Subskrybuj
Polski krytyk i historyk literatury, profesor na Wydziale Polonistyki UJ. W 1985 r. został laureatem Nagrody Fundacji im. Kościelskich, w 1993 – członkiem jury tej nagrody. Przez jedną trzyletnią kadencję członek jury Nagrody Literackiej Nike,...

Proza obok rzeczywistości: jak do tego doszło?

Kryzys powieści ma charakter lokalny. Dotyczy polskiej prozy współczesnej i wynika może po prostu stąd, że niezbyt dobrze umiemy określić, co jako zbiorowość, bytująca aktualnie w konkretnej dziejowej chwili, przeżywamy.

Pretensje i oczekiwania pana Wita Szostaka wobec polskiej prozy pozostają na ogół w zgodzie z tym, co ja sobie na te tematy od dłuższego już czasu myślę, dlatego w krótkim tekście, jaki tu przedstawiam, wykorzystam moje nieco obszerniejsze publikowane już lub wygłaszane artykuły. W samej rzeczy, pisarzom w ostatnich latach dość trudno przychodzi opowiedzenie jakiejś wyraziście i konsekwentnie zbudowanej historii, o której można by powiedzieć, że się w niej świat odbija – świat społeczny, zewnętrzny wobec autora, w całej swojej komplikacji i niejednoznaczności. To ostatnie bardzo ważne: z łatwością przychodzi wskazać w pisanej obecnie prozie fabuły podległe jakiejś jednej koncepcji, jakiemuś: „świat jest taki a taki”, „ludzie są tacy a tacy”, „problemem dzisiejszego człowieka jest”, by już nie wspominać konstrukcji w rodzaju: „politycy (z obozu wroga) są zagrożeniem, bo…”. Lista prostych sądów na temat rzeczywistości, jakie ilustrują pisane w ostatnich latach powieści z tezą lub z wołającym o interwencję obrazem społecznych niesprawiedliwości, da się łatwo wydłużać.

Wyniszczające zaangażowanie

Jeśli miałbym zatem wskazać pierwszą przyczynę, dla której opowiadane w polskiej prozie historie są wątłe, wskazałbym to właśnie: że najpierw jest w nich pewien ideologiczny projekt, a potem mozolne oblekanie go w słowa i sytuacje. Ten projekt wciąż wychyla głowę spod materii powieściowych zdarzeń, wchodzi w słowo bohaterom, steruje ich emocjami i kształtuje świat przedstawiony podług swoich potrzeb. Czy to przypadek, że krytyce stosunkowo łatwo przychodzi formułować sądy ogólne o obowiązujących w prozie tematach bądź tendencjach? „Proza dzisiejsza zajmuje się losami ludzi wykluczonych ze społeczeństwa” – ależ czemu nie? Bardzo to szlachetne. Tylko dlaczego te książki (Marty Dzido, Sylwii Chutnik, Mariusza Sieniewicza, Michała Olszewskiego, Daniela Odiji etc.) sprawiają wrażenie, jakby ich autorzy najpierw powiedzieli sobie: „trzeba zająć się losem społecznych outsiderów”, a dopiero potem zaczęli się bacznie przyglądać rzeczywistości. Dlatego zobaczyli w niej od razu, na zasadzie krótkiego spięcia, to, co zobaczyć chcieli, a nie jakiś świat złożony, wieloaspektowy, w którym czytelnikowi wolno byłoby wybrać dominantę lub sformułować na jego temat jakieś (niekoniecznie oczywiste) tezy. Pozwoliło to czasem nawet na oryginalność rysunku postaci, ale już nie – na jakąś dalej idącą komplikację świata przedstawionego, który w tym przypadku jest monotonnie opresywny, pozbawiony empatii i zrozumienia dla wykluczonych itd. Czasem jego rysunek zostaje swoiście uogólniony przez elementy fantastyki lub baśni. I tak na przykład agresja młodych w stosunku do starych zostaje w Rebelii Sieniewicza wzmocniona ponad wszelką realistyczną miarę: starym pozostawia się tam coś w rodzaju pilnie strzeżonego obozu koncentracyjnego o surowej regule. Jasne, że świat ów jest jakoś tam metaforyczny i celowo uproszczony, ale właśnie w tym uproszczeniu leży cały kłopot, ono jest bowiem pochodną „ideologizacji”, która idzie przed opisem rzeczywistości i nadaje jej grube, jakby podkreślone szminką czy mazakiem rysy. Grzech takiej ideologizacji obciąża książki zarówno prawicowych, jak i lewicowych autorów.

Krytyce zorientowanej politycznie tego zaangażowania jeszcze mało. Świadczy o tym choćby niedawny artykuł Kultura zhomogenizowana Agaty Pyzik z internetowego wydania „Krytyki Politycznej” (opublikowany 21 stycznia 2012), w którym autorka wręcz przekreśla prozę pisaną zgodnie z zainteresowaniami klasy średniej, gustującej rzekomo w psychologii jednostki, a na to miejsce proponuje katalog tematów stricte publicystycznych. Dlaczego proza pisana dla klasy średniej ma być a priori bezwartościowa bądź niepotrzebna, autorka nie wyjaśnia. Nie wyjaśnia też, dlaczego tematyka psychologiczna to objaw zdegenerowanych gustów mieszczańskich, a po to, by zyskać jej aprobatę, powieść winna się zająć „wszechobecnością śmieciowych umów” albo „atakiem Platformy na resztki usług publicznych” etc. Tak czy inaczej, teza idzie tu wyraźnie przed doświadczeniem świata (rzecz jasna, mam na myśli nie doświadczenie w ogóle, ale to szczególne doświadczenie, z którego wyrasta literacki utwór).

Krytycy pragnący uleczyć młodą prozę z jej niedowładu w dziedzinie przedstawiania świata proponują jej zatem często kurację zabójczą dla pacjentki. Nie znaczy to oczywiście, że proza daje sobie radę z zadaniem, o którym mowa. A raczej: o ile jeszcze nie najgorzej potrafi odmalowywać obrazy statyczne, prezentujące jakieś środowiska, bohaterów indywidualnych lub połączonych w konstelację więzami natury psychicznej bądź społecznej, o tyle zdecydowanie nieprzekonywająco wychodzi jej opowiadanie dłuższych historii rozgrywających się na tle społecznym. Doskonale widać to na przykładzie opasłej księgi Balladyn i romansów Karpowicza: bohaterów tam kilkudziesięciu, cząstkowych fabuł kilkanaście, ale wszystkie są wątłe, wykorzystują zaledwie kilka fabularnych „kroków” i zamierają. Dlatego czytelnik ma kłopot z określeniem tematu tej powieści aż do chwili, gdy zrozumie, że chodzi tu (chyba?) o prezentację pewnego typu kultury, w której wszystko uległo zmieszaniu: obieg wysoki z popularnym, dzieciństwo z dorosłością, role płciowe, role społeczne, religie, nawet zaświaty z rzeczywistością, która nas otacza. Powieść więc pokazuje ten „stan rzeczy”, ale już niewiele więcej potrafi z nim (fabularnie) zrobić.

Niemoc realistycznej fabuły

W takich utworach obrazom rzeczywistości towarzyszy często fantastyka. Jej niezwykłej karierze w obrębie prozy na pozór realistycznej poświęciłem niedawno osobny spory szkic, który zresztą rósł w ciągu paru lat, wzbogacany o nowy materiał przykładów. Tworzeniu takich zmieszanych, niejednorodnych wizji rzeczywistości hołduje coraz więcej pisarzy: Stefan Chwin, Andrzej Stasiuk, Olga Tokarczuk, Magdalena Tulli, Jerzy Sosnowski, Mariusz Sieniewicz, Wojciech Kuczok, Dorota Masłowska, Ignacy Karpowicz, Aleksander Kościów, Tomasz Piątek, Szczepan Twardoch, Jakub Żulczyk, Małgorzata Rejmer i jeszcze wielu innych. Można to porównywać z niegdysiejszą karierą realizmu magicznego (i takie porównania czyniono), ale mam mocne przeświadczenie, że w tym przypadku motywacje…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Polska przeprasza za powieść