych czy politycznych ludzie mogą doświadczać różnego rodzaju nieszczęść, które czasem prowadzą do śmierci, kiedy jednak zagrożony jest podstawowy byt ekonomiczny, konflikt przeradza się niemal zawsze w walkę o przetrwanie.
W dzisiejszym Iraku prezydent jest Kurdem, a premier szyitą. Jak w takiej sytuacji odnajdują się sunnici?
To skomplikowana kwestia, bo mamy do czynienia z jednej strony z odgórną regulacją stosunków społecznych poprzez wspieranie pewnych ugrupowań na rzecz innych, a z drugiej – z mechanizmem odreagowania, jaki zawsze obserwujemy w procesach społecznych. Wielkie skupiska ludzkie wykazują naturalną tendencję do samoregulacji i homeostazy – jeśli wahadło działań społecznych wychyla się zbyt silnie w jedną stronę, to powracając, musi wychylić się z podobną siłą w drugą stronę.
Dzisiejsza sytuacja na szczytach władzy w Iraku jest wynikiem tego, że marginalizowani przez lata szyici i Kurdowie, wspierani aktywnie przez Amerykanów, zaktywizowali się w obszarze działań politycznych, natomiast dominujący dotychczas sunnici usunęli się w cień – co zresztą doskonale odzwierciedliła frekwencja wyborcza w 2005 r. Obywatele pozbawieni dotychczas możliwości ekspresji politycznej biorą odwet za lata dyskryminacji, a cały ten rewanżyzm polityczny jest podsycany dodatkowo przez grupy ekstremistyczne, które mają własne cele polityczne. Szyici nie są przecież jakimś monolitem – część skłania się ku radykalnym przywódcom takim jak Muktada as-Sadr, a część ku bardziej umiarkowanym, jak ajatollah as-Sistani. Ale działają też organizacje terrorystyczne np. samozwańcza „Al-Kaida w Mezopotamii”, która w 2005 r. wypowiedziała irackim szyitom „wojnę totalną”. Dodatkowo sytuację komplikuje poparcie Kurdów przez Amerykanów i niejasna rola Iranu wspierającego szyitów.
Czy w Bahrajnie jest podobnie?Bahrajn jest podobny do Iraku, bo rządząca dynastia sunnicka sprawuje władzę w państwie, w którym ponad dwie trzecie ludności to szyici. Ale z drugiej strony jest to kraj, który…