Subskrybuj
Prof. nauk humanistycznych, pracuje na Wydziale Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego, wcześniej dyrektor Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem. W 2005r. minister spraw zagranicznych Polski, w latach 2006 - 2011 członek Kolegium Doradczego Sekretarza Generalnego ONZ...

Pojednanie bez końca

Pojednanie między narodami jest procesem. Rozdziały raz zamknięte po jakimś czasie otwierane są ponownie. Nowe pokolenia z innej czasowej perspektywy powracają do spraw, zdawałoby się, raz na zawsze rozwiązanych. Trzeba pamiętać, że są to zjawiska niezwykle złożone i wielopłaszczyznowe.

Gdy mówi się o pogodzeniu różnych rodzajów pamięci, często padają słowa-klucze: „krzywda”, „wina”, „zadośćuczynienie”, „skrucha”, „kara”, „pokuta”, „przebaczenie”, „pojednanie”. Wszystkie te pojęcia należą do sfery etyki i na ogół sięgają swoimi korzeniami religii chrześcijańskiej. Jest to język, który do polityki trafił po II wojnie światowej. Natomiast pół wieku później – po zmianach ustrojowych w 1989 r. – stał się dominujący w poszukiwaniu nowej tożsamości i kształtowaniu nowych relacji z sąsiadami. Jest to język nowego pokolenia – ludzi urodzonych po wojnie. Trzeba stwierdzić, że w polityce główną rolę odgrywają dwa czynniki: czasu i przestrzeni. Jednak na pytanie, czy dziś głównym tematem w relacjach między narodami i państwami jest sprawa odzyskania terytorium, należałoby odpowiedzieć przecząco. Choćby już z tego względu polityka korzysta z narracji, należącej do sfery teologii i religii. Niestety, często czyni to w sposób instrumentalny.

Różni Polacy i różni Ukraińcy

Pamięć zbiorowa w Polsce i na Ukrainie różni się od siebie, ale nie tylko pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Jest ona zróżnicowana wewnątrz obu tych państw. Inaczej postrzegana jest tematyka pamięci na Ukrainie Centralnej, Południowej i Wschodniej, a inaczej na Ukrainie Zachodniej. W Polsce w inny sposób rozumiana jest w Przemyślu i Rzeszowie niż np. na Śląsku czy w Poznaniu. Dziś wiele osób jest przekonanych, że skoro zostały wykonane pewne gesty, padły z najwyższych trybun wielkie słowa, oznacza to, że dokonały się też zmiany w relacjach polsko-ukraińskich. Tak się jednak nie dzieje.

Klasa polityczna Ukrainy zademonstrowała w ostatnich latach brak klasy. Mam na myśli tę część elity politycznej, która objęła władzę na Ukrainie po Pomarańczowej Rewolucji – nie tylko obecnego prezydenta Wiktora Janukowycza, ale również jego poprzednika, Wiktora Juszczenkę i byłą premier Julię Tymoszenko oraz wspierające ich otoczenie. Przywódcy ci nie zademonstrowali dojrzałości politycznej i odpowiedzialności na miarę tej, której oczekiwało społeczeństwo Ukrainy. Po ostatnich wyborach podobnie zachowuje się obecny prezydent Ukrainy w stosunku do osadzonej w więzieniu byłej pani premier. Nasuwa się zatem pytanie: Czy mimo różnej pamięci polsko-ukraińskie pojednanie jest możliwe?

Trzeba podkreślić, że nie chodzi tu o ujednolicanie przeszłości, o dążenie do wspólnego postrzegania historii. Jest to niepotrzebne – a co ważniejsze – byłoby zakłamywaniem rzeczywistości. Pojednanie jest możliwe, jakkolwiek w każdym przypadku będzie przebiegało w inny sposób. Nie należy szukać jednego, wspólnego modelu, który można przykładać do różnych sytuacji, narodów, państw i kultur. Niestety jest to grzech wielu badaczy zajmujących się tą problematyką. Stwierdzenie, że wewnątrz narodowych społeczności Polski i Ukrainy procesy te przebiegają i będą przebiegać różnie, ma istotne znaczenie w myśleniu o przyszłych relacjach tych dwóch państw i narodów. Moja skromna sugestia brzmi: należy rozpoznać sytuację w całej jej złożoności.

Praca elit to za mało

Kościoły w Polsce i na Ukrainie nie tylko mogą odegrać wielką rolę, ale powinny to czynić. Nie do końca zgadzam się ze stwierdzeniem, że taką funkcję już w historii spełniły. Nie należy mylić uzgodnień między elitami społecznymi i elitami w Kościołach z tym, co dzieje się w parafiach – czym żyją lokalne wspólnoty i społeczności. Podam przykład. Mimo znaczących wysiłków niektórych polskich hierarchów – jak choćby abp. Józefa Życińskiego – imię ks. Omelana Kowcza, jednego z ukraińskich męczenników za wiarę i zaliczonych przez papieża Jana Pawła II w czasie jego pielgrzymki do Lwowa w poczet błogosławionych, jest praktycznie nieznane w Polsce, ale również w niewielkim stopniu rozpoznawane na Ukrainie – może z wyjątkiem lokalnej społeczności, w której działał. Żeby takie postacie, których życie było wzorem i symbolem przyzwoitości w czasach pogardy, mogły oddziaływać jako wzór, muszą stać się przedmiotem codziennej troski i świadomego, systematycznego działania, które popularyzowałyby ich postawę i heroizm.

Wspólny list pasterski publicznie przedstawiony przez hierarchów Cerkwi greckokatolickiej i Kościoła rzymskokatolickiego przed siedmiu laty na Placu Piłsudskiego niestety nie odegrał istotnej roli. Było to wydarzenie o charakterze rytualnym, którego oddziaływanie nie było dłuższe niż czas, jaki upłynął do momentu, kiedy ludzie się z tego placu rozeszli. Można postawić pytanie, dlaczego ten list, podpisany przez przewodniczącego Konferencji Episkopatu Polski i głowę Ukraińskiej Cerkwi, nie przyniósł tak pożądanych efektów, jak ten skierowany w 1965 r. przez episkopat polski do niemieckiego?

Przy tym trzeba dodać, że w przypadku polsko-ukraińskiego listu nie była to wymiana korespondencji, ale wspólne orędzie. Co się tyczy listu polskich biskupów do niemieckich, oczekiwana odpowiedź nadeszła – ale głównie ze strony Kościoła ewangelickiego, a nie – jak się spodziewano – ze strony Kościoła katolickiego w Niemczech. Po dziś dzień zresztą nie było odpowiedzi takiej, jaka być powinna (w swoim czasie kard. Stefan Wyszyński powiedział, że „otrzymaliśmy odpowiedź, ale nie od tych, od których jej oczekiwaliśmy”). Warto też przypomnieć, że list polskiego episkopatu z 1965 r. był stanowiskiem mniejszości. Nie spotkał się wówczas ze zrozumieniem większości polskich biskupów ani dużej liczby wierzących ludzi w Polsce. Minęły lata. Wykonano ogromną pracę, która nie pozostała bez znaczenia dla postaw ludzi i właśnie to wpłynęło na ukształtowanie nowego typu wzajemnych stosunków.

Nieskuteczność działań na rzecz polsko-ukraińskiego pojednania upatruję dziś w tym, że był to raczej projekt polityczny, a w mniejszej mierze duchowy i społeczny. Obejmował głównie elity, nie był natomiast adresowany do jednostek i nie wpłynął na indywidualne postawy ludzi – w tym ludzi Kościoła. Jednak pierwszy krok został wykonany.

Jak wroga uczynić przyjacielem?

Warto w tym miejscu postawić kilka pytań. W Stanach Zjednoczonych ukazała się przed dwoma laty interesująca monografia Charlesa A. Kupchana pod tytułem How Enemies Become Friends („Jak wrogowie stają się przyjaciółmi”). Autor podejmuje problematykę źródeł trwałego pokoju w naszych czasach. Stawia kilka interesujących…

Zyskaj nielimitowany dostęp do wszystkich artykułów, e-wydań i archiwum

  • Pełny dostęp do wszystkich artykułów
  • Każdy nowy numer od razu w e-wydaniu
  • Archiwum numerów zawsze pod ręką

Artykuł pojawił się w numerze: Jak przekłady zmieniają Biblię?