Nie ulega wątpliwości, że urodzona w 1932 r. Krystyna Miłobędzka już na dobre zamieszkała na poetyckim parnasie. Zainteresowanie osobą poetki od lat 90. ubiegłego wieku nie maleje, a wręcz przeciwnie. Na rynku pojawiają się kolejne publikacje poetyckie Miłobędzkiej, monografie poświęcone jej twórczości, a także książkowe wydania rozmów z poetką oraz jej korespondencji z Tymoteuszem Karpowiczem.
Na uwagę zasługują niewątpliwie dwie pozycje: Szare światło. Rozmowy z Krystyną Miłobędzką i Andrzejem Falkiewiczem (2009) oraz Dwie rozmowy (Oak Park / Puszczykowo / Oak Park) (2011). Redaktorem obydwu wydań jest Jarosław Borowiec. Przybliżają one postać poetki, wypowiadającej się tu i ówdzie o swojej twórczości, ale także postać kobiety, żony, matki, przyjaciółki, człowieka oddającego się ulubionym czynnościom… Cechą wspólną obydwu publikacji jest uchwycenie istoty osobowości poetki z Puszczykowa. W każdej z nich Miłobędzka występuje w pewnej konfiguracji z innymi nazwiskami, a właściwie wielkimi osobowościami, które się za nimi kryją. I rzeczywiście, relacyjny charakter wydaje się czymś istotnym dla poetki, skoro odnajdujemy go i w twórczości, i w wypowiedziach pozaliterackich.
W żadnej z dwóch wspomnianych książek nie jest poetka jedyną bohaterką. Można nawet powiedzieć, że w każdej z nich jest wyraźnie przytłumiona dwiema wielkimi osobowościami: erudytą Andrzejem Falkiewiczem i poetą Tymoteuszem Karpowiczem. I jeden, i drugi swobodnie wypowiadają się na tematy teoretycznoliterackie, filozoficzne, naukowe. Każdy krok artystyczny jest u nich zakorzeniony w solidnych podstawach teorii. W ich towarzystwie Miłobędzka zdaje się blednąć. A jednak nic bardziej mylnego – dopiero na tym tle jej postać zaczyna nabierać właściwego blasku. Charakter tego blasku najlepiej oddaje metafora szarego światła, pojawiająca się w tomiku Po krzyku (2004), która posłużyła jako tytuł wywiadu-rzeki, przeprowadzonego z Miłobędzką i Falkiewiczem. We wspomnianym tomie „szare, brudne światło” pojawia się w charakterze największego odkrycia poetycko-egzystencjalnego. Oznacza małą przestrzeń, „którą potrafimy naraz zobaczyć”. Jest w niej miejsce na codzienną egzystencję, z tak zwykłą czynnością jak wychodzenie po sprawunki. W trakcie lektury Szarego światła widać, jak przy okrągłym stole w puszczykowskim mieszkaniu zasiada niezwykle osobliwa para starszych ludzi i młody redaktor zadający pytania. Widać także poetkę, która, walcząc ze słowem, zaciąga się kolejnym papierosem. I właśnie intymność książki stanowi jej największą wartość. Jest to konstrukcja dwukondygnacyjna: na jednej kondygnacji toczy się rozmowa Miłobędzka – Borowiec, na drugiej – wewnętrzny dialog małżonków. Ze skrzyżowań dwóch poziomów wyłania się poetka z wszystkimi charakterystycznymi cechami jej projektu poetyckiego, splatającego ze sobą dwa plany: życia i pisania. Znamię tego zespolenia stanowi coś, co można nazwać ściszoną dykcją, przez którą należy rozumieć niechęć do wygłaszania mów, do teoretyzowania. Bierze się ona z trudu mówienia, który towarzyszył poetce od dzieciństwa….